Oglądasz wiadomości znalezione dla hasła: Wypadek przy pracy zleceniobiorcy
·
Sprawca czerwcowego wypadku w Zambrowie oskarżony Pracodawca również powinien być oskarżony.Nie wymuszał na kierowcy pracy przekraczającej granice jego wytrzymałości.Oczywiście nie kazał mu by zrobił przerwę 2-godzinną na sen ale dał mu termin po przekroczeniu którego kierowca ponosi finansowe straty.Gdyby to był pojedyńczy przypadek to rzeczywiście można zwalić winę wyłącznie na kierowcę.Niestety przemęczeni kierowcy TIR-ów to plaga naszych dróg. Mandat za przekroczenie limitu jazdy powinien płacić nie tylko kierowca ale i zleceniodawca czy pracodawca i mandat dla tego ostatniego powinien być o wiele wyższy.Może wtedy nie opłaciłoby się zmuszać kierowców do kilkudobowej ciągłej jazdy.
|
Umowa o dzielo a podatek dochodowy Mam wlasna dzialalnosc gospodarcza. W pazdzierniku podpisalem z pewna osoba umowe o dzielo (ja bylem zleceniodawca, on zleceniobiorca). Praca zostala wykonana, pieniadze wyplacone, itd. Teraz musze odprowadzic podatek dochodowy za tego czlowieka. Pytanie: jakie formularze (PIT-x) musze wypelnic i co na nich wpisac ?
Hint: Nie zatrudniam zadnych pracownikow, a sam co miesiac skladam PIT-5 i VAT-7. Cos mi sie obilo o uszy, ze w takim wypadku (brak innych pracownikow) nie skladam zadnych dodatkowych formularzy tylko po prostu wplacam pieniadze na konto US. Cos mi tu nie pasuje, bo niby skad US ma wiedziec co ja za pieniadze im wplacilem ?
_tm_
|
Umowa o dzielo Mam kilka pytan dotyczacych umowy o dzielo, moze ktos zoreintowany odpowie.
Po pierwsze, czy umowa o dzielo moze byc podpisana pomiedzy dwoma osobami fizycznymi, czyli przykladowo Malinowski zleca Kowalskiemu wykonanie jakiejs pracy za wynagrodzeniem ? I czy w takim wypadku osoba zlecajaca prace ma obowiazek odprowadzania czesci wynagrodzenia wyplacanego zlecenioborcy do US na poczet podatku, czy moze tez pozostawic kwestie rozliczen podatkowych z US calkowicie w gestii zleceniobiorcy ?
Po drugie, czy osoba fizyczna bedaca zleceniodawca moze byc na stale zamieszkala za granica ? To jest wazne w moim przypadku.
Prosze o rzeczowe odpowiedzi.
|
Tu nie chodzi o to, że nie mogą wystawiać na jedną firmę ale o to, że w takim przypadku zachodzi podejrzenie o Scheinselbständigkeit a to jest nielegalne. Osoby, które formalnie (np. na podstawie Gewerbeschein ) wystepują jako samodzielni przedsiębiorcy, mogą przy zaistnieniu odpowiednich przesłanek być potraktowani jako tzw. Scheinselbständige, czyli zwykli pracownicy pozornie tylko wykonujacy swa pracę jako samodzielni zleceniobiorcy.Pozorność samodzielnej dzialalności gospodarczej w Niemczech wyraża sie w tym, ze osoby czynne zawodowo, wystepując fikcyjnie jako przedsiębiorcy niezależni wykonują usługi lub świadczenia z umowy o dzieło w sposob charakterystyczny dla umów o pracę. Są to najcześciej drobni przedsiębiorcy posiadający tylko jednego zleceniodawcę .Z prawnego punktu widzenia są oni faktycznie pracownikami, za których pracodawca powinien odprowadzać podatek oraz składki na ubezpieczenia społeczne (zdrowotne, pielęgnacyjne, emerytalne i na wypadek bezrobocia)
|
Umowa zlecenie jest oparta o Kodeks Cywilny, a nie o Kodeks Pracy, więc poza ZUSem zatrudnionemu na umowę zlecenie nie przysługują prawa wynikające z umowy o pracę (urlop, zaliczenie do stażu pracy itd. itd. itd.). Ale w sumie plusy są po obu stronach, np. większa jest niezalezność zleceniobiorcy niż pracownika, możliwość wykonania zlecenia przez osoby trzecie jeśli inaczej nie zaznaczono w umowie i inne. No i oczywiście zazwyczaj więcej kasy na rękę, niż to byłoby możliwe dla pracodawcy, gdyby musiał zapłacić ZUS. Choć to zwolnienie ze sładek obowiązuje tylko w wypadku studentów do 26 roku życia.
|
Gość portalu: elli napisał(a):
> W wypadku umowy zlecenia nie ma pracownika i pracodawcy, tylko zleceniodawca i > zleceniobiorca. Jesli zleceniobiorcą jest student do 26 roku życia, nie > podlega on ubezpieczeniu społecznemu z tego tytułu i nie zgłasza się go do > ZUS. Ej, jak masz takie dylematy z tym zleceniem to pogadaj z przyszłym > zleceniodawcą - powinien Ci wszystko wyjaśnić.
To nie do końca prawda. Jeżeli student podlega ubezpieczeniom społecznym z innych tytułów (np. pracuje gdzieś na umowe o pracę) i zatrudni się na umowe zlecenie to z tytułu tej umowy podlega ubezpieczeniu zdrowotnemu. Trzeba go wtedy zgłosić do ZUS-u na druku ZZA i opłacac składkę na ubezpieczenie zdrowotne.
|
nie obowiązuje Cie zadne wypowiedzenie, umowa zlecenie lub o dzieło dotyczywkonania konkretnej pracy, jesli jej nie wykonasz w terminie zapisamym w umowie zleceniodawca może Ci nie wypłacic pieniędzy w ogóle lub w najlepszym wypadku tylko za 2 tygodnie i za ten okres musi odprowadzić skladki i podatki,
|
Pawel juz dokladnie opisal, jaki moze byc ciag dalszy historii uwspolnienia tlumaczenia. Chcialam tylko zapytac, w tym wypadku pro forma: Suzie, czy przeczytalas dokladnie umowe, ktora podpisalas z wydawnictwem?
W kazdej umowie-zleceniu czy umowie o dzielo jeden z glownych punktow, poza terminem zakonczenia prac i stawka, brzmi mniej wiecej tak: "Zleceniobiorca nie ma prawa odstapic czy podzlecic w|w prac osobie trzeciej bez pisemnej zgody Zleceniodawcy".
|
jak masz już osiągnięcia, to po co sie przejmujesz popsuciem relacji? znajdziesz innych, od ktorych bedziesz pozyskiwac zlecenia. po co Ci taki zleceniodawca, ktory zleca, odbiera robote, a nie płaci? masz za mało nerwów w zyciu? nie tłumaczę, ale pisuje teksty. i zawsze sie dopominam, choćby to miało nie wiem jak wywrócić relacje do góry nogami i choćby nie wiem jak małe były to pieniądze. uważam, że nalezy uczyć ludzi, ze pisanie / tlumazneie to też praca jak każda inna i za nią należą się pieniądze. co więcej, gdyby były problemy, to nie zawahałabym się skorzystać z prawnika, w tym wypadku za np. wykorzystanie tekstu bez praw autorskich. ale nigdy nie musialam próbować. raz byłam tak mocno wyprowadzona przez wydawnictwo z równowagi, ze byłam tego naprawde bliska, ale okazało sie, że padli, zbankrutowali i znikneli, wiec nie było juz z kim wojować. :-)
|
Efekt będzie zerowy? To po co to wprowadzacie? I co, może zleceniodawca zatrudniający sprzątaczkę zapłaci jej więcej? A kiedy ci wszyscy ludzie bez stałej pracy, łapiący każdą robotę, mają wypisywać i składać te deklaracje? Kto im pomoże i za ile? Zawiezienie papierów do urzędu skarbowego i odstanie w kolejce to strata co najmniej połowy dnia pracy. Kto im za ten czas zapłaci? Wiceminister Barszcz? Bo pracodawca na pewno nie.
Bóg jest jednak niesprawiedliwy. Tylu niewinnych, porządnych ludzi ginie co tydzień w wypadkach, a takie kreatury jak ten Barszcz chodzą po ziemi.
|
Przepisy jasno mowia ze odpowiedzialnosc za czas pracy ponosi kierowca. Nie zleceniodawca, nie wlasciciel firmy przewozowej czy pilot tylko prowadzacy pojazd. Wiec tu sie z wami koledzy nie zgodze. My mozemy pilnowac czasu ale tylko po to zeby moc planowac dzien i jazde a nie zeby rozliczac kierowce. Jest to jego decyzja. A poza tym przypomnijcie sobie ile razy jechaliscie z kierowcami ktorzy rano wrocili z hiszpani, zrobili 9 godzinna przerwe na sprzatniecie autokaru i obiad i pojechali po poludniu z wami do wloch. To sa przewalki czasowe ktore doprowadzaja do wypadkow.To takie zmeczenie powoduje wypadki a my niestety jedyne co mozemy powiedziec to: zjedz na parking i idz budzic drugiego bo ty juz nie dasz rady.
|
> a co jesli jestem studentka i mam 24 lata? To znaczy, że masz wrócić do szkoły podstawowej, nauczyć sie czytać i przeczytać jeszcze raz ze zrozumieniem informacje zamieszczone na stronie: biznes.elfin.pl/index2wz.html?id=biznes/g_tematy//print.php3&id_artykulu=1212Na wszelki wypadek zamieszczę ci jednak odpowiedni cytat: "Podstawą do naliczania składek jest wynagrodzenie z tytułu umowy zlecenia. Wysokość składek oraz zasady finansowania są takie same jak w przypadku umowy o pracę (tzn. składki emerytalne i rentowe finansowe są po połowie przez zleceniobiorcę i zleceniodawcę, chorobowe przez zleceniobiorcę, wypadkowe przez zleceniodawcę). Nie podlegają obowiązkowym składkom studenci do ukończenia 26 lat oraz uczniowie szkół ponadpodstawowych." A tak nawiasem mówiąc, to do jakich uczelni przyjmują tak tępych studentów?
|
W przypadku umowy o pracę jest to na pewno niezgodne z kodesem pracy. Ale, jak piszesz, brat jest zatrudniony na podstawie umowy zlecenia, która jest regulowana przepisami prawa cywilnego. Jednak nawet na gruncie k.c. tego rodzaju działania wydają się bezprawne i pozbawione podstaw. Skoro strony umowy umówiły się na wykonanie jakichś usług w zamian za wynagrodzenie, to zleceniodawca nie moze sobie tak po prostu obciąć cześci wynagrodzenia. Na wszelki wypadek warto sprawdzić, czy sama umowa nie przewiduje takich odjęć.
|
Sprawa jest prosta. Rynek tlumaczen jest jeka rynek samochodow. Mozesz kupic malego fiata, lecz za mercedesa musisz zaplacic wiecej. Nie ma najmniejszego sensu zmuszac producenta malego fiata aby zafundowal Ci mercedesa tylko dlatego, ze czujesz sie oszukany. Ludzie nie maja po prostu pojecia na czym polega tlumaczenie tekstow. W tlumaczeniach bez porownania wazniejsze jest doswiadczenie, niz skonczona fililogia angielska. Z mojego ponad 12-letniego doswiadczenia wynika, ze fililogow, ktorzy nie potrafia napisac naturalnie brzmiacego zdania w jezyku wyuczonym jest wiekszosc. Gdy tyle firm tlumaczeniowych zatrudnia swiezo upieczonych magistrow bez jakiegokolwiek doswiadczenia, w przekonaniu, ze sam ich papierek gwarantuje wymagany poziom, mamy takie tlumaczenia jakie mamy. Do tego dochodza idiotyczne terminy, z ktorych widac jasno, ze zleceniodawca sobie wyobraza tlumaczenie jako wsuwanie kartki w komputer z jednej strony, a odbieranie wersji przetlumaczonej z drugiej po 5 minutach. Tlumaczenie jest praca tworcza. Tlumaczenie wykonane przez osobe bez doswiadczenia i na dodatek w pospiechu, jest w najlepszym wypadku kiepskie, a przewaznie fatalne. Francuzi mowia – "Pour obtenir de la qualite, il faut y mettre le prix", a Amerykanie – "There ain't no free lunch" albo "You get what you pay for". Wniosek nasuwa sie sam.
|
A PIP i tak swoje Pomimo wypadku w Katowicach, pomimo tego że na wielu dachach zalega ciągle śnieg, Państwowa Inspekcja Pracy postanowiła wykazać swoją niezwykłą czujność. Wysłała swoich szpiegów aby przeprowadzili szczegółowe kontrole wszystkich usuwających śnieg z dachów, jeżeli nie spełniają wymaganych warunków to prace są wstrzymywane a zleceniodawca karany mandatem. Każdy musi mieć uprawnienia do pracy na wysokości, specjalistyczny kurs BHP, dachy muszą być zaopartrzone w specjalne bariery, a pracownicy wyposażeni w specjalne zabezpieczenia. Żeby spełnić wszystkie te wymagania potrzeba dość dużo czasu, tymczasem idzie wiosna, śnieg stopnieje i trzeba mieć tylko nadzieję że do tego czasu nie wydarzy się kolejna tragedia.
|
inna57 napisała:
> Pomimo wypadku w Katowicach, pomimo tego że na wielu dachach zalega ciągle > śnieg, Państwowa Inspekcja Pracy postanowiła wykazać swoją niezwykłą > czujność. Wysłała swoich szpiegów aby przeprowadzili szczegółowe kontrole > wszystkich usuwających śnieg z dachów, jeżeli nie spełniają wymaganych > warunków to prace są wstrzymywane a zleceniodawca karany mandatem.
I słusznie, jak się ukazuje. Już jeden czlowiek, pognany na dach przez oszczędnego pracodawcę, spadł z wysokości 6 metrów. Niech kontrolują i pozywają gnojków, którzy wolą wysłać na dach rencistę niż wydać 1 tys. zł za wynajęcie ludzi z odpowiednimi uprawnieniami.
Najwyraźniej twój pracodawca nie pogonił Cię jeszcze na dach z ciepłego fotelika przed kompem, co? Miło się siedzi i pisze?
|
agnieszkalp nie masz racji pisząc: "> napisalam ,ze na umowe zlecenie nie moze pracodawca zwlnic > ciezarnej , ktora przekroczyla 3 mc."
w wypadku umowy zlecenia nie ma wogóle pracodawcy ani pracownika, jest zleceniodawca i zleceniobiorca, do tych umów nie stosuje się kodeksu pracy, bo to umowy cywilne, więc kobieta w ciaży nie jest wogóle chroniona umowa się kończy i nikt nikogo nie może zwolnić, bo nikt nikogo nie zatrudniał a jedynie 'dał zlecenie'
a dla autorki wątku informacja: jeżeli pracujesz na umowe zlecenie lub umowę o dzieło a to co robisz i jak to robisz jest dokladnie takie samo, jak czynności wykonywane przez osoby zatrudnione tam na umowę o prace, możesz wystąpić do sądu pracy (bez żadnych opłat) o ustalenie że tak naprawde to jest umowa o pracę a nie zlecenie/dzieło. Pomóc Ci w tym może Inspekcja Pracy. Pomocy możesz też poszukać na internetowych portalach porad prawnych np. www.poradaprawna.pl Jest to dośc skompliowane, ale jeśli będziesz w sytuacji podbramkowej - to warto zawalczyć. Powodzenia
|
zbyt mało danych...
Po pierwsze - osoba wykonująca pracę na zasadzie umowy-zlecenia w myśl prawa pracy nie jest ani "pracownikiem" ani "zatrudnionym". jeśli śmierć nie mała żadnego związku z pracą (nie był to np. wypadek podczas wykonywania pracy) to zleceniodawca nie ma żadnego prawnego obowiązku wypłacania odprawy pośmiertnej, ani jakichkolwiek innych płatności. jeśli jednak był to wypadek w pracy lub w związku z pracą - to można walczyć o odszkodowanie.
|
Szanowna Pani,
najlepiej, gdyby umowa zlecenie była podpisana nie na miesiąc co miesiąc tylko np. na rok, tym bardziej, że zleceniodawca jest zainteresowany kontynuowaniem współpracy z Panią. Jeśli z tej umowy zlecenia są odprowadzane również składki chorobowe (dobrowolne) to będzie Pani miała prawo do zasiłku macierzyńskiego! Proszę porozmawiać o tym ze zleceniodawcą - składki to niewielki koszt, a w Pani wypadku warto - jeśli chodzi o zasiłek macierzyński to nie ma okresu "wyczekiwania" czyli składki nie muszą być płacone jakiś czas przed porodem, żeby przysługiwał zasiłek macierzyński.
Po "urlopie macierzyńskim" będzie mogła Pani wrócić do pracy, a przez okres wypłacania ubezpieczenia zleceniodawca nie będzie płacił składek, ale mimo to Pani będzie ubezpieczona.
|
Umowa zleceni Mam prośbę ponieważ pracowałem na umowę zlecenie i pracodawca rozwiązal ze mna umowę bez podania przyczyny natychmiastowo.Zaznaczam że nie miałem żadnej wpadki.Chcę dodać ze pracowałem od 1.10,07r. do 3.02.08r. natomiast umowe zlecenie mam wystaioną za okres od 1.10.07r.do 31.12.07r.natomiast od 1.01.08r do 3.02.08r.nie mam nic brak też inormacji o składkach odprowadzanych.Pieniądze za pracę wyplacają do ręki a nie na konto. Zleceniobiorcę obowiązuje 7-dniowy okres wypoiedzenia w przeciwnym wypadku wynagrodzenie będzie obniżone o 50%. Czy wszystko jest zgodne z zasadami prawa pracy.
|
Zgodnie z ogólnymi zasadami zleceniobiorcy w polsce podlegają: - obowiazkowemu ubezpieczeniu: emerytalnemu i rentowym, - wypadkowemu, jezeli praca wykonywana jest w siedzibie lub miejscu prowadzenia działalnosci przez zleceniodawcę (w przeciwnym wypadku nie podlegaja ubezpieczeniu wypadkowemu w ogole) - dobrowolnie ubezpieczeniu chorobowemu (jeżeli zleceniobiorca chce zrezygnować z dobrowolnego ubezpieczenia chorobowego, Płatnik powinien poprosić o pisemne potwierdzenie takiej rezygnacji)
|
A no niestety, dopiero 180 dni ubezpieczenia bez przerwy daje prawo do zasiłku. Wyjątkiem od tej reguły są ... senatorowie i posłowie ))) Dlaczego mnie to nie dziwi?
A wypadek w pracy to jeszcze inne ubezpieczenie - wypadkowe. Płaci zleceniodawca w zalezności, czy praca jest wykonywana w siedzibie, czy poza siedzibą firmy.
|
Musiałabyś zadzwonić do ZUS. Generalna zasada jest taka że osoba u której nie minęło 30 dni przerwy od poprzedniego ubezpieczenia, nabywa ubezpieczenia bez okresu wyczekiwania. Student i uczeń kończący szkołę na 90 dni na podjęcie pracy aby mieć ciągłość ubezpieczenia. Tylko nie mam pewności czy to stosuje sie do umów zleceń. Jednak ustawa mówi o stosunku ubezpieczenia, nie dzieląc go na pracowników i zleceniobiorców. Jeśli już pracujesz jako zleceniowiec i dogadasz się z szefem że masz np. 10 dni wolnego, to na ogół nikt na ten czas nie wyrejestrowuje, tylko pisze się umowę na cały miesiąc ale z kwotą pomniejszoną o czas nieobecności. Najczęściej wyrejestrowuje się gdy ktoś robi sobie przerwę między jedną umową a drugą powyżej miesiąca. Faktycznie wypadek przy pracy idzie z ubezpieczenia wypadkowego i w takim przypadku nie ma okresu wyczekiwania, obejmuje od pierwszego dnia pracy.
|
Odniosę się do samozatrudniania np. w firmie budowlanej gdzie wymagana jest skoordynowana praca współpraca zespołu z różnymi umiejętnościami budowlanymi. Muszą spełniać określone wymagania i kwalifikacje, znajomośc przepisów budowlanych, norm, zasad itp. Ktoś musi odpowiadać za całość umowy pomiędzy zleceniodawcą i grupą jednoosobowych firm. Naraża to na chaos organizacyjny i kompetencyjny, tworzy problemy z odpowiedzialnością z tytułu gwarancji. Zobowiązania pokrycia kosztów złej pracy zleceniobiorców za naprawiane usterki lub szkody, za wypadki przy pracy, katastrofy budowlane komplikują się i bywają nie do rozstrzygnięcia.
Szkody społeczne rosną a zagrozenia budowlane są nie do przewidzenia. WQszędzie moze ci cegła spaśc na głowę. Raj dla naciągaczy i wolna konkurencja budowlanych fuszerek.
|
Gość portalu: tomek napisał(a):
> ja myślę, ze wystarczyłoby formalne zezwolenie właściciela firmy (zleceniodawcy > itp) na przekroczenie czasu pracy. Bez zezwolenia odpowiada kierowca, z zezwol > eniem zleceniodawca.....
ciekawe co na to poszkodowani w ewentualnych wypadkach ?
|
Stwierdzenie typu największym błedem jest płatność przed ukończeniem...jest jak najbardziej trafna ale w tym wypadku dochodzi też kwestia fachowego wykonania usługi przez wykonawcę niestety złe wieści bardzo szybko się rozchodzą a puźniej żeby spowrotem wrócić na rynek usług jest bardzo trudno.Zdażyło mi się kilka takich sytuacji że zleceniodawca wypłacał całość przed zakończeniem prac i w tych wypadkach gdybym pozwolił sobie na to co ten człowiek to dzisiaj niemiałbym za co czynszu opłacić. Ja dożucę jeszcze swoje otrzeżenie miałem takiego glazurnika imię IREK zawsze pracuje z żoną kobieta dużo przy kości na imię EWELINA nie pamiętam ich nazwiska dostali do zrobienia terakotę i niestety tak okręcili zleceniodawcę że zapłacił im bardzo dużą część bez mojej wiedzy a okazało się że płytki były nierówno ułożone żle podocinane i aby nie stracić wynagrodzenia musiałem na własny koszt zerwać płytki i jeszcze raz ułożyć.Przed rozpoczęciem pracy byli bardzo mili jak doszło do odbioru i okazało się że robota jest źle wykonana wtedy dopiero okazało się jacy są chamscy i opryskliwi otym że właściciel zapłacił dowiedziałem się dopiero po rozmowie znimi.Ale co było to mineło teraz uważam przy doborze współpracowników. Pozdrawiam
|
hopp napisał:
> Powtórzę jeszcze raz: autorzy listu NIE pisali o zleceniobiorcach, tylko o > zwykłych pracownikach i emerytach.
Coż to więc za argument? Czy pomysły PiSu (o których tu dyskusja) nie polegają na przyjęciu, że koszty uzyskania przychodu (zryczałtowane!) są identyczne w wypadku pracy twórczej i "zwykłej"?
|
Marysiu umowa zlecenia jest umową cywilno-prawną regulowaną przepisami kodeksu cywilnego - czyli nie tak jak umowa o pracę kodeksem pracy.
W związku z tym zleceniodawca nie ma żadnych praw takich jak pracownik czyli płatne urlopy, kasa za ew. nadgodziny i nocki, prawo do odszkodowań z tyt. wypadków przy pracy, kasę za zwolnienie lekarskie jedynie jeżeli płaci składkę chorobową która jest dobrowolna, płatne zwolnienia na dziecko itd. W zasadzie jest pewna dowolność kształtowania treści samej umowy zlecenia, zleceniodawca może np. przyznać kasę za urlop, chorobę kiedy faktycznie nie pracowałby ale przyznam że zdarza się to niezwykle rzadko.
Zauważ też że obecnie firmy tak kombinują żeby ograniczyć koszty, przyjmują na zlecenia, bo odchodzi im wtedy dbanie o urlopy, nie ma tu też szkoleń bhp, badań lekarskich czyli "dziś jest jutro nie ma" - niestety... ((
|
Racja, Marfet może podzlecić wykonanie tej pracy słupowi za jakąś kwotę. Ale czy może to zrobić jako osoba fizyczna? Z wygooglanego przeze mnie formularza umowy o zlecenie wynika, że zleceniodawcą musi być firma. Może są jakieś inne formularze dla umowy o zlecenie między osobami fizycznymi?
Poza tym Marfet musiałby zapłacić składkę ZUS itp. za słupa, wystawić mu PIT na koniec roku. Trochę zachodu z tym jednak jest, nie wiem, czy się opłaca.
A poza tym, Marfet, nie boisz się wypadku przy pracy? Jeśli stanowisko nie jest przystosowane do Twoich możliwości, to o wypadek nietrudno. Wtedy sprawa fikcyjnego zlecenia wyjdzie na jaw i będziesz miał nieprzyjemności - Ty i słup, bo właściciel firmy jest poza wszelkim podejrzeniem...
|
> Informatycy nie powinni zaslaniac sie za nieumiejetnym zamowieniem. > W takim wypadku powinni wskazac zleceniodawcy na braki w konkretyzacji > zadania. > Analogia: jezeli elektryka poprosi sie o pociagnieci przewodow nieuziemionych > w lokalach wilgotnych czy powinien on to wykonac bez wskazania niebezpiecznej > instalacji? Zła analogia. Rozróżnijmy dwie rzeczy: funkcje, jakie zleceniodawca chce mieć (a jakich nie che) w systemie oraz sposoby, jakich informatyk używa, żeby rzeczone funkcje zaimplementować. Od informatyka zależy, żeby wybrać sposoby, które będą skuteczne i niezawodne. Informatyk nie może sprzedać zleceniodawcy krowy, jeśli ten chce osła (choćby nawet wiedział, że dla użytkowników lepsza będzie krowa). Tak więc dobrą analogią byłoby: jeśli elektryka poprosi się o zamontowanie lampy nad oknem (choć bardziej przydałaby się nad drzwiami), to elektryk może - najlepiej, jak umie - powiesić nad oknem lub stracić pracę.
> Prawdopodobnie zawinila firma ktora projektowala system (nie ci ktorzy > zamowili > ) > ale i informatycy ktorzy wykonali oprogramowanie - bez protestow - tez sa > wspolodpowiedzialni. Skąd wiadomo, że bez prostestów? Mogli protestować, wówczas zleceniodawca znalazłby sobie innych, posłusznych. Efekt byłby ten sam. Prawdopodobnie firma projektująca system nie miała w wielu momentach nic do powiedzenia.
|
1. To bardzo ciężka praca, więc powinna być godziwie płatna. W najgorszym wypadku z 1.000 brutto nie może się zrobić mniej niż 660pln. 2. Umowa o dzieło może być podpisana gdy istnieje fakt powstania "dzieła" co określaja odrębne przepisy. Oczywiście można to ominąć i wymyślić odpowiednie "dzieło", żeby w razie kontroli było wszystko cool. Niestety zależy to od dobrej woli osoby która wystawia umowę. 3. Jeśli rachmistrzowie będą kiepsko przeszkoleni to narobi to sporo kłopotu. Szczególnie firmom badań rynku. Rachmistrz jest często kojarzony z ankieterem. I jeśli rachmistrzowie "dadzą tyłka " to badania rynku będą bardzo trudne do prowadzenia po akcji spisu. 4. Rzeczywiście jest to chmstwo i wykorzystywanie ludzi. Nie zapominajmy jednak,że umowa z Rachmistrzem (jakaby nie była) jest stosunkiem pracy. Więc podlega i PIP i Sądowi Pracy. Akcja spisu jest jednorazowa, więc Rachmistrz nie musi się martwić, że zadrze ze Zleceniodawcą i może go spokojnie pozwać do sądu.
Wszytkiego dobrego, drodzy Rachmistrzowie. U mnie w domu na pewno będzie miło, bo wiem jaki to ciężki kawałek chleba...:)
Pozdrawiam
|
Upadaja symbole łukaszenkizmu Sława! Upadek białoruskiego satelity wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,3511831.htmlAndrzej Poczobut 28-07-2006, ostatnia aktualizacja 27-07-2006 17:49 Hucznie zapowiadany start w kosmos pierwszego białoruskiego satelity Biełka okazał się niewypałem. Po 86 sekundach od momentu wystrzelenia rakieta, która miała wynieść go na orbitę, spadła na ziemię. Na kazachski kosmodrom Bajkonur przyjechał Aleksander Łukaszenko. 27 lipca miał być dniem triumfu białoruskiego dyktatora. - Jestem pewien, że start pierwszego białoruskiego aparatu kosmicznego Biełka stanie się tylko pierwszym krokiem w oswojeniu naszego kraju w przestrzeni kosmicznej - napisał białoruski prezydent tuż przed startem w księdze gości kosmodromu. Stało się jednak inaczej. Jak podaje agencja Interfax, Łukaszenko mężnie przyjął porażkę. - Zrozumiawszy, że rakieta i pierwszy białoruski satelita są stracone, Aleksander Łukaszenko nie okazał niepokoju, przygnębienia czy zdenerwowania. Mężnie przyjął ten cios losu - mówił rzecznik prasowy Roskosmosu Igor Panarin. Przyczyną awarii Biełki wartej 8,7 mln dol. była awaria rosyjskiej rakiety Dniepr, która miała wyprowadzić na orbitę białoruskiego satelitę i 17 innych. Zleceniodawcą budowy satelity była Narodowa Akademia Nauk Białorusi. Jednak nie wszyscy białoruscy naukowcy uważają, że kosmiczny program jest potrzebny krajowi. - Tylko duma i populizm Łukaszenki zadecydowały o jego powstaniu - powiedział "Gazecie" Aleksander Wojtowicz, członek Akademii. Kierownictwo Akademii twierdziło, że satelita będzie wykorzystywany do prowadzenia prac kartograficznych, geodezyjnych i meteorologicznych. Według Wojtowicza Biełka w wypadku wyprowadzenia na orbitę byłby połączony z rosyjskim systemem satelitarnym i mógłby być wykorzystywany do prowadzenia wywiadu. ŹRÓDŁO: Forum Słowiańskiegg 1728585
|
do only_isabelle: USPOKAJAM,to poki co teoretyzowanie.. a swoj brak wiedzy na ten temat i zarzucany przez Ciebie nieprofesjonalizm moge usprawiedliwic jedynie "nieobecnoscia w kraju" przez jakis czas...
do ka 24: Dzieki za "rzetelna odpowiedz" Co do firmy, w ktorej zaczne pracowac, pracodawca jest zainteresowany m.in. mozliwoscia poswiadczenia przeze mnie dokumentow, ale nie jest to moj glowny zakres obowiazkow. Dowiadywalem sie, ze w takim wypadku musze zawierac dodatkowe umowy o dziela, tak jak sam sugerujesz. Czy wiesz moze gdzie sa do tego odpowiednie regulacje prawne, czy tez tylko slyszales o takich rozwiazaniach w firmach??? Powstaje pytanie, jak czesto mozna dokonywac w miejscu pracy tlumaczen poswiadczonych, czy jest jakis limit, gdzie umowa o dzielo nie ma racji bytu??? I ile takich umow o dzielo moze byc w ciagu roku???
Co do tzw osob z "ulicy" to tez uwazalem, ze nie moge dla nich dokonywac tlumaczen bez DG ( albo posrednictwa innych firm-tzn biur tlumaczen), dopoki nie natrafilem na inna interpretacje. "Interpretacja Ministra Finansów z dnia 22 lipca 2005 PB5/KD-033-72-1101/05 Wedlug tej interpretacji mozliwosc taka istnieje!!! Z Kodeksu Cywilnego wynika, że umowę o dzieło mogą zawrzeć dwie osoby fizyczne, nie prowadzące działalności gospodarczej. Umowa o dzieło nie powinna być podstawą świadczenia usług o charakterze ciągłym, jak również tworzyć relacji podporządkowania pomiędzy stronami, które to cechy są charakterystyczne dla umów o pracę. Zaznaczam, ze moje tlumaczenie "z ulicy" mialyby charakter sporadyczny ( a wiec NIE CIAGLY) i zadnych relacji podporzadkowania pomiedzy Zlecenidawca i mna- Zleceniobiorca by nie bylo.... W konsekwencji ( w mysl interpretacji)na Zleceniodawcy nie ciąży obowiązek płatnika, w rozumieniu przepisów ustawy. Obowiązek wpłacenia zaliczek na podatek w trakcie roku podatkowego nie obciąża także Zleceniobiorcy. Dopiero w zeznaniu podatkowym Zleceniobiorca jest zobligowany wykazać dochód z tego tytułu wraz z innymi dochodami i od łącznej sumy obliczyć należny za dany rok podatek dochodowy.
Co Ty na to?
Moze Inni tez maja cos do powiedzenia z wlasnej wiedzy i doswiadczenia...!!!???
|
"Zarówno umowa o dzieło jak i umowa zlecenia są umowami cywilnoprawnymi, regulacja tych umów zawarta jest odpowiednio w art. 627-646 oraz art. 734-751 Kodeksu cywilnego. Różnica pomiędzy obiema umowami zasadniczo sprowadza się do tego, iż umowa o dzieło jest (jak sama nazwa wskazuje) umową konkretnego rezultatu, oczekiwanego przez zamawiającego, natomiast w przypadku umowy zlecenia ważniejsze jest samo postępowanie zleceniobiorcy (stąd też określa się tą umowę mianem umowy starannego działania). Jednocześnie w przypadku obu tych umów zróżnicowane są zasady odprowadzania składek na ubezpieczenia społeczne. I tak, w przypadku umowy zlecenia, zgodnie z przepisami ustawy z dnia 13 października 1998 roku o systemie ubezpieczeń społecznych (Dz. U. 1998 Nr 137 poz. 887) jeżeli umowa zlecenia jest jedynym zatrudnieniem, to ubezpieczony podlega: obowiązkowo ubezpieczeniom emerytalnemu i rentowym, obowiązkowo ubezpieczeniu wypadkowemu, jeżeli praca wykonywana jest w siedzibie lub miejscu prowadzenia działalności przez zleceniodawcę, dobrowolnie ubezpieczeniu chorobowemu oraz obowiązkowo ubezpieczeniu wypadkowemu. Są to zasadnicze założenia, od których ustawa przewiduje wyjątki, odsyłam tym samym do treści wyżej wymienionej ustawy (podaję ważniejsze artykuły: art. 6 ust.1 pkt 4, ust.4; art. 8 ust. 2a; art. 11 i 12) Podsumowując, w przypadku umowy zlecenia, zleceniodawca ma obowiązek opłacania składek ZUS. Jeśli zaś chodzi o umowę o dzieło, w tym wypadku nie występuje u zamawiającego obowiązek opłacania jakichkolwiek składek na ubezpieczenia społeczne (wyjątek to art. 9 ust. 4b ustawy o systemie ubezpieczeń społecznych). " www.poradaprawna.pl/index_pytania.php?co=pozycja&id=27446S.
|
wyspa-architekci napisał: > architekt dostaje zapłatę za swoją pracę nie musi się martwić ile mu > zostanie z całościowej ceny po opłaceniu branżystów.
To inwestor, a nie architekt podpisuje umowy z branżystami. Architekt wycenia swoją pracę. Inwestor więc ( a nie architekt ) płaci branżystom za ich projekty branżowe. Podobnie jest nawiasem mówiąc potem z wykonawcami w trakcie budowy. To inwestor podpisuje umowy, a nie architekt. architekt może wszystko podać na tacy, ale nie podpisywać za inwestora... Architekt może ewentualnie pomóc inwestorowi zebrać oferty, ustalić zakres ich prac, przygotować umowy, ale zleceniodawcą na wykonanie projektów branżowych jest inwestor a nie architekt. Wynika to m.in. z Prawa budowlanego, z logiki też.
wyspa-architekci napisał: > Tylko niestety z punktu widzenia klienta - decydujemy się na > zlecenie projektu, który nie wiemy ile do końca będzie kosztował - > jeśli ceny branż ustalimy po zrobieniu koncepcji.
A jakie to ma znaczenie ? - Żadne. Architekt przygotowuje inwestorowi swoją ofertę cenową ( + zakres prac ). Wiadomo, że muszą też być wykonane projekty branżowe ( m.in.). Jeżeli inwestor jest upierdliwy, to można mu podać szacunkowe koszty projektów branżowych - To nie jest żaden problem. Dopiero jeżeli inwestor decyduje się na zlecenie ( podpisanie umowy z architektem ), architekt opracowywuje koncepcję ( + ewent.warianty dodatkowe, oczyw. za opłatą ).. i dopiero po zaakceptowaniu koncepcji zbiera się konkretne, możliwe najlepsze, oferty cenowe branżystów. Robi to architekt, ale pod warunkiem, że chce tego.. i płaci mu za to inwestor ( a jeżeli nie chce, to sam sobie zbiera ).
Zupełnie inaczej wyglądają oferty branżystów, gdy jest już zaakceptowana przez inwestora koncepcja, gdy jest już dość dokładnie wiadomo, co jest konkretnie do zrobienia przez branżystów, a zupełnie inaczej, gdy nic nie wiadomo - tzn. gdy jest pusta kartka papieru. Są to zazwyczaj zupełnie różne ceny projektów branżowych. Pomijam już to, że branżyści składają zupełnie inne oferty architektówi, z którym zazwyczaj współpracują od wielu lat, jeżeli wiedzą, że zbiera on zawsze po kilka ofert, a zupełnie inne "pożal się boże inwestorowi" z ulicy, którego widzą po raz pierwszy ( i zapewne ostatni raż ) w życiu na oczy.
Nie wspominam już o przypadku takim, w którym współpraca inwestora z architektem, kończy się na etapie koncepcji. Jaki sens ma w takim wypadku zbieranie ofert branżowych ? - Żaden.
|
Zjeść ciastko i mieć ciastko... Umowa o dzieło jest chyba ostatnią formą świadczenia usług (bo przecież nie pracy), która pozostała nieoskładkowana. I dobrze, w wielu wypadkach to jedyne logiczne rozwiązanie. Kiedy? Mam np. kolegę, na stałe zamieszkałego to tu, to tam w Europie. Na umowę o dzieło pisuje ekspertyzy, z pewnej wąskiej dziedziny,dla kilku polskich firm. W jego wypadku oskładkowanie wynagrodzenia za te usługi nie miałoby sensu. Nie korzysta i nie będzie raczej korzystał ani z polskiej emerytury, ani z polskiego NFZ. W nagłych wypadkach - chroni go polisa z obecnego kraju zamieszkania i pracy. Ma to sens w przypadku mojej koleżanki, związanej od czasu do czasu z jednym z WIELU zleceniodawców, która sama opłaca składki - w takim zakresie w jakim pozwala prawo - w NFZ, w szerszym zakresie w firmach ubezpieczeniowych. Umowa o dzieło NIE JEST natomiast dobrą formą związków ze zleceniodawcą jeśli jest jedna i niewielka... Kwestia wyboru oczywiście... Ale nie można mieć czegoś za co się w żadnej formie nie płaci. Chcesz żeby była oskładkowana? Oskładkuj ją sobie, płacąc dobrowolnie... Z uwzględnieniem tego, jaka minimalna składka jest wymagana. Prawo jest stuknięte, to prawda. Rolnik praktycznie nie płaci, zatrudniony na etat płaci minimum ileś tam (pochodna płacy minimalnej), prowadzący DG ileś tam. Żyjący z umów - ileś tam. Można próbować to zmieniać, ale na razie tak jest. I wykorzystuje to i jedna i druga strona - jedni baaardzo świadomie, inni nie. Jak powtarzam wszystkim dookoła "nie patrz na netto, patrz na brutto i co za to masz" to część nie wie o co chodzi... Masz na umowie o dzieło coś tam netto - i nic po za tym. Za tę samą pracę można zaproponować "na rękę" zamiast 1300 tylko 950 złotych (tak to wygląda dla płacy minimalnej). W obu wypadkach w kosztach jest ok. 1500 PLN. A ubezpieczenie rodzinne? Funkcjomuje wszędzie, nawet w prywatnych firmach. To 20-30 złotych, o którym ktoś pisze powyżej to prawdopodobnie DOPŁATA za osobę współubezpieczoną. Dopłata do składki pracowniczej, którą pewnie płaci pracodawca.
Zapłatą za grzech jest śmierć, ale taka sama jest nagroda za cnotę.
|
Zleceniobiorca obraca moimi pieniędzmi teraz średnio przez rok przed wykonaniem usługi, ja też mam prawo się zabezpieczyć na wypadek gdyby nagle z pracy zrezygnował. Patrz na sytuację z obu stron.
|
Nie bardzo rozumiem, o co Ci chodzi? W tym wypadku przełożony odpowiada za podwładnego w takim zakresie, w jakim powinien mu zorganizować pracę. Kierowanie zespołem to kwestia zdolności i odpowiedzialności za siebie i innych. Po to ktoś "bierze kasę" za kierowanie zakładem czy jakąkolwiek komórką organizacyjną, żeby zrealizować określone zadanie. Zazwyczaj ma do pomocy pewien zespół (pracowników vel podwładnych). Ludziom tym stawia w ramach katalogu "Rozwiązujemy problem" przydziela zadania adekwatne do ich zdolności. Z zadań postawionych w procesie realizacji celu rozlicza podległych sobie pracowników oceniając sposób, w jaki zadanie zostało wykonane i stopień jego realizacji. To prerogatywa kierownika zespołu. Odpowiada nie za pracę podwładnego a za skutki jego pracy w świetle postawionego poprawnie (zgodnie ze sztuką) zadania. To dość istotne rozróżnienie.
Przykład: Komendant komisariatu postawił zadanie wyeliminowania złego parkowania na osiedlu. Podwładny zadanie wykonał eliminując nieprawidłowość, wybijając przez tydzień czasu szyby notorycznych "łamaczy prawa". Jeśli komendant postawił zadanie stójkowemu, o którym wiedział, że ten nie posiada pragmatycznej wiedzy jak zrealizować zadanie, lub co gorsza wiedział jakimi metodami stójkowy osiągnie sukces- wówczas odpowiada za skutki jego pracy
Jeśli zadanie postawił prawidłowo, zakładając zawodową sprawność stójkowego - rozwiązanie problemu w opisany wyżej sposób , skutkuje odpowiedzialnością rzeczonego krawężnika.
Odpowiadając na Twoje pytanie - każdy ponosić powinien odpowiedzialność za własne postępowanie. Jeśli komendant komisariatu nie jest w stanie wyegzekwować od swoich podwładnych wykonania zadania - wówczas powinien wylecieć na mordę. Jeśli policjant nie jest w stanie zrealizować postawionego mu (możliwego do wykonania w warunkach obiektywnych) zadania powinien pożegnać się z mundurem.
A jeśli parlament vel inne ciało kolegialnie stanowiące prawa uniemożliwiające realizację zadań przez Policję i inne służby- takie ciało i takich reprezentantów należy rozpędzić na cztery wiatry. Dlatego tak ważne jest aby oceniać i dokonywać wyborów nie na piękne oczy lub polityczne preferencje a w oparciu o bardziej miarodajne kryteria. Każda praca zlecona powinna podlegać ocenie. To mechanizm weryfikacji zarówno zleceniodawcy i zleceniobiorcy. W wylinkowanym artykule mamy do czynienia tylko z punktowaniem zleceniobiorców. A co z ich policyjnymi zleceniodawcami. Patrząc szerzej, my jako społeczeństwo jesteśmy zleceniodawcą pewnych zadań Policji i punktujemy ją ostro. Zapominamy jednak o systemie naszej samooceny jak widać.
pozdrawiam klient
|
A może należałoby spytać wprost znajomą prawniczkę o podstawę prawną swojego stanowiska?
Spytałem dzisiaj, potwierdziła moją „teorię”. Ale może to było tak, żeby nie spierać się ze mną, a poza tym zdaje się, że ze dwóch innych prawników też się nie zgodziło na tę formę wynagrodzenia. Może z cytowanych przeze mnie powodów ? Oni sprawiają wrażenie jakby tego nie rozumieli lub nie chcieli zrozumieć. Bo to niewygodne dla nich. Nie jest to „czy się stoi czy się leży”, a trzeba pracować mocniej, bo można nic nie zarobić. No, ale to taki standard (i myślenia i zawodu).
Moja teoria jest następująca, oparta m.in. bezpośrednio na art.627kc i 734kc, ale też mozna byłoby w dalszej cześci powoływać się na inne paragrafy. Zastanówmy się, cóż bowiem miałoby być owym "dziełem"?
Wygranie sprawy w sądzie. Wygrasz: masz 100, przegrasz – masz 10. Jest to „dzieło” w postaci określonego efektu pracy.
Dla klienta jest to np brzmienie (meritum) wyroku sądowego. Czyli niby prawnik ma się zobowiązać do sprawienia? wymuszenia? wyegzekwowania? że ktoś (w tym wypadku NIEZAWISŁY sąd) dokona stosownego dzieła, za które to prawnik pobierze odpowiednie wynagrodzenie. Musisz przyznać, szanowny Dozorco, że zaczynamy się poruszać na granicy absurdu, tudzież działań prawem niedozwolonych. Bujając dalej w obłokach dochodzimy do tego, że w przypadku wad "dzieła" (niepomyślny wyrok), klient mógłby zechcieć dochodzić naprawienia wyrządzonej mu szkody, poniesionej z tytułu niewłaściwie wykonanej umowy, czyli np żądać zwrotu wpisu sądowego i innych kosztów procesu. A może też zechce powołać się na art.636 kc i przekazać sprawę w ręce innego adwokata, do prowadzenia w II instancji na koszt tego pierwszego? Na takie rozwiązania (abstrahując od wcześniejszych wyjaśnień)żadna kancelaria nie zgodzi się, chyba że doczekamy czasów, że adwokaci będą głodem przymierać, albo przyzna się prawa do zastępstwa procesowego młodym prawnikom, bez aplikacji chcącym wybić się za wszelką cenę.
Kajo, komplikujesz ponad miarę. Za wygranie dostaje sporo, za przegranie: ochlap. Dlaczego nie mógłbym tak się umówić z prawnikiem ?
Dla mnie, mimo wszystko, będzie to klasyczna umowa starannego działania i wykonania określonych czynności prawnych; w zamian natomiast za doprowadzenie do korzyści majątkowych klient zobowiązuje się do wypłacenia proporcjonalnego wynagrodzenia.
No tak, ale jest to właśnie podejście prawników-zleceniobiorców. Oczywiście tak jest, ale czy nie uczciwsza dla obydwu stron jest moja propozycja?
Nie wyszło ? Cóż, ja dołożyłem(łam) należytej staranności…. Z lekarzami jest niestety podobnie. Potem jakieś śrubokręty znajdują się w zaszytym brzuchu :(
Nie pocieszyłam zbytnio, choć też chciałabym, aby pokrzywdzeni nie byli dodatkowo naciągani. Bo w tej całej walce tak naprawdę do końca to tylko prawnicy są zawsze stronami wygranymi, niestety.
No właśnie. I to jest nabijanie klienta w butelkę.
|
Do kogo wypływały pieniądze PZU? W latach 1999-2006 z największego polskiego ubezpieczyciela PZU SA przepłynęło na rzecz trzech zewnętrznych kancelarii prawnych co najmniej pół miliarda złotych tytułem zapłaty za wykonane zlecenia. Z informacji ministra skarbu Wojciecha Jasińskiego wynika, że część tych zleceń realizowana była w istocie przez pracowników PZU, nad którymi nadzór sprawowali zewnętrzni eksperci. Nie można wykluczyć, że w niektórych wypadkach była to forma wyprowadzania pieniędzy ze spółki - twierdzi autor interpelacji poselskiej adresowanej do szefa resortu. W latach 1999-2003 PZU SA wydał aż 97,35 mln zł na usługi konsultingowe świadczone przez jeden tylko podmiot: międzynarodową kancelarię prawną McKinsey. Tak wynika z odpowiedzi ministra Skarbu Państwa Wojciecha Jasińskiego na interpelację posła Zygmunta Wrzodaka (Narodowe Koło Parlamentarne). Jakie zlecenia wykonywał McKinsey dla PZU, skoro okazały się tak intratne? Z pisma ministra można się dowiedzieć, że chodziło o "wsparcie projektów" zainicjowanych w większości przez mniejszościowego akcjonariusza - Eureko, a realizowanych "siłami PZU". Oznacza to ni mniej, ni więcej, że eksperci kancelarii McKinsey "nadzorowali" pracowników etatowych PZU, którzy wykonywali zlecone na zewnątrz prace. Według naszych informacji - PZU był w stanie własnymi siłami pracować nad projektami, a niektóre z nich były już nawet wykonane wcześniej. W 2002 r. większość tych zewnętrznych projektów, po przeprowadzeniu analizy zysków i strat, została wstrzymana przez nowego prezesa firmy Zdzisława Montkiewicza. Wprowadzony do PZU przez Kwaśniewskiego Cezary Stypułkowski podjął tę współpracę na nowo. Spośród zleceniobiorców PZU szczególnie często korzystał z usług trzech kancelarii: McKinsey Sp. z o.o., Boston Consulting Group oraz Ernst&Young Audit Sp. z o.o., które uzyskały niemal wyłączność na obsługę prawną skarbowej spółki. W swoim piśmie minister informuje, że MSP uzyskało zestawienia umów zawartych w latach 2001-2006 przez PZU SA z wymienionymi firmami. "Informacje te stanowią tajemnicę przedsiębiorstwa i nie mogą być udostępnione w odpowiedzi na interpelację Pana Posła" - napisał szef resortu. Nasze źródła w PZU twierdzą tymczasem, że firmy te między 1999 a 2006 r. otrzymały za współpracę z PZU ok. 500-700 mln zł. - Podejrzewam, że za pośrednictwem firm zewnętrznych Eureko wyprowadzało pieniądze z PZU, aby spłacić kredyt zaciągnięty na zakup PZU - twierdzi Wrzodak, zaznaczając, że sugestię tę zawarł w swojej interpelacji, ale minister się do tego nie odniósł. Rzecznik PZU Michał Witkowski nie chce komentować zarzutów posła. - Proszę nie oczekiwać komentarza w tej sprawie - usłyszeliśmy wczoraj od niego. Według polskiego prawa zakup zakładu ubezpieczeń nie może być dokonany za pożyczone pieniądze, lecz wyłącznie za środki własne. Już w 2004 r. jeden z tygodników alarmował, że po wejściu Eureko do PZU pieniądze państwowego ubezpieczyciela zaczęły wypływać szerokim strumieniem do firm zewnętrznych, jednak wówczas nikt w rządzie Marka Belki nie zainteresował się tą sprawą. Kwestia pochodzenia pieniędzy na zakup PZU jest obecnie przedmiotem postępowania, które prowadzi gdańska prokuratura apelacyjna. Prokurator krajowy Janusz Kaczmarek poinformował ostatnio, że w śledztwie nastąpił wyraźny postęp, a najdalej za dwa miesiące postawione zostaną pierwsze zarzuty. Jego zdaniem, pieniądze na zakup PZU zanim trafiły do Polski, przepłynęły przez 18 banków zagranicznych. Te przepływy znajdują się obecnie pod lupą prokuratorów. Wrzodak zwrócił się do marszałka Sejmu Marka Jurka z zapytaniem, na jakiej podstawie minister skarbu odmawia posłowi informacji, a nawet wglądu w przepływy finansowe skarbowej spółki, jaką jest PZU. Poinformował też, że spółka Eureko wytoczyła mu proces za to, co publicznie mówi na jej temat. - Wygląda na to, że poseł nie ma prawa zabierać głosu, gdy okradają państwo. Tak się neutralizuje niewygodnych parlamentarzystów - komentuje zarzuty Wrzodak. Dodaje, że potrafi udowodnić przed sądem, iż Eureko nie miało pieniędzy na zakup PZU. Liczy też w tej sprawie na wyniki śledztwa.
|
pilotpiotr napisał: > Cechy imprezy "incentive":
Ja od kilku lat jeżdżę w kilkudziesięciu procentach tylko na imprezy incentive, bardzo je lubię i mam na nie trochę inne spojrzenie na to co pPiotr opisał od raczej ciemnej strony:
Cechy imprezy "incentive": - zwykle klient jako firma zlecająca organizatorowi wyjazd jest rzeczywiście wymagający bo pilot ma do czynienia z jego albo ważnymi partnerami, albo najlepszymi klientami, albo po prostu dobrze znającymi się pracownikami - zwykle zlecająca imprezę firma nie robi tego już po raz pierwszy i ma jasno sprecyzowane oczekiwania i swoje doświadczenia, a pilot musi być elastyczny i umieć dostosować się do oczekiwań klienta, co czasem nie jest rzeczywiście proste (bo zdarza się, że klienci są wręcz już rozpieszczeni przez tą lub inne konkurencyjne firmy, byli już wszędzie i są świadomi swoich możliwości materialnych i poziomu oczekiwanych usług). - często do opieki nad grupą obok pilota wysyłani są pracownicy klienta, którzy są nieraz bardzo przejęci swoją rolą (czytaj: zdarzają się bardzo zestresowani) i nie zawsze ułatwiają normalną standardową pracę z grupą pilotowi, czasem wręcz starają się z nim konkurować dopatrując u niego błędów i starając się zastępować; wśród jadących na imprezę szefów czy ich pracowników są oczywiście i doskonali organizatorzy, doskonale umiejący się dogadać z pilotem (jeśli on też to potrafi) i tym samym świetnie go uzupełniający, co bardzo ułatwia wtedy pracę z grupą, więc nieraz takie zlecenia idą jak po maśle. - czasem oczekiwania wobec pilota są bardzo wysokie, więc jeśli pilot nie lubi dawać z siebie więcej niż przywiezienie, opowiedzenie paru bajerów, rozdanie kluczy i załatwienie ręcznika to grupa z niego będzie niezadowolona. - pilot musi być z grupą jeszcze więcej i powinien być bardziej zaangażowany niż na standardowej katalogówce, bo często grupa jest albo zgrana, albo powinna być zgrana (i tu często widzi się rolę pilota, bo w wielu przypadkach prezes czy pracownicy nie nadają się do roli rozrywkowego lidera) i oczekuje się od pilota - czasem w sposób zupełnie niewypowiedziany - że będzie z grupą praktycznie na 101% czyli do samego końca, włącznie z wsadzaniem w taksówki ostatnich rozbawionych czy czasem prawie nietomnych imprezowiczów. - zwykle reprezentant zleceniodawcy/zleceniodawca/biuro prosi pilota o wprowadzenie większego luz niż na zwykłej imprezie (ktoś się spóźnia, nierzadko sam szef, wszyscy czekają; nikt nie jest zainteresowany zwiedzaniem) a nie każdy pilot potrafi sobie poradzić w takich sytuacjach i załatwiać je dyplomatycznie i mimo wszystko prowadzić imprezę sprawnie (w miarę możliwości). Czasem jest zupełnie odwrotnie, narzucone są przez organizatora aż za ostre zasady (to jednak o wiele rzadziej). - poziom uczestników pilot musi akceptować zawsze, a chamstwo umiejętnie tonować i sobie z nim radzić, bo nie wystarczy powiedzieć "jak pan się tak będzie zachowywać to wezwiemy policję" bo jest to np. najważniejszy klient zleceniodawcy imprezy. Z tego powodu incentivy stanowią nieraz o wiele trudniejsze wyzwanie dla nieprzyzwyczajonego czy nietolerującego takich zachowań niecierpliwego pilota. - alkohol na większości imprez firmowych pije się częściej niż na innych i zwykle grupowo i w większych ilościach, nieraz jest on wręcz zabierany już w miejscu wyjazdu przez firmę zlecającą imprezę i rozdawany do woli uczestnikom; i z tym pilot musi sobie umieć poradzić bo zwykle nie ma na uczestników większego wpływu niż apelowanie wcześniej do zdrowego rozsądku, informowanie o niebezpieczeństwach związanych z kłopotami w jakie mogą się wpakować piajni uczestnicy.
Reasumując: jeżdżę od 1997 roku, a od kilku lat głównie z firmami i uważam, że te wyjazdy są ciekawsze i zwykle lepiej zorganizowane, mają praktycznie zawsze lepszy standard usług i są o wiele bardziej imprezowe (często z o wiele lepszą atmosferą) niż turystyczne. Praktycznie nie zdarzyły mi się pobicia, jak już to pojedyncze kradzieże, mi bardzo niewiele wypadków (w porównaniu do normalnych wycieczek/wczasów).
Nie są to imprezy dla pilotów o słabych nerwach i nie lubiących zarwanych nocy i zbyt rozrywkowych klientów :)
|
Łódzki Rynek Hurtowy Zjazdowa S.A. Łódź 1.Firma ta fałszuje dokumenty pracowników:zatrudniła w marcu 2008 roku pracownika który nie miał skończonych 18 lat i sfałszowała jego umowę.Tak wygląda pesel na umowie:90082415973 a tak data urodzenia: 1990-02-28..Chodziło o fakt aby pracownik po sfałszowaniu daty urodzenia miał skończone 18 lat.Pracownik ten był młodociany i zgodnie z przepisami nie powinien pracować w porze nocnej a pracował. Pod sałszowanymi umowami podpisuje się prezes zarządu firmy. 2.Dwie pracownice od ponad roku mają umowę na inne stanowisko niż faktycznie wykonywane..Przez nieodpowiednią umowę o pracę obie pracownice mają zaniżone wynagrodzenie i są dyskryminowane w porównaniu z pozostałymi pracownikami co jest niezgodne z przepisami. 3.W firmie łamane są również przepisy bhp.Ponad rok temu miało miejsce przewrócenie pomieszczenia dla pracowników gdyż było nieodpowiednio zabezpieczone.Na szczęście nie doszło do wypadku przy pracy,ponieważ pracownica w chwili przewrócenia budki była w innym miejscu. 4.Kolejna sprawa to ,,mydlenie oczu,,oszukiwanie i wykorzystywanie pracowników w tej firmie.W tej kwestii relacje każdego z pracowników są podobne:na początku dostają umowę-zlecenie i pytają o umowę o pracę:przełożony odpowiada: może będzie umowa za miesiąc lub np.obiecuje umowę za 3 miesiące.Przykładowo pracownik idzie do przełożonego po 3 następnych miesiącach po umowę o pracę i co słyszy: np teraz nie ma etatów,może za miesiąc coś zrobimy natomiast inny z pracowników dostaje odpowiedź że dostanie umowę za pół roku.I taki pracownik czeka kolejne 3 miesiące np. czy więcej,po czym ponownie udaje się do przełożonego,pyta o umowę o pracę i tym razem słyszy:umowa o pracę będzie na pewno ale za 3 miesiące albo inny pracownik słyszy : spróbujemy coś zrobić aby etaty były(to są wypowiedzi przełożonych). 5.Jedna z moich koleżanek została oszukana przez prezesa zarządu który obiecał jej umowę o pracę a za 2 miesiące powiedział jej że nie dostanie. 6.Firma wykorzystuje pracowników do swoich prywatnych celów,podpisuje umowy z innymi firmami i bierze za to pieniądze a pracownicy są zasypywani ulotkami tych firm i oprócz wykonywania swoich obowiązków każe się im jeszcze rozdawać ulotki za które nie dostają ani grosza więcej. 7.Ogłoszenia w prasie gdy firma potrzebuje pracowników::Szukasz pracy na stałe zgłoś się do nas,oferujemy:umowę o pracę,godziwe wynagrodzenie.......a później pracownik pracuje na umowę-zlecenie za marne grosze i jest oszukiwany gdy domaga się umowy o pracę. 8.Kolejna sprawa to fakt iż są tutaj spełnione wszystkie warunki stosunku pracy i nie powinno być umowy-zlecenia. 9.Brak oficjalnej przerwy mimo że każdy pracuje po 8 godzin. 10.Pracodawca traktuje umowę-zlecenie,tak jak umowę-zlecenie w przypadku płatności podatku,a w przypadku stosunków zależności to już bierze pod uwagę przepisy kodeksu pracy i traktuje zleceniobiorcę tak jak podległego sobie pracownika,co nie jest zgodne z prawem.Tak jak ma to miejsce w tej firmie:zatrudnia się na umowę-zlecenie ale jeżeli chodzi np. o czas pracy to już bierze się pod uwagę kodeks pracy 11.Za pomyłkowe wystawienie paragonu fiskalnego pracownikom potrąca się nawet dzienne wynagrodzenie.Czyli za jeden błąd w ciągu całego dnia pracy można było stracić praktycznie dniówkę. Pracownikom mówiono iż nie można anulować paragonu fiskalnego,,podczas gdy na raporcie dobowym wykonywanym przed godziną 0-00 jest jasno napisane:ilość paragonów,ilość anulowanych paragonów. 12.Pracownika takiego jak ja który głośno mówił o tym że wykorzystuje i oszukuje się pracowników zwalnia się i podaje nieprawdziwy powód zwolnienia w wypowiedzeniu.Przełożony poinformował mnie że spiskuję przeciwko firmie i jestem nielojalny wobec firmy,gdy nie zgodziłem się rozwiązać z nimi umowy za porozumieniem stron dyrektor techniczny poinformował mnie iż będę wykonywał pracę fizyczną mimo że 2,5 roku byłem u nich kasjerem. 13.oczywiście na oszukiwaniu pracowników interes robi prezes,wiceprezes zarządu ,dyrektor oraz dyrektor techniczny.W styczniu 2009 roku zwolnili pracowników z parkingu,zabrali pracownikom przenośną toaletę,oszukali moją koleżankę której obiecali umowę o pracę itd a po paru dniach cała czwórka przyjechała do firmy swoimi nowymi Volvo za kilkaset tysięcy złotych.
Mam nadzieję że niedługo prasa zgodzi się opublikować mój artykuł na temat tej firmy,zainteresuje się nią inspekcja pracy itd.Ja również byłem oszukiwany przez tą firmę,dlatego skieruję przeciwko niej pozew do Sądu pracy.
|
Trupy Felzmann,kontroler NIK który badał sprawę FOZZ. Oficjalną przyczyną był zawał serca. Kilka miesięcy póżniej w tajemniczym wypadku samochodowym zginął Walerian Pańko - szef NIK, który nadzorował pracę Falzmanna. Z jego sejfu zniknęły ważne dokumenty w sprawie FOZZ. Śledztwo wykazało że samochód rozpadł się w wyniku wybuchu bomby umieszczonej pod autem. Jednak trzej policjanci, którzy jako pierwsi byli na miejscu wypadku, utonęli kilka miesięcy póżniej podczas weekendowego wypoczynku (wszyscy trzej świetnie pływali). Oficjalnie podano że śmierć Pańki była wynikiem nieszczęśliwego wypadku. Jego kierowca został... skazany na więzienie i wkrótce... również zmarł. W tym samym 1991 roku został zastrzelony Andrzej Struglik - były oficer kontrwywiadu wojskowego PRL, który pracował w firmie handlującej bronią. Struglik chciał się zwolnić gdy kazano mu nielegalnie sprzedawać broń do innych krajów. W 1997 roku w tajemniczym wypadku zginął były poseł Tadeusz Kowalczyk, który dużo wiedział o związkach polityków i mafii. W 2001 roku zamordowany został Stanisław Faltynowski - kelner z hotelu w którym spotykali się członkowie mafii paliwowej z prokuratorami, politykami i oficerami służb. Oficjalnie jego śmierć uznano za samobójstwo. Dwa miesiące póżniej - w lutym 2002 roku, zamordowany został Zdzisław Majka - drugi kluczowy świadek w sprawie mafii paliwowej. Jego zgon również uznano za samobójstwo, a syna który zabiegał o sekcję zwłok i rzetelne śledztwo, wsadzono na 3 miesiące do aresztu. W 2004 roku, w tajemniczym wypadku drogowym zginął Marek Karp - dyrektor i założyciel Ośrodka Studiów Wschodnich. Przed śmiercią badał sprawę przejmowania polskiego sektora energetycznego przez rosyjskie spółki kontrolowane przez KGB i GRU. Podobnych zgonów jest więcej. Zbrodnia tajnych służb. W kwietniu 2001 zastrzelony został Jacek Dębski - były minister sportu. Za zabójstwo odpowiedziała tylko "Inka" - która wyprowadziła ministra z restauracji. Domniemany zabójca popełnił tajemnicze samobójstwo, podobnie jak zleceniodawca Jeremiasz Barański "Baranina". Prokuratura uznała że motywem zabójstwa były rozliczenia finansowe. Tymczasem Dębski pół roku przed śmiercią próbował sprzedać dokumenty kompromitujące znanego biznesmena. Dokumenty te zgodził się kupić jego biznesowy rywal. Do transakcji nie doszło, gdyż w noc poprzedzającą finalne spotkanie, Dębski został zamordowany. Niedoszły nabywca o całej sprawie opowiedział prokuraturze. Następnego dnia ptóbowano go zabić. Protokół z jego przesłuchania zginął z akt śledztwa. Prokuratura sprawę tą zlekceważyła. Z Kolei "Baranina", który od lat 80tych pracował dla wojskowych służb, znalazł się w areszcie pod zarzutem zlecenia zabójstwa Dębskiego. Zgodził się na współpracę z wymiarem sprawiedliwości. W zamian za złagodzenie wyroku miał opowiedzieć o swoich mocodawcach i współpracownikach. Nie zdążył. Mafijne imperium. Gdyby "Baranina" zaczął mówić, naruszyłby interesy mafijnego imperium, którego sam był członkiem. Imperium to powstało w latach 80-tych. Oficerowie V departamentu Służby Bezpieczeństwa (odpowiedzialni za gospodarkę) osadzili wówczas swoich ludzi na najważniejszych stanowiskach państwowych, w gospodarce i tajnych służbach. Kontrolowali również grupy przestępcze (prawie wszyscy liderzy przestępczego podziemia lat 90. w przeszłości byli informatorami SB). W ten sposób, na bazie transformacji ustrojowej, powstała potężna struktura, kontrolowana przez dawnych oficerów specsłużb. Struktura ta eliminowała wszystkich którzy zagrażali jej interesom. Miała na tyle poważne wpływy, że wszystkie śledztwa w sprawie najgłośniejszych zbrodni kończyły się fiaskiem. Śledztwo w sprawie zabójstwa generała Papały trwa już 11 lat i nic konkretnego nie przyniosło.
|
Mam umowę Zlecenie z Agencją Pracy Tymczasowej. Chciałbym Ją zerwać, ze wzgledu na inną ofertę pracy. Umowa ma następujące brzmienie ( punkty zawarte w < > są skrócone):
1.Zleceniobiorca może za pisemną zgodą Zleceniodawcy powierzyć wykonanie zlecenia osobie trzeciej. 2. <o odpowiedzialności za osobę trzecią, której powierzono zlecenie> 3. Wykonywanie zlecenia ma charakter odpłatny. 4. Wynagrodzenie płatne przelewem itd. 5. Zleceniobiorca będzie obciążony kosztami związanymi z wypłatą wynagrodzenia przez Zleceniodawcę. 6. W przypadku niestarannego wykonania zlecenia, Zleceniodawca ma prawo do zatrzymania całości lub części wynagrodzenia stosownie do nieprawidłowego wykonania zlecenia, 7. Zleceniodawca może wypowiedzieć zlecenie w każdym czasie. W wypadku tym Zleceniobiorca otrzyma wynagrodzenie odpowiadające jego dotychczasowym czynnościom. 8. Zleceniobiorca może zrzec się wykonania zlecenia po uprzednim poinformowaniu o tym Zleceniodawcy na 2 dni robocze przed dniem rozpoczęcia wykonywania zlecenia. Nie zachowanie tego terminu zobowiązuje Zleceniobiorcę do zapłaty na rzecz Zleceniodawcy kary umownej w wysokości 80 PLN. 9. Za niepodjęcie działań w związku z wykonywaniem zlecenia bez powiadomienia Zleceniodawcy na 2 dni robocze wczesniej, Zleceniobiorca zapłaci każdorazowo karę umowną w wysokości 80 PLN, która będzie potrącana z wynagrodzenia za dany okres rozliczeniowy. 10. <zgoda na przetwarzanie danych> 11. <o kradzieżach> 12. <brak przeciwwskazań zdrowotnych> 13. <odpowiedzialność materialna za powierzone mienie> 14. <o kosztach leczenia poniesionych przez Zleceniodawcę za szkolenie> 15. Zleceniobiorca, który podczas wykonywania zlecenia w terminie 40 dni od jego zakończenia zawsze umowę zlecenie lub umowę o pracę z inną firmą zewnątrz proponująca mu zatrudnienie w tym samym miejscu zobowiązany jest do zapłacenia kary umownej w wysokości 800 PLN. 16. <odpowiedzialność za własne mienie> 17. Wszelkie spory związane z realizacją umowy zlecenia rozstrzyga sąd miejscowy właściwy dla siedziby Zleceniodawcy. 18. Zleceniodawca nie jest zobowiązany do żadnych świadczeń na rzecz Zleceniobiorcy wynikających ze stosunku pracy. 19. <Zleceniodawca nie odpowiada za wypadki przy pracy> 20. Zleceniobiorca nie jest związany z regulaminem pracy obowiązującym w miejscu wykonywania zlecenia. Nie dotyczy go również osobowe i organizacyjne podporządkowanie Zleceniodawcy. 21. W sprawach nieuregulowanych umową i niniejszym Regulaminem mają zastosowanie przepisy Kodeksu Cywilnego.
Mam wątpliwości co do punktu nr 8. Czy on dotyczy rozpoczęcia zlecenia, czy zlecenie rozpoczynam każdorazowym przyjściem do pracy? Jeśli to drugie, to jak zerwać tą umowę?
Poza tym czy umowa zlecenie precyzuje czas wykonywania czy ten zależy tylko ode mnie? Mam podany harmonogram na cały tydzień, że na konkretną zmianę na 8 godzin. Czy mogę sam sobie wyznaczyć dogodne dla mnie godziny wykonywania zlecenia?
|
milosz_kubinski napisał:
> 1. Czy sądy pracy zajmują się także przypadkami pracy na umowę zlecenie?
Tak, jeśli była to fikcyjna umowa zlecenia, jeśli faktycznie był to stosunek pracy.
> 2. Po jakim czasie od rozwiązania tej umowy można jeszcze iść do sądu pracy?
W ciągu trzech lat.
> Problem w tym, że o cyrkach jakie tam się dzieją poinformowałem centralę, a on > mnie pozwał do sądu z oskarżenia prywatnego. I zastanawiam się, czy nie iść w > tej sytuacji do sądu pracy.
Jedno nie ma związku z drugim.
> 3. Czy w przypadku pracy na umowę zlecenie pracodawca też ma obowiązek > zapewnić wodę pracownikom, jeżeli temperatura przekracza +25 stopni?
Tylko wtedy jeśli jest to w umowie zlecenia lub został nawiązany stosunek pracy.
> 4. Czy na umowę zlecenie są jakaś określona liczba godzin tygodniowo, które > można maksymalnie przepracować? Tak jak na umowę o pracę jest to 40 godzin (z > nadliczbowymi 48), to czy na umowę zlecenie też jest określony tygodniowy czas > pracy?
Nie ma żadnego limitu godzin.
> 5. Czy pracownik może zerwać umowę zlecenie w każdej chwili bez konsekwencji? > Problem jest tego rodzaju, że ten walnięty szef ubzdurał sobie, że trzeba > złożyć wypowiedzenie i pracować 5 dni, w przeciwnym wypadku - zabierał z > pensji 70 zł? Czy działał legalnie
Może w każdej chwili, chyba, że w umowa zlecania mówi inaczej.
> 6. Czy w przypadku umowy zlecenia można z miesiąca na miesiąc pogorszyć > pracownikom warunki umowy?
Cały czas obowiązują warunki zapisane w umowie zlecenia.
> 7. W ujemnych temperaturach, zimą (dobre minus kilka, jak nie kilkanaście > stopni) zmuszał nas do chodzenia w letnich kurteczkach, które nie są nawet > kurtkami przeciwdeszczowymi (to była nasza odzież firmowa). Czy za to sąd > pracy może go udupić (w końcu jest to narażanie pracownika na utratę zdrowia)?
Nie jesteś pracownikiem, tylko zleceniobiorcą. Jak Cię zmuszał ? Pistolet do głowy przystawiał ? To go oskarż o groźby karalne. Co o stroju miałeś w umowie zapisane ?
> Dodam, że na zimę nie miał osobnych kurtek zimowych (jak to jest w innych > firmach, gdzie pracuje się na dworzu), bo oszczędzał na wszystkim i odbywało > się to kosztem pracownika.
A w umowie zlecenia zagwarantowałeś sobie takie kurtki ?
> Wobec powyższego mam pytanie: czy sąd pracy jest w stanie pociągnąć do > odpowiedzialności kogoś, kto zatrudnia ludzi na umowę zlecenie? Czy takimi > rzeczmi sądy pracy w ogóle się zajmują?
O to już się pytałeś.
> Dodam, że to co opisałem, to nie są jedyne uchybienia, które ten człowiek > stosował, są jeszcze przejawy mobbingu, które były stosowane bezpośrednio do mn > ie.
Tak jak już napisała Annajustyna- mobbing dotyczy pracowników a nie zleceniobiorców.
S.
|
Do Lecha Gość portalu: Lechu napisał(a):
> Ira, czy opiszesz mi wreszcie swój punkt widzenia n/t elastyczności kręgosłupa > na posadzie i u siebie ? > OK. Przede wszystkim , po ponownym przeczytaniu wszystkich wypowiedzi, nabrałam podejrzenia, że nie całkiem dobrze się rozumiemy. Nie chodzi mi o drobne i w sumie niegrozne przejawy Dilbertozy, jak podany przez kogoś wprzykład wyslania maila w dwóch egzemplarzach. Pewnie zapytałabym o sens czegoś takiego, ale ani jako parcownik, ani jako zleceniobiorca, nie forsowałabym rozwiązania bardziej sensownego. Jeśli to komuś jest potrzebne, niechby tylko do szczęścia, proszę bardzo! Mnie przez cały czas chodziło i chodzi o sprawy merytoryczne. Przykład? Niech będzie taki: Robiłam wystrój stoiska na targi w dużym centrum wystawienniczym w zachodniej Europie. Stoisko było bardzo małe (ceny), ale za to narożne, więc z dwóch stron otwarte dwa na ciągi komunikacyjne. Z tego też powodu było nieco drozsze, niż stoisko o tej samej powierzchni otwarte jednostronnie. Starałam się więc maksymalnie wykorzystać ten atut, aby mimo niewielkich rozmiarów, było ono z daleka dobrze widoczne i elementami wystroju z daleka przyciagało uwagę. Zrobiłam też małe badanie, takie forum ekspertów, do ktorego zaprosiłam takich ludzi z firmy, którzy mają o tym jakieś pojęcie i ich praca polega m.in. na uczestnictwie w przedsięwzięciach marketingowych,reklamowych itp. Ok. 80% opinii pozytywnych, kilka uwag dotyczących szczegółów, które w większości uwzględniłam.Szefuńcio natomiast (gdy praca już była własciwie skończona) przyszedł i stwierdził, że to wszystko jest do d...Jemu się spodobały stoiska, które widywał ostatnio i które są właśnie zamknięte, zabudowane i byle kto się tam nie pęta. Próbowałam wytłumaczyć, że takie stoiska budują firmy o dużej renomie na rynku międzynarodowym, są łatwo identyfikowane i nie szukają "byle kogo". A przede wszystkim wynajmują hektary powierzchni wystawowych i budowanie zamknietych konstrukcji w ktorych tworzą własną autonomiczną przestrzen ma sens. Nasza (teraz już nie moja)firma jest na tym rynku kopciuszkiem, chociaż w Polsce należy do liderów rynku. I jedziemy tam po to, żeby zainteresować jak największą ilość odbiorców, którzy nas - w znakomitej większości - po prostu nie znają. Szefuńcio (dyrektor handlowy zresztą) nie wierzył, że stoisko dwustronnie otwarte jest droższe. Pytał specjalistów z marketingu, czy to prawda. Ale i tak chciał stoisko "zamknąć", żeby potencjalni klienci chcieli sprawdzać, co może być tam ukryte, a my ich wtedy cap! A poza tym - stwierdził - jemu to się nie podoba. Na nic moje argumenty, że wyniki forum ekspertów wskazują, że to się może podobać. Przecież na takie targi przychodzą nie ludzie z ulicy, tylko podobni fachowcy z innych firm, naszych potencjalnych klientow i prawdopodobnie ich opinia też będzie raczej pozytywna. Na co szefuńcio, że jestem niereformowalna i on z tą wystawą nie pojedzie. "Sami sobie jedżcie, jeśli wam się podoba" i wyszedł trzakając drzwiami. Nastąpiła konsternacja podszyta paniką. Uspokajałam, że nie ma się czym przejmować, bo szefuńcio nie potrafi się oprzeć urokom tak atrakcyjnej delegacji, mimo że jeżdzi często. I tak dokładnie było! I wystawa pojechała i co gorsza - nawet się podobała. Nie był to ani pierwszy, ani ostatni taki wypadek z szefuńciem. Ale za każdym razem nie lubił mnie coraz bardziej, co niektórzy "życzliwi" starali się wykorzystać. Nie bez powodzenia, bo szefuńcio doceniał "poparcie i wsparcie" i to nagradzał. Mnie z kolei różnymi sposobami (ach, cóz to były za sposoby! paluszki lizać! ale to temat na duży reportaż, czyli nie na to miejsce) starał się zachęcić do zmiany miejsca pracy. Nie zwalniał mnie sam, bo tak naprawdę nie było za co. No i wyszłoby na to, że on faktycznie mnie tępi. A jeszcze trzeba byłoby wypłacać jakieś odprawy, a może nawet włóczyć się po sądach? To ja doceniłam jego starania i złożyłam wymówienie. Był bardzo szczęśliwy. Mnie miał z głowy , a reszta miała jeszcze jeden dowód na to, że pana dyrektora trzeba traktować jak bożka (jak każdy bożek , może być bardzo dokuczliwy).
|
22 tys. i akcja dwa tygodnie??? cóż słuszne sa zarem wypowiedzi o badziewiastosci PCM... ale to tak bywa że firma która nastawia się na szybki zysk - co widać ze wspomnianych przez Panią warunków jakie oferuje "pracownikom" (firma PCM nie zatrudnia o ile sie orientuje nikogo - wszyscy sa tam na zlecenie albo umowe o dzieło)... nie potrafi równiez stworzyć porzadnej oferty dla klientów... coż faktycznie pozostaje Pani poszukiwanie kogoś na zlecenie... i polecałbym tak zwana telepracę bo koszty sa nizsze i to zarówno Pani jak i zleceniobiorcy (nie nazywajmy umów zlecenia pracą bo to fałsz...) ktoś majacy stałe łacze za kwotę ok 50 zł i skype moze dzwonić na krajowe numery stacjonarne w ramach abonamentu za 13 zł przez 10 tys minut co przy pracy 5 godzin dziennie zupełnie wystarcza... za prymitywna bazę moze posłużyć mu elekroniczna książka telefoniczna... tyle że to zabawa na krótką metę, po jakims czasie i tak trzeba się zdecydować czy interesuje nas poszukiwanie pracy, czy załozenie własnej działalności... z wielu powodów praca jest wygodniejsza a pierwszym jest ten że daje stabilizację ... hmm nie dziwie sie wcale ze dla szukajacych pracy pani oferta nie jest ciekawa... ludzie nie szukają pomysłu na własną działalność - umowa zlecenie w której posługujemy sie własnymi narzedziami jest zas do własnej działalności najbardziej zblizona, lecz szukaja pracy... czyli własnie tych 8 godzin, regularnych wypłat, wpłat na ubezpieczenia społeczne które pozwolą im w razie czego skorzystać z opieki medycznej i mieć jakiekolwiek szanse na emerytury, urlopów etc. w zamian za te zupełnie podstawowe warunki gotowi sa solidnie pracować... niestety pracy takiej nie ma... to co oferuje rynek jest najcześciej oszustwem jeśli nie zwykłym okradaniem "pracownika": a to miast umowy o pracę ktos podsuwa umowe zlecenia, a to 1/3 wynagrodzenia wypłacana jest na czarno, a to firma po prostu zajmuje się przestepczym oszukiwaniem ZUS-u... takie pojecia jak BHP, czas pracy nadgodziny to kodeksowa mitologia jedynie... a do tego wszystkiego wynagrodzenia nie pozwalają na zwykłe utrzymanie się... dlatego zamiast zawracać sobie głowę traceniem czasu na próby znalezienia pracy na lubelszczyźnie młodzi słusznie wybierają Irlandię, Wielką Brytanię czy Włochy. Pomimo wszelkich doniesień o wykorzystywaniu w tych krajach polskich pracowników i tak nie umywa się to do sytuacji jaka panuje na miejscu... ... wracajac do Pani kosztów cóż to tak jest że kiedy się prowadzi firmę ma się koszty... pracownik równiez kosztuje i to nie mało ale nie należy się spodziewać że ktokolwiek czy to te koszty czy to ryzyko jakie jest zwiazane z prowadzeniem firmy przejmie na siebie... Dla przykładu Pani ryzykiem jest ze nie znajdzie Pani klientów... poszkuje więc Pani kogoś kto tych ze klientów Pani zapewni, ale na własne ryzyko i dziwi się Pani że chętnych brak? mnie to nie dziwi wcale szczególnie wtedy gdy mówimy o ludziach nie majacych nic wspólnego z telemarketingiem... hmm być może to jest jakaś tam nisza rynkowa dla małych firm telemarketingowych powiedzmy dla kilkuosobowych spóldzielni socjalnych? ... i jeszcze czy 12-18 zł to mało? tak jak Pani napisała dla dobrego telaemarketera przy dziennie umawianych 10 spotkaniach byłoby znośnie jednak ponizej tego pułapu szkoda sobie zawracać głowę... za prace dla korporacji z zerowym ryzykiem tego ze nie dostanie zadnych pieniedzy dostanie 1/4 - 1/3 tego... a cały wic i tak leży w sposobie rozliczeń... jeśli płatne jest po prostu kazde umówione spotkanie to ok ale spotkałem się i z propozycjami że płatne miały być tylko te z umówionych podczas których doszło do transakcji i w takim wypadku wogóle nie ma o czym mówić... podobnie jak w przypadku odroczonych płatnosci etc. ... napisałbym więcej ale musze iść coś pozarabiać...
|
zerwanie umowy zlecenie z agencją Mam umowę Zlecenie z Agencją Pracy Tymczasowej. Chciałbym Ją zerwać, ze wzgledu na inną ofertę pracy. Umowa ma następujące brzmienie ( punkty zawarte w < > są skrócone):
1.Zleceniobiorca może za pisemną zgodą Zleceniodawcy powierzyć wykonanie zlecenia osobie trzeciej. 2. <o odpowiedzialności za osobę trzecią, której powierzono zlecenie> 3. Wykonywanie zlecenia ma charakter odpłatny. 4. Wynagrodzenie płatne przelewem itd. 5. Zleceniobiorca będzie obciążony kosztami związanymi z wypłatą wynagrodzenia przez Zleceniodawcę. 6. W przypadku niestarannego wykonania zlecenia, Zleceniodawca ma prawo do zatrzymania całości lub części wynagrodzenia stosownie do nieprawidłowego wykonania zlecenia, 7. Zleceniodawca może wypowiedzieć zlecenie w każdym czasie. W wypadku tym Zleceniobiorca otrzyma wynagrodzenie odpowiadające jego dotychczasowym czynnościom. 8. Zleceniobiorca może zrzec się wykonania zlecenia po uprzednim poinformowaniu o tym Zleceniodawcy na 2 dni robocze przed dniem rozpoczęcia wykonywania zlecenia. Nie zachowanie tego terminu zobowiązuje Zleceniobiorcę do zapłaty na rzecz Zleceniodawcy kary umownej w wysokości 80 PLN. 9. Za niepodjęcie działań w związku z wykonywaniem zlecenia bez powiadomienia Zleceniodawcy na 2 dni robocze wczesniej, Zleceniobiorca zapłaci każdorazowo karę umowną w wysokości 80 PLN, która będzie potrącana z wynagrodzenia za dany okres rozliczeniowy. 10. <zgoda na przetwarzanie danych> 11. <o kradzieżach> 12. <brak przeciwwskazań zdrowotnych> 13. <odpowiedzialność materialna za powierzone mienie> 14. <o kosztach leczenia poniesionych przez Zleceniodawcę za szkolenie> 15. Zleceniobiorca, który podczas wykonywania zlecenia w terminie 40 dni od jego zakończenia zawsze umowę zlecenie lub umowę o pracę z inną firmą zewnątrz proponująca mu zatrudnienie w tym samym miejscu zobowiązany jest do zapłacenia kary umownej w wysokości 800 PLN. 16. <odpowiedzialność za własne mienie> 17. Wszelkie spory związane z realizacją umowy zlecenia rozstrzyga sąd miejscowy właściwy dla siedziby Zleceniodawcy. 18. Zleceniodawca nie jest zobowiązany do żadnych świadczeń na rzecz Zleceniobiorcy wynikających ze stosunku pracy. 19. <Zleceniodawca nie odpowiada za wypadki przy pracy> 20. Zleceniobiorca nie jest związany z regulaminem pracy obowiązującym w miejscu wykonywania zlecenia. Nie dotyczy go również osobowe i organizacyjne podporządkowanie Zleceniodawcy. 21. W sprawach nieuregulowanych umową i niniejszym Regulaminem mają zastosowanie przepisy Kodeksu Cywilnego.
Mam wątpliwości co do punktu nr 8. Czy on dotyczy rozpoczęcia zlecenia, czy zlecenie rozpoczynam każdorazowym przyjściem do pracy? Jeśli to drugie, to jak zerwać tą umowę?
Poza tym czy umowa zlecenie precyzuje czas wykonywania czy ten zależy tylko ode mnie? Mam podany harmonogram na cały tydzień, że na konkretną zmianę na 8 godzin. Czy mogę sam sobie wyznaczyć dogodne dla mnie godziny wykonywania zlecenia?
|
"Ale do tego sa potrzebne informacje od Rosjan (chocby z tego forum)lub czytanie prasy rosyjskiej i obiektywizm." Z Rosjanami dlugo na ten temat dyskutowalem - polskarosja.blox.pl/2006/12/Kto-trul.html#ListaKomentarzy"Jednak przy okreslonym > zalozeniu (a takie masz, niestety - wyklucza to obiektywizm) mozna dowodzic > wszystkiego." Nie mam zadnych okreslonych zalozen. Przyjmuje po prostu do wiadomosci znane fakty i wyciagam z nich wnioski. Jezeli poznam fakty, ktore przemawiaja przeciwko tym wyciagnietym przeze mnie wnioskom to jestem gotow moje zdanie zmienic. Natomiast ty, podobnie jak inni apologeci Putina najwyrazniej przyjmujesz zalozenie, ze Putin zachowuje sie jak panna na wydaniu i na niczym mu tak nie zalezy jak na dobrej opinii. Otoz wedlug mnie jest to zupelnie dziwaczne zalozenie, swiadczace o kompletnym braku objektywizmu. Lekarzu, lecz sie sam. "To, iz material pochodzil z Moskwy nie jest dowodem" Ja caly czas mowie nie o dowodach a o poszlakach. Sa silne poszlaki wskazujace na to, ze zabojstwo zostalo zlecone w Moskwie. Takie sa fakty. "> Poza tym: Litwinienke mozna bylo zlikwidowac bez takich drogich i wyszukanych > sposobow." To, jak na razie, jedyny jako taki rozsadny argument przeciw tezie o zabojstwie Litwinienki na zlecenie Kremla. Tylko ze ten argument tez za mocny nie jest. Otoz to, ze ta dawka polonu bardzo duzo kosztowala ma tylko wtedy jakas moc dowodowa przeciwko tezie o zabojstwie, jezeli przyjmiemy, ze zabojca (czy jego zleceniodawca) ten towar rzeczywiscie kupil na wolnym rynku. Tymczasem chyba dla kazdego jest jasne, ze kto jak kto ale FSB na pewno mial inne mozliwosci pozyskania polonu niz jego kupno. Niektorzy sugeruja, ze wysoka cena trucizny swiadczy o tym, ze nie bylo to zabojstwo a wypadek przy pracy handlarzy towarem rozszczepialnym. Szkopul w tym, ze taka teoria stwarza wiecej pytan niz odpowiedzi. Kto i po co mialby ten polon kupowac? Chyba tylko producenci pedzelkow antystatycznych. Bo np. do produkcji tzw. "brudnej bomby" jest to po prostu za drogie i nieefetywne. Poza tym na slad jakiegos czarnego rynku polonu nikt do tej pory nie wpadl, wiec jest to czysta spekulacja. "To zbyt grubymi nicmi szyte." Otoz te nici nie byly takie grube. Gdyby ktos ze Scotland Yardu nie wpadl na pomysl, zeby zbadac na radioaktywnosc siki Litwinienki przyczyna jego smierci bylaby do dzisiaj nieznana. Slady polonu mozna znalezc tylko przy pomocy specjalnych licznikow Geigera. Zeby te slady znalezc, trzeba najpierw wiedziec czego szukac. Tak, ze te nici byly dosyc cienkie i malo brakowalo a nikt by ich nigdy nie zobaczyl i o sprawie Litwinienki nikt by dzisiaj nie mowil.
|
Jeśli szybko nie zmienimy kodeksu pracy wycinając bzdurne PRL przepisy wywalczone przez związkowców wywodzących sie często ze struktur PZPR to gospodarka padnie a ludzie pracy i związkowcy też pójdą na bruk, młodzi wyjada na saksy a emeryci przed czasem będą wymierać, pozostali uprawiać brukiew by przeżyć, poza bogaczami, którzy sobie poradzą. Kodeks pracy to gwarancja obopólnej umowy o prace miedzy pracodawca i pracownikiem wyrażający obowiązki i odpowiedzialność obu stron. Rynkiem rządzą reguły czy nam podoba się czy nie to musimy zaakceptować prawa rynku. Pracodawca za umówione pieniądze oczekuje pracy, której efekty zostaną sprzedane za rynkowa cenę. Pracodawca w kalkulacji kosztów pracy winien uwzględnić dodatkowe koszty związane z zatrudnieniem, ale nie mogą być to koszty rozkładające jego działalność. Praca zbyt kosztowna nie będzie zbywalna. Poza dwustronnie uzgodniona płacą pracodawca winien doliczyć; Urlop wypoczynkowy 1 dzień za każdy przepracowany u niego miesiąc. A wiec po roku 12 dni i za każdy następny rok pracy dodatkowo 1 dzień, ale nie więcej w sumie 12 + 10 dni po 10 latach pracy u niego. Dołożyć należy 1 dzień za rok, max 5 dni za bardzo szkodliwe warunki pracy. Zatem max np. dla górnika, hutnika urlop 27 dni roboczych w roku. Zwolnienia lekarskie; Pracodawca opłacając składkę chorobowa winien być zwolniony z płacenia za chorobę pracownika. Zasiłek powinien być zmniejszany w miarę wydłużania sie choroby z 70 do 50% max 180 dni. Choroba wyniku wypadku przy pracy z winy zaniedbań pracodawcy powinna powodować uzupełnienie pracodawcy niedopłty ZUS do pełnego wynagrodzenia. To wymusi na pracodawcy finansowanie przestrzegania BHP. Pracownik ma ochrony okres wypowiedzenia tydzień, po roku miesiąc, po dziesięciu latach 3 miesiące. Pracownik ponosi odpowiedzialność za udowodnione straty spowodowane jego działaniem, tak jak pracodawca ponosi koszty ochrony pracownika. Należy wykształcić w społeczeństwie szacunek do wykonywanej pracy, pracodawcy i pracownika. Za wszelkiego typu inne zwolnienia i okolicznościowe urlopy winien płacić zleceniodawca. Badania lekarskie - ZUS Komisje wojskowe - WP Wezwania sadowe, prokuratorskie - zleceniodawca Krwiodawstwo - szpital Ślub, chrzciny, pogrzeb - zainteresowany Zebrania - organizator Etc. SZkolenia pracownicze - pracodawca z mozliwoscia oczekiwania lojalnosci i odpracowania poniesionych kosztow. W dobie niskich marz i zysków, w dobie azjatyckiej konkurencji, kalkulacja musi być rzetelna bez zbędnego wysokiego nawisu trudnego do przewidzenia np. nieprzewidzianą absencją. Nieobecność pracownika może być za zgoda pracodawcy w zakresie urlopu wypoczynkowego założeniem ze 12 dni rocznie musi być zespolone w celu wypoczynku i regeneracji sił. Zatem czy narośl związkowa jest nam potrzebna, jesli przepisy jasno by odkreślały obowiązki stron.
|
W Kanadzie sytuacja wygląda podobnie. Demonstracje nielegalnych imigrantów w USA. Protesty miały na celu poruszyć zainteresowanie w kręgach polityków i tych wszystkich, którzy administrują polityką imigracyjną. Imigranci obiecali miliony głosów politykom, którzy w końcu uregulują w korzystny dla imigrantów sposób problem ich statusu i pozwolą na otrzymanie "zielonej karty". Ostatnio rząd amerykański wprowadził utrudnienia dla osób zamieszkujących w USA bez prawa stałej rezydencji. W Kanadzie sytuacja wygląda podobnie. Imigrantami wstrząsnęły ostatnie akcje porządkowe i masowe deportacje, o których donosiła prasa. Dotychczasowa dość spokojna sytuacja osób bez statusu nie nadawała im praw, ale jednocześnie nie ingerowała w ich nielegalny pobyt. Można było w Kanadzie latami spokojnie żyć, zarządzać biznesem, kierować samochodem, pobierać czeki z nieautoryzowanej pracy i deponować je na koncie bankowym. Instytucje bankowe otwierały konta personalne lub bankowe, nie wymagając numerka socjalnego. Dzieci zapisywano do szkoły warunkowo, prywatne ubezpieczenia w jakiś sposób zabezpieczały przed nagłymi wypadkami czy koniecznością pobytu w szpitalu. Sytuacja zaczęła się zmieniać także w Kanadzie. Odczuwa to wielu imigrantów. Utrudnia się powoli to, co kiedyś było dość proste. Szkoły nie chcą tak chętnie przyjmować dzieci, wymagają udokumentowania co najmniej złożonej już sprawy w urzędzie imigracyjnym. Banki proszą o numerek socjalny, izba skarbowa dopytuje się pracodawców o numerki socjalne podnajętych firm- zleceniobiorców. Poprzednio wiele osób prowadziło małą działalność gospodarczą, pobierając zlecenia na firmę lub własną korporację, co można było zrobić, nie posiadając numeru socjalnego. Ostatnio kanadyjska izba skarbowa zaczęła interesować się legalnością firm podwykonawczych i statusem imigracyjnym ich właścicieli. Nadzieje na lepsze jutro i wprowadzenie jakiegoś mechanizmu pozwalającego uregulować nielegalny pobyt zostały w kilku ostatnich latach rozbudzone dość głośną falą artykułów i akcji, zwłaszcza w prasie polonijnej. Niestety, wszystko spaliło na przysłowiowej panewce, nie ma bowiem żadnego nowego programu dla nielegalnych. W sobotę, 22 kwietnia, organizowana jest akcja manifestacyjna w sprawie nielegalnych. Wszyscy zainteresowani powinni się spotkać o godzinie 11.00 przy Queen's Park. Akcja została zainicjowana przez gwatemalską organizację The Guatemala Community Network. Informacje o niej otrzymałam z organizacji konsultantów imigracyjnych. Wszyscy zebrani chcą przemaszerować do gmachu urzędu miasta w południe. W organizowaniu akcji protestacyjnej i wspierającej "nieudokumentowanych" imigrantów bierze czynnie udział Kongres Ameryki Południowej. Organizacja ta czynnie uczestniczyła w rozmowach prowadzonych z rządem kanadyjskim w sprawie wprowadzenia programu dla tych osób. Akcja jest odpowiedzią w sprawie wzmożenia akcji porządkowo-deportacyjnych w Kanadzie, codziennie bowiem deportuje się całe rodziny, które zamieszkiwały w Kanadzie od wielu lat. Niekiedy deportowani imigranci nie mają do czego wracać, nie posiadają krewnych, którzy mogliby im pomóc, czy mieszkania, zatrudnienia. Deportowanie imigrantów do krajów ich pochodzenia i tam, gdzie warunki życia są bardzo ciężkie, jest w wielu przypadkach niehumanitarne, stąd ta reakcja.
|
Umowa o dzieło Umowa o dzieło bardziej różni się od umowy o pracę niż zlecenie. Po pierwsze - wykonujący dzieło nie jest podporządkowany zamawiającemu (zleceniobiorca musi czasami kierować się wskazówkami zleceniodawcy), a po drugie - jest ona tzw. umową rezultatu, co oznacza, że jej celem jest wykonanie określonego dzieła, a nie świadczenie pracy samej w sobie. Umowa ta polega na tym, że zamawia się wykonanie określonego dzieła i ustala wynagrodzenie za nie. Dzieło może mieć dwojaką postać: może być rzeczą (jak np. mebel), może mieć też postać niematerialną (np. strategia rozwoju firmy), aczkolwiek w drugim wypadku i tak dzieło przybiera formę dokumentu czy prezentacji. Umowy o dzieło stosuje się dość często m.in. ze względu na to, że nie podlegają składkom na ZUS. Jeżeli jednak firma zawiera umowę o dzieło ze swoim pracownikiem, to musi zapłacić składki, tak jak od umowy o pracę. Forma - umowę o dzieło można zawrzeć nawet ustnie. Z ostrożności polecana jest jednak forma pisemna, a już na pewno gdy wartość dzieła przekracza 2000 zł. Forma pisemna jest pomocna w razie ewentualnych nieporozumień stron. Sposób wykonania dzieła - z prawnego punktu widzenia niewielkie znaczenie ma, czy przyjmujący wykonuje dzieło sam, czy też zleca je innej osobie. Najważniejsze, aby dzieło zostało wykonane w taki sposób, w jaki określa je umowa. Jeśli zamawiającemu zależy na tym, aby dzieło wykonała osoba, która je przyjmuje, to powinien w umowie wyraźnie zaznaczyć obowiązek osobistego wykonania dzieła. Nie po to bowiem zamawiający wybiera np. sprawdzoną firmę reklamową, aby otrzymać od niej projekt reklamy o niskiej jakości wykonany przez podwykonawcę. Poza tym często, by wykonać dzieło, wykonawca musi posiadać udokumentowane uprawnienia i wysokie kwalifikacje. Zamawiający nie ma w zasadzie możliwości ingerowania w sposób wykonania dzieła. Oczywiście może wymagać, aby dostarczone przez niego materiały były prawidłowo wykorzystane, czy też aby dzieło było wykonane terminowo. Przysługuje mu też prawo oceny, czy zakończone dzieło odpowiada jego oczekiwaniom. To jednak, w jaki sposób wykonawca zrealizuje zamówienie, zależy tylko od niego samego. Jeśli dzieło ma mieć formę przedmiotu, to w zasadzie wykonawca powinien sam dostarczyć potrzebne materiały i narzędzia. Gdy zaś materiały dostarcza zamawiający, to po pierwsze - powinno to wyraźnie wynikać z umowy, a po drugie - wykonawca musi się z nich rozliczyć po zakończeniu prac. Określenie zamówienia - niezmiernie ważne jest, aby dokładnie określić w umowie, jakie dzieło ma być wykonane. To określenie może nastąpić na wiele sposobów: przez zwykły opis (np. prosty mebel), przez zestawienie z jakimś wzorcem (np. kopia obrazu) czy też przy wykorzystaniu dokumentacji technicznej, rysunków itp. (np. dom). Zamawiający decyduje się na umowę o dzieło z reguły dlatego, że nie może nabyć na rynku rzeczy, która spełniałaby jego oczekiwania. Dlatego powinien on zadbać w umowie, aby rezultat był jak najbliższy jego wyobrażeniom. A tego nie da się osiągnąć, pisząc np. w umowie: "Przedmiotem umowy jest wykonanie stawu w moim ogrodzie". Ze względu na charakter umowy wykonawcy mogą przysługiwać prawa autorskie do dzieła. Aby uniknąć nieporozumień, strony muszą ustalić w umowie, że wykonawca przenosi na zamawiającego prawa autorskie związane z dziełem (to zresztą jest korzystne podatkowo dla wykonawcy, bo ma prawo do kosztów uzyskania przychodu w wysokości 50 proc.). Wynagrodzenie - umowa o dzieło jest zawsze odpłatna. Nawet jeśli strony nie ustaliły w umowie wynagrodzenia za dzieło, przyjmuje się, że ono się wykonawcy należy. Istnieje wiele sposobów określenia wynagrodzenia. Obok zwykłego ustalenia ceny za dostarczone dzieło można określić je na podstawie kosztorysu (wstępnego i ostatecznego) lub w taki sposób, że będzie ono ruchome w zależności od tego, jakie nakłady musiał ponieść wykonawca, aby dzieło wykonać. Ryzyko niewykonania dzieła - obciąża zawsze wykonawcę. Załóżmy, że firma projektowa przyjmie do wykonania projekt maszyny i nie wykona go w całości (np. odszedł pracownik posiadający odpowiednie kwalifikacje). Wówczas nie będzie mogła domagać się wynagrodzenia, nawet jeśli wykonała projekt częściowo. Inaczej jest przy umowie zlecenia, gdzie można domagać się wynagrodzenia za częściowo wykonane prace. Wady dzieła - jeżeli okaże się, że dzieło ma wady, to zamawiający może skorzystać z podobnych uprawnień jak przy zakupie rzeczy (rękojmia). Może więc żądać naprawienia wad, obniżenia wynagrodzenia, a nawet odstąpić od umowy. Forma działania wykonawcy - umowę o dzieło można zawrzeć zarówno z osobą fizyczną, jak i z jednoosobową firmą. W sensie prawnym nie ma tu większych różnic, ale podobnie jak przy zleceniu istnieją różnice podatkowe. Zamawiający ma obowiązki płatnika zaliczek na podatek dochodowy od osób fizycznych i składek na ZUS, jeśli zamawia dzieło u osoby fizycznej. Nie ma tych obowiązków, jeśli złoży zamówienie firmie.
|
Niewiele osób w Active ma uprawienia zawodowe. Ogólnie wygląda to tak: Active ogłasza w internecie nabór instruktorów. Przychodzą młodzi ludzie, często bez żadnego doświadczenia, nie wspominając o tym, że 80% z nich nigdy nie było na zajęciach fitness w jakimkolwiek klubie! Active organizuje jakieś tam szkolenia wewnętrzne, i uczy ich co to jest step touch, itp. Później na kartce papieru taki instruktor dostaje sposób, w jaki mają zajęcia być prowadzone i dokładnie jaką „choreografię” ma zastosować, jest dokładnie napisane jakie ma zrobić ćwiczenia, ile, w jakim tempie, w jakiej kolejności itd. W miarę upływu czasu instruktor zalicza kolejne sposoby prowadzenia zajęć. Dlatego też Klient, który idzie na zajęcia do Studentów cały czas robi to samo, ponieważ Studenci nie mogą zrobić inaczej, bo mają tak napisane na karteczce! Co innego jak się pójdzie do Instruktora który pracuje trochę dłużej… ci to mają już pozaliczane i mogą trochę urozmaicać… Skąd to wiem? Bo byłam instruktorką w Active i znam Active od kuchni. Ku przestrodze: Legendy o lojalkach na 4 lata i wekslach na 30 tysięcy to PRAWDA! I nie liczcie na to, że dostaniecie kopię :) Wszystkim mówią: „Później pani odbierze, bo trzeba jeszcze pieczątki przybić…”:) Z tego tekstu w szatni wszyscy się już śmieją :D Każdy z nas to usłyszał :D
To, że nie szanują tam ludzi to też PRAWDA! W ogłoszeniach piszą że szukają osób z wysoką kulturą osobistą… bo sami jej nie posiadają… Instruktorzy są zmuszani do brania zastępstw, jak ktoś stawia opór to zostaje wyrzucony z dnia na dzień (a lojalka obowiązuje cały czas: przez okres 4 lat nie możesz podjąć pracy żadnym konkurencyjnym klubie fitness). Bywa też tak że Instruktorzy mają dziennie 9 godzin! 9! tak! TO NIE LITERÓWKA! Zdarza się tak , że prócz swoich zajęć trzeba wziąć zastępstwo lub trzeba przyjść na szkolenie. Mają dużo chętnych więc pomiatają ludźmi jak mogą. Na wakacyjny nabór zgłosiło się ponad 40 osób. I wiecie jak robili selekcję? Nazwali to SZKOŁĄ PRZETRWANIA. Wszyscy oczywiście musieli najpierw podpisać papierek w którym to było napisane że uczestnicy mają świadomość tego, że spotka ich praca fizyczna i nie mają problemów zdrowotnych (to było zabezpieczenie na wypadek jakby się komuś coś stało, żeby Active nie ponosił odpowiedzialności) i zrobili im prawdziwą szkołę przetrwania( 6 godzin rowerów fatburn i advanced na zmianę). W pierwszy dzień zrezygnowało 30 osób. A w ostatni dzień wyrzucali ludzi na pompkach. Wiecie jak to się robi? Każe się wszystkim robić pompki, a ten kto nie daje rady zostaje wyproszony „Japońskim ukłonem” :) Tak tam się traktuje ludzi! Ach, i była jeszcze taka sytuacja w którymś z naborów: chłopak chciał się skontaktować z kimś tam telefonicznie żeby zapytać o to co to jest ta lojalka. Jak tylko wyciągnął telefon to mu pan D. wyrwał dokumenty z rąk i wyrzucił go z biura :) Ta lojalka jest niezgodna z prawem i dlatego oni nie dają nikomu kopii żeby nikt nie mógł tego opublikować i żeby oni nie odpowiadali później za to :) Bardzo dbają o to, żeby treść tego dokumentu nie ujrzała światła dziennego :) Ośmieszają pracowników przed innymi pracownikami. Na szkoleniach, na których jest masa ludzi często to robią jakby czerpali z tego niesamowitą przyjemność. Hahaha i jeszcze: Instruktorzy nie mogą rozmawiać z Recepcjonistkami i odwrotnie. Oj, nie raz byłam za to na dywaniku :) A co najlepsze!! Wyobraźcie sobie, że żądają planów zajęć na uczelni od swoich pracowników! Pracownik Active nie może mieć czasu prywatnego… Jako stała klientka (chodziłam regularnie do Activu przez 4 lata) uwielbiałam Active :) Z zewnątrz wygląda to całkiem inaczej: ładny klub, zadbany, miłe panie w recepcji i uśmiechnięte Instruktorki które sprawiają wrażenie bardzo profesjonalnych. A teraz? Oj, mogę wiele opowiadać :) Tam to była szkoła przetrwania :) Zahartowałam się psychicznie chyba na całe życie :)
Ogólnie odradzam :) Oprócz fajnych koleżanek z pracy (chodzi mi o innych Student Instruktorów lub o niektóre Recepcjonistki ) i fajnych Klientek, nie spotkałam się z niczym przyjemnym. Cała ta „elita” jest bezczelna i arogancka. Nawet Panie z recepcji jak awansowały na stanowisko managerki to z chwilą poczucia władzy zaczęły się wszystkiego wiecznie czepiać, nawet przestały się uśmiechać i odpowiadać „Dzień dobry”! Wtedy to zobaczyłam jak się ludziom miesza w głowach od jakiś nic nieznaczących tytułów (bo powiedzcie, co to za tytuł w prywatnej firmie?:)) Ja też mogę sobie założyć firmę i mogę się nazwać nawet Królową Świata, co w żadnym wypadku nie zwalnia mnie z kultury osobistej i szacunku dla innego człowieka.
Dla tych co chcieli zatrudnić się a Active, bo skusiła ich niesamowita szansa szkolenia za darmo: Nie dość, że i tak nie dostaniecie uprawnień zawodowych, to jeszcze będziecie pluli sobie w brodę za to, że wplątaliście się w takie coś na 4 lata… Pracujcie sobie w przyjemniejszych miejscach bo Active to może największą nawet pasje przemienić w istne piekło….
Ex Zleceniobiorca
|
Czym charakteryzuje się umowa zlecenia ?
Gdy zdarzy nam się, że pracodawca zaproponuje umowę zlecenia zamiast umowy o pracę, warto wiedzieć co to za umowa i czym się charakteryzuje.
Umowa zlecenia polega na tym, że przyjmujący zlecenie zobowiązuje się do dokonania określonych czynności dla dającego zlecenie, za których ostatecznie efekt nie jest odpowiedzialny (odmiennie od umowy o dzieło, która jest tzw. umową rezultatu).
Umowa zlecenia może być zależnie od woli stron, umową odpłatną lub nieodpłatną. Jednakże jeżeli ani z umowy, ani z okoliczności nie wynika, że przyjmujący zlecenie ma je wykonać nieodpłatnie, za wykonanie zlecenia należy się wynagrodzenie. W przypadku umowy zlecenia ustawodawca nie zawarł żadnych ograniczeń, tak więc decydująca jest tu wola stron.
Przyjmujący zlecenie musi w zasadzie wykonać czynność do której się zobowiązał osobiście, choć dopuszcza się możliwość wykonania zlecenia przez osobę trzecią - zastępcę i jest to, można powiedzieć, niemalże podstawowa różnica pomiędzy umową o pracę a umową zlecenia.
Umowa zlecenia może być w każdej chwili wypowiedziana przez każdą ze stron. Jeżeli czyni to dający zlecenie powinien zwrócić poniesione przez drugą stronę wydatki, a w razie odpłatnego zlecenia uiścić odpowiednią część wynagrodzenia. Jeżeli umowę wypowiada przyjmujący zlecenie odpłatne, bez ważnego powodu, odpowiada wobec drugiej strony za powstałą z tego tytułu szkodę.
Jak opodatkowana jest umowa zlecenia ?
Zaliczkę na podatek dochodowy pobiera się w wysokości 20% należności pomniejszonej o koszty uzyskania przychodu. Generalnie koszy te wynoszą 20% uzyskanego przychodu, choć mogą wynosić 50% w przypadku korzystania przez zleceniobiorcę z praw autorskich i praw pokrewnych (w rozumieniu ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych) tzn. gdy konkretne zlecenie ma charakter działalności twórczej.
Jakie są cech charakterystyczne umowy o dzieło?
Umowa o dzieło, podobnie jak umowa zlecenie, jest jedną z umów, na podstawie której może być świadczona praca, a ponieważ jej zawarcie nie rodzi po stronie pracodawcy obowiązków wynikających z przepisów kodeksu pracy (urlopy, odprawy, zasiłki chorobowe, itp.), jest często stosowana.
Poprzez zawarcie tej umowy wykonawca zobowiązuje się do wykonania oznaczonego dzieła, tj. do uzyskania pewnego wyniku swych działań (np. namalowania obrazu), a zamawiający do wypłaty wynagrodzenia. Wysokość wynagrodzenia powinna być określona w umowie, choć nie koniecznie kwotowo, bowiem w umowie można wskazać także podstawy do ustalenia podstawy wysokości wynagrodzenia. W braku powyższych zapisów zwykle należeć nam się będzie jako wykonawcy wynagrodzenie za tego rodzaju dzieło, a gdy tej wysokości ustalić nie można wynagrodzenie odpowiadające nakładowi pracy oraz innym poniesionym nakładom. Umowa o dzieło jest więc umową rezultatu. Wykonawca dzieła odpowiada za rezultat swej pracy.
Pamiętajmy, że ważne jest aby wykonawca wykonał dzieło zgodnie ze sposobem i terminem określonym w umowie. W przeciwnym wypadku zamawiający ma prawo wezwać wykonawcę do zmiany sposobu wykonania dzieła i wyznaczyć w tym celu odpowiedni termin, a po jego bezskutecznym upływie może od umowy odstąpić, bądź powierzyć wykonanie poprawek, albo dalsze wykonanie dzieła innej osobie na koszt przyjmującego zamówienie - wykonawcy.
Jak opodatkowana jest umowa o dzieło ?
Podobnie jak przy umowie zlecenie zaliczkę na podatek dochodowy pobiera się w wysokości 20% należności pomniejszonej o koszty uzyskania przychodów. Generalnie koszty te wynoszą 20% uzyskanego przychodu, choć mogą wynosić 50% w przypadku korzystania przez wykonującego zlecenie z praw autorskich i praw pokrewnych (w rozumieniu ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych), tzn. gdy konkretne dzieło ma charakter działalności twórczej.
Pamiętaj, że: Zawarcie umowy o pracę rodzi powstanie pomiędzy pracodawcą a pracownikiem stosunku pracy, którego większość elementów uregulowana jest przez przepisy kodeksu pracy. Stając się pracownikiem osoba nabywa wiele uprawnień, których nie ma ani zleceniobiorca ani wykonawca dzieła. (urlopy, możliwość dokształcania na koszt pracodawcy, itd.), Pracując na podstawie umowy zlecenia, czy umowy o dzieło nie mamy prawa do świadczeń z tytułu wypadków przy pracy, do których uprawnienia nabywają tylko pracownicy z umów o pracę Pracownikowi przysługuje wynagrodzenie za czas niezdolności do pracy, tj. za czas jej niewykonywania, zleceniobiorcom i wykonawcom dzieła niestety nie (umowy rezultatu). Okres świadczenie pracy na podstawie umowy o pracę automatycznie wliczany jest do stażu pracy bez względu na to czy pracodawca odprowadza składki na ubezpieczenie emerytalno - rentowe, Praca ponad ustalony w Kodeksie pracy czas uważana jest za pracę w godzinach nadliczbowych, co rodzi obowiązek wypłaty dodatkowego wynagrodzenia. Pracownik po podpisaniu umowy o pracę zostaje automatycznie objęty systemem ubezpieczeń społecznych, przy umowach cywilnoprawnych czasem powstaje obowiązek ubezpieczenia, a niekiedy nie (umowa o dzieło nie rodzi obowiązku ubezpieczeń społecznych).
Podstawa prawna
ustawa z dnia 23 kwietnia 1964r. Kodeks Cywilny
ustawa z dnia 26 czerwca 1974r. Kodeks Pracy
|
|