Nie bylem wywolany do tablicy ale od 10 lat tez duzo fotografuje. Wydaje mi
sie, ze przemoc nie jest tym co powoduje ze zdjecie bedzie lepsze.Kiedys w
pewnej malej powiatowej miescinie na bialostocczyznie lubilem gapic sie na
fotki "ku przestrodze" wywieszane przez milicje. Byly to zdjecie wypadkow
drogowych. Same zwloki w makabrycznych pozach. Po jakims czasie czlowiek
obojetnieje.

W swoim fotografowaniu staralem sie zlapac nastroj. Na poczatku rzadko cos
wychodzlo ale to kwestia czasu. Do tego trzeba miec sporo doswiadczenia i
troche wiedzy. Trzeba umiec wybrac kadr i wsadzic tam lepiej za malo jak
odwrotnie. Swiatlo. Pora dnia. No i nastawic sie, ze z calego filmu moze polowa
zdjec bedzie dobra. Kiepskie od razu wyrzucac. No i format zdjec; niestety na
tych najmniejszych ciezko cos pokazac.

Agresja ze strony otoczenia. Ksiazki zalecaja zawsze pytac o zgode. Czasami
pytam. Czasami mozna uzyc roznych trickow. Najprostszy to teleobiektyw. Czasami
trzeba wsadzic kogos z boku kadru zeby myslal, ze celujesz w bok. Czasami mozna
udac glupa i poprosic by ten ktos ciebie sfotografowal na jakims tle; latwiej
daje sie sam "zdjac". Czasami odchodze daleko od czlowieka i z daleka mam
wszystko przygotowane, ide z powrotem, wybieram najlepszy kierunek, pstrykam na
goscia a jak sie obraca to z przejeciem celuje na jakas obok przechodzaca laske.
Aha - to co bialostockie zaklady fotograficzne w ramach reklamy wystawiaja za
szyba to istne perelki, nie widzialem na zachodzie takich ciekawych.

· 

Witam!
1. za zwykły obiad dla 2 osób zwykle płaciliśmy od 10 do 15 euro - zależy od
miejsca. Najtaniej było w Bośni :)
2. Kotoru, Sv. Stefana, Perastu, Budvy i Starego Baru. I możesz sobie fundnąć
rejsik stateczkiem po jeziorze Szkoderskim, miła sprawa. Ulcinj też jest
ciekawy. Monastyr Ostrog ważny, ale dość daleko. Podgorica, Bar i Cetinje -
tylko w wypadku wyjątkowej nudy ;)
3. z jedzeniem u nas jest nietęgo, bo mąż jest bardzo klasyczny w smakach ;)
więc wiele ci nie powiem... Ja zajadałam się sałatką szopską - dobry mają ser,
lepszy niż w Bułgarii (w ten upał idealne), klasyczne bałkańskie cevapcici i
pljeskavica z ajvarem, smaczne, ale bez sensacji. Ludzie zajadają się tam
owocami morza, ale ja nie wybiegłam poza pyszne grillowane ryby i zupy rybne. W
Budvie i Kotorze jest knajpek bez liku, więc na pewno coś znajdziecie. Dobre
miejscowe wino - Vranac (albo podobnie :))
4. nas złapała raz - w Mostarze w Bośni, za jazdę pod prąd, bo przy wyjeździe z
parkingu nie było znaków. Daliśmy mu 7 euro, bez mandatu i po sprawie. Jest
wiele policji na drogach, naprawdę się od nich roi, ale jak będziesz jechał
zgodnie z przepisami, to nie powinno być problemu. Myśmy przynajmniej ich nie
mieli.
Zapraszam na bloga (link poniżej) - tam bedziesz mógł obejrzeć nasze fotki z
wyjazdu.

Kiedys in GB puszczali takie spoty dot. samochdów, nie wiem jak teraz, np.
Zwolnijcie chlopcy, nei prowadz po pijaku itp. w polsce narazie jest
kampania "Stop wariatom drogowym" i "Zapnij pasy" ale juz raz widziałem gościa
z naklejką "stop wariatom drogowym" jak na trzeciego si ladowal...nie wiem, czy
oprócz obejrzenia drastycznych scen, ktos zachowa sie na drodze inaczej niż do
tej pory...sam dostalem plyte cd od kolegi z szczecinskiej drogówki, na których
foty z miajsca wypadkow i statystyki, to typowa plyta instryktarzowa, którą
musi zobaczyc każdy podczas szkolenia. sa ma niej zdjęcia ludzi poprzecinanych
na pół, i takich którzy stracili glowy, oraz spalonych żywcem... dopiero te
obrazy wzbudziły we mnie "szacunek do prędkości" naprawde żygać mi sie chce jak
sobie to przypominam...

Artek dobrze mówi?
Ok, chlopaki, jestescie nie do przekonania. Artek jak mysle celowo ominal watek
"kto zarabiana grzywnach oraz lapowkach", bo to niewygodny dla niego temat.

Wciaz nie rozumiem, czemu nie wolacie o zaostrzenie przepisow dla 85% kierowcow,
skoro to niby takie skuteczne, czemu nie zabierac im samochodow, prawa jazdy na
cale zycie, nie publikowac fotek w prasie - w koncu powoduja oni ponad cztery
wypadki na piec. Zaostrzymy przepisy i magicznie liczba wypadkow spadnie. Jakie
to proste, co nie? Do roboty, chlopaki, nie zajmujcie sie tylko pijakami,
zrobcie dobrze spoleczenstwu i skonczcie z tymi wypadkami na drogach.

Chyba ze sami nie jezdzicie przepisowo??

· 

Ano wróciłem. Dzisiaj w nocy... Mam jeszcze trochę wolnego, więc poleniuchuję.
Droga była mocno taka sobie - sporo wypadków nawet z ofiarami (motocyklista tuż
przed granicą), korki, roboty drogowe. Ponad 13 godzin jazdy, ale już dochodzę
do siebie.
Fredek, taką WSK-ę widziałem w akcji z dwoma kanami na mleko, facet odwoził nią
mleko po dojeniu krów - w Twojej okolicy nad Isągiem. Niestety fotki nie ma -
ciemnawo już było. Pobyt fajny, tylko pogoda w grubą kratę. Poza tym zawiodłem
się potwornie na kresowej knajpie w Łucie - nikomu nie polecam jedzenie
właściwie fatalne i wcale nie tanie. Jedyne czego nie brakowało to soli. Tym
mogliby obdzielić jeszcze 10-15 porcji.
Odbiliśmy sobie w Karczmie Warmińskiej w Gietrzwałdzie, też słono ale tylko na
rachunku. Potrawy super, obsługa również.
Pozdrowienia

Gdzie tu jest przegiecie? Normalna fotka z naszego codziennego zycia. A moze
lepiej zaczac milczec o wypadkach drogowych, gangsterach na ulicach miast,
handlarzach narkotykow czy tez pedofilach. Nasz codzienny swiat bedzie wtedy
wygladal tak wspaniale. Wszyscy beda zadowoleni i szczesliwi ze zyjemy w raju.

Grazyna,

na skrzynke przesylam Tobie dwa zdjecia wykonane dwanascie (prawie trzynascie)
lat temu wlasnie w ookolicy Samborowa. Pierwsze robilmoj naonczas pietnastoletni
syn gdy wplywalismy z Jeziora Drweckiego w Drwece wlasnie w okolicy Samborowa i
doplywalismy do dwoch mostkow: jednego zwyklego drogowego, a za nim drugiego,
kamiennego, kolejowego. Pod tymi mostkami byl stopien wodny, na ktorym moj Brat
chcial splawic kajak aby uniknac przenoski i mocno "podtopil" rzeczy. Plynelismy
w dwa kajaki: moj Brat z Corka i ja z Synem. My juz na wszelki wypadek
przenieslismy kajak gora przez oba mosty, aby nie splawiac jego nurtem na
stopniu. Budowla z cegly to chyba stary bunkier ochrony kolei.

Druga fotka to skan z diapozytywu juz za mostem. Pierwszy kajak po lewej, blizej
to moj. Obok siedi Michal. W tle mostek kamienny kolejowy i zza drzew widac
bryle bunkra. na wprost nieco dalej kajak mojego Brata i sam Wojtek wyciagajacy
mokre graty.

Pozdrawiam.

Zbyszek

To jest najwieksze i najczestsze chamstwo na polskich drogach. Sam kiedys moj
kolega mial dachowanie i walnal w drzewo, na szczescie nic mu sie nie stalo,
ale we wstecznym lusterku widzial jak samochody(w ilosci ponad 10) zwalniaja,
patrza i zapewne myslal ale fajny wypadek i jada dalej. Dopiero ktorys tam sie
zatrzymal i pomogl mu. Tak samo kiedys wyciagalem czlowieka z samochodu co w
rowie sie zatrzymal. Nikt wczesniej nie chcial pomoc, tylko fotki komorkami
robili. Czlowiek mial zlamana reke i pare zeber. Zanim dojechala karetka to
minelo dosc duzo czasu(ok. 20 km od szpitali) i na szczescie wiedza przyswojona
kilkadziesiat lat temu, pomogla czlowiekowi. A twoj wypadek sobie wyobrazam.
Sparzona przed 3 tyg. nawierzchnia zlana woda, jest bardzo mokra i sliska.

Najniebezpieczniejsze łódzkie skrzyżowania i drogi
A kto za taki stan odpowiada Jurek Kropiwnicki i jego ekipa .Oni latają do
pracy samolotem i im drogi o standarcie europejskim są nie potrzebne tylko
LOTNISKO .
Zwykli mieszkańcy musz jeżdzić po takim syfie jak na fotkach bo inaczej tego
nie mozna nazwać I DLATEGO SĄ WYPADKI .
Wierzdzając gdzie kolwiek człowiek patrzy czy nie wpadnie w dziure i nie
uszkodzi samochodu co jest poprostu PARANOJĄ NA SKALE SWIATOWĄ .

JESTEŚMY NAJWIĘKSZĄ DZIURĄ DROGOWĄ UNI EUROPEJSKIEJ .

swiatla przez caly dzien- po belgijsku
Mialem dzisiaj mila pogawedke z dwoma policjantami, ktorzy wpadli spisac
zeznania kierowcy, ktory po wypadku przyjechal do nas karetka. Czekajac, az
kierowca wroci z rentgena, gawedzilismy sobie o ruchu drogowym, no i zeszlo na
swiatla. Postawilem najpierw teze, ze jest gorzej niz zle, jak w tych dniach o
7 rano jade do roboty (jeszcze jest ciemno), to tak gdzies co szosty samochod
jedzie bez swiatel. Zapytalem, skoro przed kazda szkola stoi rano policjant i
pilnuje przestrzegania strefy 30 km/h i dba, zeby nie rozpaprac dzieci na
rowerach, to moze by tak zwrocili komus uwage, ze nie ma swiatel? Tu i radaru
nie trzeba, zeby sie oblowic na mandatach, z duzo wiekszym pozytkiem dla
bezpieczenstwa niz cykanie fotek. Nadmienilem, ze sa kraje, gdzie od jesieni
do wiosny jezdzi sie na swiatlach przez cala dobe.

Pan policjant calkiem serio odpowiedzial, ze to bardzo niedobre rozwiazanie,
bo poniewaz samochod na swiatlach bardziej rzuca sie w oczy, to piesi i
rowerzysci, ktorzy nie sa wyposazeni w lampy po 50 W z lewej i prawej strony,
staja sie relatywnie MNIEJ widoczni, a cala doktryna bezpieczenstwa ruchu
drogowego jest skierowana na "slabych uzytkownikow drogi", czyli tych, ktorzy
poruszaja sie tylko przy pomocy sily wlasnych miesni. Czyli wlaczone swiatla-
wieksze ryzyko wypadku.

Wszystko mi opadlo z glosnym szelestem...

WyPaDek DroGoWy - PiRaci DroGowi (czyt. mordercy)
_-watek poswiecony ludzom ktorzy jezdza LUB JEZDZILI po naszych drogach
160km/h i wiecej-_

...ot tak moze by tak zadzialac na tych zyjecych JESZCZE i ich wyobraznie lub
psyche(jak kto woli) jaka krzywde robia zabijajac (pieszego, rowerzyste,
dziecko, pasazera lub innego kierowce) i w koncu zabijajac siebie (jak bedzie
CIERPIALA wlasna rodzina)

...moze kiedy zapisza(zapamietaja) sobie w glowie(mozgu) niektore obrazki
to.........

www.kraksy.eu/fotka.php?n=116&t=n&il=142
www.kraksy.eu/fotka.php?n=119&t=n&il=142
www.kraksy.eu/fotka.php?n=124&t=n&il=142

www.kraksy.eu/fotka.php?n=139&t=n&il=142

-jesli macie jakies zdjecia dzialajace na PSYCHE to wpiszcie je tutaj zanim...

pomysł na fotke
Już wiem, jak zrobić aby powrócił spokój na drogach. Trzeba zrobić zrzutę na
forum. Zrobić ogólnomiejską akcję "Polowanie na fotke". Pierwszemu kierowcy,
ktory pod wpływem flasza straci panowanie nad pojazdem, wjedzie na chodnik, i
rozwali fotoradar, zwrócimy za ewentualną grzywnę i wypłacimy no 500 zł w
ramach spierania ofiar wypadku. W ten oto sposób pozbędziemy się na jakiś czas
fotoradaru. Oczywiście miasto otrzyma odszkodowanie z polisy OC, ale znając
ubezpieczycieli potrwa to jakieś pół roku. I co wy na to.
P.S. za strażnika miejskiego premii nie przewiduje się!

naburmuszony napisał:

> Pani Walendowska, Rymanowski i reszta, muszą czekać. A jak wszystko
> nas ominie?
>

Spokojnie. PO nie buduje dróg wiec duża szansa że wydarzy się jakaś katastrofa z udziałem autobusu. A jeśli nie będzie tragedii to zawsze można ją wykreować. Codziennie ginie na drogach kilkanaście osób. Wystarczy wybrać wypadek z odpowiednią ilością osób, wrzucić info na czerwony pasek, podzwonić na Policję i Straż pożarną. Wysłać ekipę z kamerami która zrobi z 3-4 wejścia na żywo i dzienna dawka tragedii zostanie wypełniona.
Można jeszcze wrzucić jakąś fotkę na stronę. Np. potrącone przez samochód dziecko w locie ...
www.fotosik.pl/pokaz_obrazek/pelny/2073f930fe04eac0.html
Zginęły 4 osoby więc prawdopodobnie widzimy moment śmierci dwóch z nich.

freaky_mati napisał:

> Rozumiem tylko, że nie wezwanie policji jest na korzyść dla rowerzysty, ale w
> takim wypadku co powinno się zrobić? Nie wzywam policji. Czy powinienem spisać
> dane ubezpieczenia kierowcy?

Dane kierowcy (tak z grubsza: nr prawka i dane z dowodu), dane z dowodu rej
(marka, model, kolor, nr rej., na kogo zarejestrowany jest pojazd i gdzie ten
ktoś jest zameldowany), dane z polisy OC (numer polisy, nazwa
ubezpieczeniodawcy, na kogo jest polisa, czy to aby polisa do tego auta).

>Wypełnić "Wspólne oświadczenie o zdarzeniu
> drogowym"?

Z tym bym uważał. Kierowca takie oświadczenie może podważyć później, mówić, że
był w szoku, że nie wie co pisał itp. Rzadko się to zdarza, ale trzeba uważać.

>Jak zbierać dokumentację uszkodzeń? Zrobić fotki macro wszystkich
> uszkodzeń i parę ogólnych całego roweru? Robić zdjęcia na miejscu wypadku?

Przede wszystkim znajdź świadków, jeżeli jacyś byli, zapisz ich dane. Zdjęcia -
nie zaszkodzą zarówno te ukazujące ogólną sytuacje (miejsce wypadku, położenie
pojazdów, osobę kierowcy i liczbę osób w pojazdach uczestniczących), jak i te
szczegółowe (uszkodzenia pojazdów, ślady hamowania, ewentualne uszkodzenia np
barierek, czy słupów).

> Poprosić o obdukcję lekarską w szpitalu?

Sami Cie zbadają. Na koniec leczenia poproś o kartę z wypisanym, co Ci było, ile
trwało leczenie itp.

>Jakie rachunki związane z wypadkiem ma
> m
> zbierać?

Wszystkie.

Policja??? Straż Miejska???
Nic nie robią !!! Półtora roku temu wyremontowano ulicę Cynkową (łączy Al.
Legionów z Suwalną). Ze względu na ostre zakręty i brak widoczności zawsze stały
tam (i stoją nadal)znaki zakazu wyprzedzania. W trakcie remontu drogowcy
namalowali, zamiast podwójnej ciągłej, linię przerywaną, która dopuszcza
wyprzedzanie. Od półtora roku znaki poziome (linie przerywane) kłócą się ze
znakami pionowymi (znaki drogowe na słupkach). Dzwoniłam do naszej policji, była
fotka w lokalnej prasie i co? NIC. "Zapracowane" smerfy czekają na wypadek z
ofiarami śmiertelnymi. Może wtedy coś zmienią w tych znakach???
Smerfy i strażnicy to wałkonie, które czekają tylko by wlepić komuś mandat na
targowisku. Inne rzeczy ich nie interesują...


co jakis czas zdarza sie seria tragicznych wypadkow drogowych i od razu zaczyna
sie narodowy lament nad nasza brawurowa jazda i wsiadaniem za kolko po kielichu.
apelowanie w tym momencie do rozsadku i wyobrazni kierowcow, podtykanie im pod
nos makabrycznych fotek jest bezcelowe. tak samo jak bezcelowe jest apelowanie
do palaczy o zdrowszy tryb zycia albo do bywalcow fastfoodow o umiarkowane
spozywanie. przeciez ludzie wiedza co jest dobre a co zle. tylko, ze jesli juz
pala i obzeraja sie to wylacznie na wlasne ryzyko ale jak urzadzaja corride na
drogach to juz nie jest ich osobista sprawa. najskuteczniej apeluje sie do
zawartosci kieszeni. poki to sie dzieje cherlawo to na drogach ogladamy
horror.bo jak napisal niedawno jeden z legionowskich forumowiczow drogi nie sa
dla mieczakow.

Drogówka potrafi (chwalę...)
witam,

Czas się przyznać: punkciki się uzbierały. Niedżo, ale zbyt wiele jeżdzę, by
ryzykować. Oczywiście mam excuse, ale ja nie o tym. Zapisałem się więc na
kurs, gdzie Policja szkoli i zdejmuje punkciki. W tej sprawie to mocno
interesowny byłem, wiec poszedłem oczywiście z przymusu i bez entuzjazmu.

i zaskoczenie, bo:
1. 5h szkolenia na Odlewniczej (Białołeka) minęło błyskawicznie i nie był to
czas zmarnowany, ludzie wokół (same piraty) też słuchali, nawet nie wysyłali
SMSów w trakcie,

2. Policja jest bardzo dobrze przygotowana, prowadzący to oficer w randze
Inspektora - genialny. Historie dość mroczne, ale widać tak ma być.

3. Nie ma mowy o prostym pouczaniu - materiały są dość drastyczne, ale mocno
praktyczne, przemawiające. Są symulacje, są fotki, są kompletne historie,
widać, że wypadek drogowy to nie króki incydent, ale początek prawdziwych
problemów,

4. Pacyfikacja słuchaczy, co to wiedzą lepiej od prowadzącego, jest robiona
gładko, elegancko i skutecznie,

5. Punktów mi ubyło, ale jeżdzę wolniej. Dałem się złapać na
przynętę "zdejmemy Ci punkty" i edukacja Policji została mi w głowie. Czy na
długo - zobaczymy. W kazdym razie Policji - brava.

Słuchajcie, 250 zł nie majątek, nawet jeśli nie musicie pójść na takie
szkolenia (jak ja), to warto pójść i zobaczyć. Otwiera zupełnie nową szufladę
w głowie kierowcy, nawet jeśli wydaje się nam, że jeździmy lepiej od innych.

w terminologii Allegro: polecam, wiarygdny Klient :)

pozdrawiam,

Marcin

A ja bym polozyl tu na szale dwie rzeczy...
Pierwsza...Czy naprawde myslicie ze taki filmik moze poruszyc rodzine poszkodowanego?Sama smierc jest dla nich dramatem najwiekszym z mozliwych,coz znaczy w obliczu takiej tragedii krotki filmik nakrecony z tego zdarzenia?Poza tym nie raz bylem swiadkiem jak na pogrzebie krecono film i pstrykano fotki co jest dla mnie o wiele bardziej chore niz taki filmik.
I druga...A pomyslal ktos ze taki filmik to przestroga dla innych i jesli przez owy material choc jedna osoba przycisnie mniej pedal gazu to byc moze ktos zostanie uchroniony przed smiercią?Pamietam kiedy akcje gdzie policjanci podczas kontroli wreczali zbyt szybko jadacym kierowcom zdjecia z wypadkow.Akcja przyniosla dobre skutki bo w tym czasie zginelo o wiele mniej ludzi na drogach.Szkoda ze podobnych juz sie nie przeprowadza.

Z dwojga zlego wybieram opcje nr 2.Zycia juz sie komus nie przywroci a byc moze uchroni kogos przed kalectwem lub smiercią.

> No to kurna wracaj do Strzegomia i trzaśnij fotkę.

teraz mi mówisz?:)))), ale spróbuję! ja prawie w Niego wjechałem z
wrażenia! robi pionurujące wrażenie i ten majestat może POwodowac
wypadki drogowe:))) Apel do innych aktywistów: też róbcie zdjęcia,
będzie galeria.

staszek585 napisał:

> Dziwne, ale Niemcy potrafią oznaczyć skrzyżowanie.

Bardzo niewykluczone, ze to jedna z wielu przyczn, dla ktorych nasze i niemieckie statystyki wypadkow tak bardzo sie roznia...

Po Niemiecku umiem sie tylko przywitac wskazujac prawa reka slonce, a na niemieckich drogach nie miewam problemow z rozkminieniem co artysta mial na mysli (i to mimo tego, ze niemiecki artysta posluguje sie nieco innym schematem niz nasz). A na polskich drogach i skrzyzowaniach...

Jak znajde chwile czasu, to wrzuce fotki i rysunki wielopietrowgo skrzyzowania w Warszawie, po ktorym nawet Warszawiacy nie zawsze wiedza jak jechac. A to droga wylotowa na Terespol i Lublin...

jureek napisał:

> sokolasty napisał:
>
> > I oczywiście fotoradar by go powstrzymał.
>
> Nie wiem, czy by powstrzymał, ale dopóki były punkty, to mógłby
> go wyeliminować.

Sadzac z tego, ze jedynymi ofiarami tego karambolu byli lekarz i
pielegniarz, ktorzy zabili sie w smiglowcu, PRZEKROCZENIE predkosci
raczej miejsca nie mialo. Ktos jechal za szybko w stosunku do
warunkow. Moze 40, moze 60 km/h, moze nawet 80 km/h... Wciaz
ZDECYDOWANIE za malo, zeby fotoradar zrobil mu fotke ;-) (Za malo
tez, zeby kogos zabic).

A takie wypadki zdarzaja sie na calym swiecie. I im wiecej w danym
kraju autostrad, tym czesciej. Na szczescie u nas, jak robi sie
slisko i pogarsza sie widocznosc, nie bywa prawie karamboli! Sa za
to czolowki, zderzenia boczne, rozjezdzanie najtrowerzystow
i "niesmiertelnych" pieszych... Zwykla rutyna :-/ I pomoc na nia
maja podniesione limity predkosci na drogach, ktorych prawie nie ma
oraz fotoradary na reszcie drog...

Bo za złapanie na radar czy fotkę można od razu mandacik. Proste, szybkie i
można się wykazać.
A "niedostosowanie prędkości do warunków" ? Samo sformułowanie takie trudne. I
jak to ocenić?
Moim zdaniem prosto - czy jakbyś jechał wolniej to spowodowałbyś wypadek?
Jak: oczywiście, że nie, to sprawa jasna.
Ale kto w to uwierzy? Przecież po drogach jeżdżą sami mistrzowie. A wypadki
zdarzają się tylko z racji "siły wyższej".
P.S.
A i tak wszystko zaczyna się w naszej głowie.

Wypadek drogowy w Michalinie.
BMW serii 3 z osiemdziesiątych lat omijało autobus stojący na przystanku w
kierunku Otwocka no..... i nagle zabrakło kucyków debilowi, oczywiście
rejestracja rozpoczynająca się na WOT. Na nieszczeście z przeciwka jechał seat
oczywiście prawidłowo i doszło do czołowego zderzenia(jak ktoś chce moge
przesłać kilka fotek z tego miejsca)l.
Szkoda tylko że ten dres z beemki żyje, zakleszczył się ale strażacy go
wyciągneli. Żebyście zobaczyli jacy kolesie do niego przyjechali czarnym
mesiem w dresikach i kurtkach skórzanych???!!!! VIVAT OTWOCK.

I mnie chyba tez wczoraj na Podolszycach fotke zrobili. Jechalem 55-
60 km/h. Do glowy mi nie przyszlo ze to szybko. Szkoda slow. Bedą
czaili sie tam gdzie sa ograniczenia bez sensu a nie tam gdzie
rzeczywiscie są punkty newralgiczne ze wzgledu na natezenie ruchu
drogowego.

40 km/h na Armii Krajowej jest bez sensu ale tym darmozjadom tego
nie wytlumaczysz. Ciekawe co mowią statystyki? Ile tam bylo wypadkow
i czy to ograniczenie ma zastosowanie w praktyce. Jezeli tam trzeba
jechac 40 to na Kolegialnej i Sienkiewicza proponuje 20 km/h bo te
ulice są duzo bardziej niebezpieczne. Bzdura , bzdura , bzdura i
koniec.....

Do po_strach - zaczalem odpowiedac na tym forum, bo akurat twoje
wypowiedzi sa na poziomie, mozna z nimi merytorycznie podyskutowac,
w odrózneniu od moroux, ktory chyba wlasnie ma wakacje w gimnazjum i
nikt go nie chcial zabrac nad morze. Niestety oprocz twojej
ostatniej wypowiedzi...nie jestem przedstawicielm handlowym, ale
musze sporo jezdzic. Nie mam 20 lat, nie mam bmw itp....fotkami sie
tez nie przejmuje, bo mam ezgotyczne blachy. Trasy, którymi sie
poruszam, sa w miare stale i zareczam cie, ze jest na nich wiele
miejsc niebezpieczniejszych niz te, gdzie staja znaki ograniczenia
predkosci. I to co widze na drogach tylko utwierdza mnie w
przekonaniu, ze to nie predkosc jest przyczyna wypadkow, ale brak
umiejetnsci kierowcow - zwlaszcza latem: jazda w zbitym tlumie
samochodow i wzajemne wyprzedzanie sie, ciagle hamowanie i
przyspieszanie, nagle zjezdzanie "na siku" (przyklad z zycia wziety -
auto wpadlo to rowu, bo kierowca na haslo siku chcial w ostatnim
momencie zjechac do lasu tylko nie zmiescil sie w drozke - wiem, bo
ztarzymalem sie aby im pomoc wydostac auto). Do tego jazda blisko
srodka jezdni (po co?), hamowanie do 50km/h przed fotoraderem mimo,
ze mozna 70km/h, zapominanie o redukcji biegow przy wyprzedzaniu aby
przyspieszyc manwer itp, itd....poza tym zastanow sie jaka jest
twoja percepcja po 6-7 godzinach jazdy, a jaka po 3-4?

zobaczcie na fotke tego golfa, zaloze sie ,że
przyczyna wypadku byl tragiczny stan opon bo kolo wolal nawalić
szpachleksa i walnac na rdze zajebisty fioletowy kolor. do tego
myslal ze jego auto po tym osiagnie ogromna predkosc i stanie sie
super bezpieczne-efekt-noga na gaz i skutek widac. jak by jechal na
sprawnych oponach trohe wolniej nic by sie nie stalo. ew wiekszym
samochodem.
to wersja nr1

wersja nr2 to taka, ze na typowj polskiej dziurawej drodze stracil
po prstu panowanie nad autem,przyczyna nie byly opony stan auta
tylko fatalny stan polskich drog ! a na dziusrka, doly, wyboje,wyrwy
nie ma mocnych nawet w nowych autach. i poki polski rzad nie
zrozumie ze zamiast stawiac radary czasem w zupelnie glupich
miejcach,lub czaic sie w krzaczorach z laserowymi suszarkami lepiej
zbudowac lub wyremontowac drogi nie tylko spod litery S ale tez
mniejsze-lokalne !!!! to tych wypadkow byloby mniej, ale nie oni
wola mydlic ludziom oczy ze jedno piwo za kierownica zabija. tylko
niestety nawet bedac trzezwym w 100% jak wpadnie w wyrwe w zlym
miejscu i walnie w drzewo-po czlowieku, dlatego : zamiast stawiac
radary budujcie drogi, i zwiekszcie normne do 0.4 promila!
zobaczycie ze spadnie i smiertelnosc na drogach i poziom pijanych
kierowcow. żegnam

babaqba napisała:

> Teraz będzie trudno, proszę o skupienie: jaki efekt będzie miał
> mandat z
> fotoradaru, który nadejdzie pocztą za tydzień/miesiąc na wypadek
> drogowy,
> spowodowany fatalnym stanem infrastruktury i prędkością, który
> miał miejsce kilometr za fotoradarem?

Bardzo proszę - ryzyko wydarzenia się tego wypadku będzie mniejsze,
ponieważ niemal od pierwszych dni spędzonych za kierownicą będziesz
jeździł wolniej niż w przypadku, gdyby fotoradarów nie było.
Przyczyna - tłuczenie po tyłku finansowe i punktami karnymi.

Widzę to na przykładzie kolegi... Kilka lat temu, jak fotoradarów w
PL prawie w ogóle nie było, gość poginał niemal non-stop jak wariat.
Zmieniło się to, gdy pojechał na dwa lata do roboty w Brukseli...
Dostał tam parę fotek i bardzo wysokie wezwania do zapłaty... Po
powrocie do PL dziwił się, dlaczego tu wszyscy gnają jak wariaci :-)

Też nie lubię fotoradarów... Ale niestety, niektórzy nie mają
umiaru, i trzeba ich jakoś eliminować z ruchu. Jak widzę troglodytę
wyprzedzającego na ciągłej, na 3-go, z prędkością 140/70, to życzę
mu, żeby za zakrętem stały od razu 3 fotoradary... Coby zakosił
komplet punkcików od razu.

Pzdr
Niknejm

Określenie niezbyt trafne! Kamikadze miało służyć określonemu celowi
Zginąć dla ojczyzny(dla niektórych Japończyków, zwłaszcza tych co
nie brali w tym udziału, pozytywne). W tym wypadku zaliczył bym to
raczej do "sportów ekstremalnych", tu z dużym trudem powstrzymuję od
wulgaryzmów. Takie zjawisko jest powszechne, praktycznie występuje
wszędzie, na każdych światłach w 90% przypadków.
I tu nasuwa się pytanie, po co wydajemy olbrzymie sumy na monitoring
z kamerami najnowszej generacji(tak przynajmniej twierdzi nasz
kochany komendant)skoro pełnią one(te kamery) rolę atrap?
We wspomnianym TVN mówiąc o "wyścigach" pan policjant żalił się że
nim dojedzie to oni uciekną. W Łodzi dosłownie przed kamerą katowano
chłopaka i nikt tego nie widział. Czy panowie policjanci muszą robić
z siebie durni przed kamerami a z nas balona? Skoro można robić
fajne fotki z foto radarów a potem kazać sobie za nie słono płacić
to czy podobnych fotek nie można robić z monitoringu? Podobno w
Londynie spacerując jesteśmy widziani w co najmniej 400 kamerach.
Czy ktoś z Was słyszał o ukaraniu pana śpiącego przed monitorem w
komendzie?
Oczywiście nie wszystko i wszędzie należy nagrywać i za to karać ale
są takie wykroczenia(nie tylko drogowe)które kończą się tragicznie
np. jazda na "czerwonym" czy wyprzedzanie na pasach. Może to zbyt
radykalny pogląd ale nie ulega wątpliwości że coś z tym trzeba
zrobić i to w miarę szybko, bo jak śpiewa Staszczyk zbyt wiele
dzieci nie ma swoich tatusiów czy mam.
Pozdr.
Pazdzioch

Wlasnie podales jedna z klasycznych definicji zdarzenia lub jak kto woli wypadku drogowego.
Wiekszosc dyskusji na tym forum jednak kreci sie zawsze wokol odpowiedzi na pytanie "kto zawinil". Taka odpowiedz jest tylko dobra na sali sadowej gdzie wiadomo ze w swietle prawa karana musi byc osoba ktora najbardziej przyczynila sie do np wypdaku -czyli inaczej zlamala prawo.
Bardzo czesto jako ilustracje do definicji wypdaku drogowego podaje sie wykres gdzie na osi poziomej odmierza sie czas (lub dystans) a wykresem sa dwie oddalone od siebie linie. Jedna linia reprezentuje wydajnosc ukladu "auto+czlowiek" druga to srodowisko czyli droga. Do wypdaku dochodzi kiedy te dwie linie sie przetna. Czyli kiedy wydajnosc srodowiska (droga) jest mniejsza od chwilowego "zapotrzebowania" ze strony auta (z czlowiekiem w srodku)
jak mi sie uda to pykne fotke

dziwny wątek. jeśli potrącił Cię rowerzysta i odniosłeś w wyniku
tego uszczerbek na zdrowiu - zgłaszasz fakt na policji.
przeprowadzasz obdukcję lekarską, wywołujesz zdjęcia i idziesz na
komisariat.
policję nawet rozumiem. miałóa przyjechać na miejsce wypadku i co?
rowerzysty nie ma. żadnych śladów na chodniku też. fotki ma oglądać
na monitorku aparatu?
masz dowód w postaci zdjęć, masz opinię lekarza - dochodź swego.
o czym się tu rozpisywać?
o tym że rowerzysta chodnikiem jechał?
ano zdarzają się takie mutanty. sam kilku widziałem, jak gnali. nie
pochwalem tego, ale rozumiem dlaczego. bo kiedy wyjeżdżają na ulicę,
są traktowani jako intruzi. po wielekroć zdarzały mi się sytuacje,
gdy byłem przyciskany do krawężnika. na drogach zamiejskich do
reguły należy natomiast wyprzedzanie roweru przez pędzącego tira
dosłownie o centymetry. po przejeździe takiego kolosa uderza fala
powietrza, która wyrzuca cyklistów do rowu.
wielokrtonie zdarzały się przypadki potrącenia rowerzysty ze
skutkiem śmiertelnym. bo niestety rowerzyusta w zetknięciu z autem
nie ma żadnych szans. dlatego rowerzyści wjeżdżają na chodniki.
uciekają przed śmiercią. że sami niosą przy tym zagrożenie pieszym.
to przykre. dlatego własnie postulujemy budowę ścieżek rowerowych.
żeby każdy mógł czuć się bezpiecznie.

Koncert The Rolling Stones - pieniądze na rzecz..
Hipokryzja. Czy naprawdę uważacie, że po 110 tys. (z kieszeni podatnika) na rzecz ofiar w zamian za zrobienie sobie paru fotek przy tragicznie zmarłych oraz pokazanie swoich oblicz w TW przez braci Kaczyńskich jest mniej obłudne niż koncert w okresie żałoby (i odpalenie jakiejś forsy z WŁASNEJ kieszeni)???
Tak na marginesie średnio co tydzień na polskich drogach ginie w wypadkach samochodowych kilkadziesiąt ludzi (nie inaczej podczas powrotów z tzw. długich weekend'ów) i jakoś nikt nie ogłasza żałoby narodowej a i nasi bracia bez skazy nie pokazują się przy wypadkach, bo nie ma się z kim sfotografować i trzeba by było być jednocześnie w kilkudziesięciu miejscach. Tragedia antyczna - jedność czasu, miejsca i akcji. Reszta się nie liczy, bo nie jest widowiskowa.

Najlepiej ustawić fotoradar na trasie toruńskiej (Warszawa), gdzie
legalnie jedzie się 80km/h. Ponad 90% kierowców pokonuje tę trasę ze
średnią prędkością około 95km/h. Ale nie o to chodzi...

Jest jedno miejsce, gdzie kiedyś był wypadek, chyba Ford Focus
wjechał na przystanek, potrącił kilka osób i potem dachował. Otóż
stołeczni geniusze od znaków ustawili w tym miejscu ograniczenie do
40km/h...

Teraz policja ustawia się na pół godziny w tym miejscu, a fotek
zrobią tyle, że na trzy - cztery miesiące wystarcza dla kilku
policjantów pracujących nad "opisywaniem i obróbką" tych zdjęć.

Nie wiem jak Wam, ale mi to ręce opadają. Jeszce tylko brakuje
nagrania z tego miejsca do programu "Uwaga Pirat".
Istna PROFANACJA płynej, bezpiecznej jazdy. Co to ma wspólnego z
poprawą bezpieczeństwa na drogach???

================

PSL, a konkretnie Waldemar Pawlak coś mówił w kampanii wyborczej o
fotoradarach. Nie wiem, kto. Jest to mi obojętne, kto to zrobi. Ale
nadszedł czas na konkretne Rozporządzenie odpowiedniego Ministra,
żeby określić gdzie i w jaki sposób ustawiać fotoradary. Czy mają
być widoczne i oznakowane, czy chowane w koszach na śmieci i
bagażnikach nieoznakowanych pojazdów straży miejskiej czy policji.
Czy kierowcy mają patrzeć na to, co się dzieje na drodze, czy (mając
już kilkanaście punktów karnych na koncie) wpatrywać się w krzaki,
słupy czy śmietniki ustawione blisko drogi???

Gość portalu: Zet napisał(a):

> Gość portalu: Niknejm napisał(a):
>
> > > I owszem. Tylko że po hamulcach deptali również jadący przepisowo ;-)
>
> Jak to, przepisowo, skoro wcześniej nadmieniłeś, że nie zachowywali należytej
> odległości.

Napisałem, że również tacy hamowali. A nie zachowywali odpowiedniej odległości
ludzie jadący za nimi ;-))
Swoją drogą dla kierowcy Malucha średnia pociecha, że kierowca TIRa, który go
sprasował, winien jest wypadku, bo nie zachował należytej ostrożności...

> To po pierwsze, a po drugie: gdyby tam stali prawdziwi policjanci,
> to
> kierowcy też chamowaliby, stwarzając, jak to mówisz, zagrożenie.

Policja NIE POWINNA kryć się po krzakach i wyskakiwać jak diabełek z pudełka - w
ostatniej chwili. Powinna być widoczna na drogach i przez to wpływać na
bezpieczeństwo.
A fotki zza krzaka może spokojnie robić fotoradar. Tylko, że miśkom zabrakłoby
wtedy na masełko do chlebusia, więc zrobią wszystko, żeby fotoradary ich w
roli 'pstrykaczy' nie zastąpiły.
I tyle w tym temacie.

> Osobiście uważam, że te atrapy to niezły pomysł.

Pozwól, że pozostanę przy swoim zdaniu. :-)

Pozdrawiam,
Niknejm

Świetny artykuł.
A znacie przypadek z jesieni, komendant policji z Białej Podlaskiej
jechał 120/70, fotoradar zrobił mu zdjęcie, postępowanie umorzono ze
wzgl., że wtedy podobno zaważyły pilne względy rodzinne. Ale sypnął
go podwładny, przesłał fotkę do lokalnej gazety, zrobił się szum. I
co? Komendant nadal odpowiada za bezpieczeństwo na tamtejszych
drogach, a prokuratura szuka żródła przecieku, tzn. próbuje zmusić
dziennikarkę do złamania tajemnicy zawodowej. Oto Polska
właśnie.Chyba nie jest dziwne, że przy takiej mentalnośći i
podejściu do problemu ilość wypadków wzrasta.
Co do Otylii i Zientarskiego, ciekawe ile razy
niebiescy "profesjonaliści" ich puścili bez mandatu zanim stało się
to co się stało.

SLD domaga się przeprosin od szczecińskiej poli...
oj, coś z tą zachodniopomorską policją jest nienormalnego... a to im ucieka maniak z komisariatu, a to na stacji benzynowej mają incydent. Policjanci przechodzą obok miejsca wypadku, gdy chory psychicznie człowiek skacze z budynku i nie zadają sobie trudu zadzwonienia do mieszkania, w którym zabite ciotki leżą, komandosi wyciągają dwóch mężczyzn i jadą sobie do Zakopca zamiast fotkę wysłać i sprawdzić alibii, byłego komendanta policji częstują lampką szampana a później na moście długim zatrzymują do kontroli pod kamerą i grzecznie kontrolują, czy nie wypił, mają okólnik, w którym łamią równość obywateli wobec prawa - dygnitarzy partyjnych i urzędników pouczają zamiast karać mandatami jak tego wariata drogowego, co urzędowy samochód skasował na Trasie Zamkowej, a jak już gdzieś zaparkują przy wypadku, to całe miasto stoi i czeka, aż się domyślą, że radiowóz przy stłuczce nie musi całej Gdańskiej na 2 pasach tamować...
... można byłoby długo tak wymieniać... same sukcesy ma szczecińska policja.

kablowanie mile widziane przez policję?
"Kierowco! Przechodniu!

Przerwij milczenie, nie gódź się na chamstwo, brawurę i głupotę
nieodpowiedzialnych kierowców!

Jeżeli widzisz „pirata drogowego", który stwarza zagrożenie dla innych
uczestników ruchu, nie bądź bierny – Twoja bierność, brak reakcji to
przyzwolenie na dalsze „szaleństwa", to przyzwolenie na kolejne wypadki, to
także przyzwolenie na śmierć, być może także Twoją lub osoby Ci najbliższej.

Widzisz – dzwoń „997" „112" (połączenia bezpłatne)
Widzisz – pisz: wrd.kwp@opolska.policja.gov.pl
Widzisz – poinformuj gazety, radio, telewizję – to partnerzy Policji, którzy
głośno napiętnują, tych którzy zagrażają naszemu zdrowiu i życiu.

Każde zgłoszenie jest dla nas ważne, każdą informacją zainteresujemy się i
podejmiemy działania, a we wskazane miejsca natychmiast skierujemy najbliższy
patrol policji. Zrobimy wszystko, by pirat drogowy poniósł konsekwencje
swojego działania, by nie czuł się bezkarny.

Dziennikarze !

Bądźcie naszymi sprzymierzeńcami, tylko przy Waszej aktywnej współpracy
możliwe jest osiągnięcie sukcesu w walce z piractwem drogowym.

Przyjmujcie i przekazujcie nam informacje o niebezpieczeństwie na drogach.

Przypominajcie o tym, że pirat drogowy to potencjalny zabójca, apelujcie o
przerwanie milczenia ! Warto, to może
uratować ludzkie życie!

Tylko głośne, publiczne napiętnowanie niewłaściwych zachowań w ruchu drogowym,
może spowodować, że ci którzy
teraz świadomie łamią przepisy ruchu drogowego, zastanowią się nad tym, co
robią. "

Takie rewelacje ogłasza policja na stronie:

www.opolska.policja.gov.pl/kwp/content/view/131/27/
Czyżby miały wreszcie szanse "interwencje obywatelskie"?

Mailing z cyfrową fotką mógłby zdziałać cuda...

Pozdrawiam,
Mejson

fantastic_normalnosc napisała:

> Nareszcie napisałaś coś z czym się zgadzam. "Prawa z którym się nie
> zgadzam należy próbowac zmieniac". To spróbuj zmienić regulamin
> blogów. Napisz coś na ten temat. Póki co regulamin jest, jaki jest.
> Podobnie jak kodeks drogowy jest, jaki jest.

Ja popieram każdy przejaw walki o zmianę tego regulaminu. Właśnie tutaj coś
takiego się dzieje. Nie rozumiesz tego? A Ty tego nie popierasz w żaden sposób,
poprzez swoje wystąpienie.

> Generalnie masz rację, tyle, że są pewne granice. Niezapisane,
> nieokreślone. Widzisz jakiś życzliwy internauta, na nieznanym mi
> loginie podesłał mi wczoraj kilka fotek z podpisem "kto jest kto". O
> części tych osób nigdy nie słyszałem. Pytanie do Ciebie: jeżeli na
> zdjęciu jest faktycznie kawa3603 to mogę to umieścić w blogu i
> ironicznie skomentować np. Twój ewentualny wygląd? Będzie Ci miło?

Nie twierdzę, że byłoby mi miło. Jednak gdym sama zamieściła swoje zdjęcie u
siebie na blogu, a ktoś by je skopiował, miałabym pretensje jedynie do siebie.
Taka jest prawda. A już możliwości wygrania jakiegoś procesu... pfff Wstyd by mi
było komukolwiek o tym powiedzieć.

> Nie obawiaj się nigdy takich fotek w obojętnie jaki sposób
> otrzymanych nie opublikowałbym.

Nie mam się czego obawiać. Możesz publikować i pisać co chcesz. Możesz napisać
pod zdjęcie swojego pieska, że to kawa3603. Jest mi to OBOJĘTNE.

> Proces robi inaczej. Znalezione,
> otrzymane foty publikuje z komentarzem delikatnie mówiąc
> niegrzecznym. Niech opublikuje swoją fotę, niech da możliwość
> innym podobnych kometrzy.

Znalezione w sieci z podaniem źródła publikuje i uważam, że miał w tym wypadku
wiele racji /w tym co pisał/. Natomiast nie znam przypadku, aby proces7
opublikował otrzymaną od kogoś fotkę. Znowu POMÓWIENIE.

> Wybacz kawo3603, ale naigrywanie się z cudzego
> wyglądu to mówiąc wprost chamówa.

Uhm, masz rację.

> Jak czuje się kobieta, która w necie kreuje się na
> gwiazdę, w awatarze umieszcza okrojone zdjęcie twarzy, a w
> rzeczywistości (sorry) spora nadwaga. Dziś jesteś po jednej
> stronie barykady, ale pamiętaj któregoś dnia możesz być po drugiej > stronie.
Wtedy sama będziesz pisać do adminów portali, blogów o
> zablokowanie takich wpisów.

Wybacz, ale NIGDY nie będę po drugiej stronie barykady. :)

klemens1 napisał:

> Kierowcy polscy nieprzestrzegają ograniczeń prędkości (chyba że w korku), ale
> czy to wina jedynie kierowców i braku odpowiedniego egzekwowania przepisów?
> Wg mnie jest w tym znaczna zasługa samych ograniczeń.
>
> Żeby długo nie szukać: 50 na Trasie Łazienkowskiej i 70 na Siekierkowskiej -
> czy wg Pana te ograniczenia są powodowane rzetelną analizą tychże tras i
> fachowym wyliczeniem że taka właśnie prędkość jest bezpieczna, a 80 już nie?
Zgadzam się z Tobą i Mejsonem, choć uważam, inaczej niz Mejson, ze ograniczenie
80 na Torunskiej jest również za wysokie. Nie wspominam juz o tym, ze zaraz za
Grota jest znak 40!! Kiedyś tam byly roboty, jezdze tamtedy regularnie
kilkanascie razy w tygodniu od 8 miesiecy. Roboty sie skonczyly... a znak
pozostal:) jest tam co prawda przystanek autobusowy, ale nie ma przejscia przez
jezdnie wiec nie ma klopotu. Toruńska, od Ronda Zeslancow do Ronda na Bródnie (
skrzyzowanie z Łabiszyńska chyba ) to droga bezkolizyjna ( jedzie sie
wiaduktami albo skreca sie przez wiadukty ), nie ma przejsc dla pieszych itd.,
sa min. 2 pasy ,a najczesciej 3 i 4. Uwazam, ze na tym odcinku 110 to dobre
ograniczenie. Na tych sławnych, bo kiedys były tematem wątku na forum:), 2
zakretach przed zjazdem na Bemowo jadac w strone Bródna jest 60, co tez jest
przegieciem, bjadac 80 nie czuc, ze pokonuje sie te łuki... no ale jest szansa
na strzelenie fotki, co czesto robia Policjanci chowajac radiowoz za Tiry
skojace na parkingu a fotoradar stoi ukryty za barierka... to taka nowoczesna
odmiana stania w krzakach:) Juz ktos to mowił, u nas mandaty maja zapewnic jak
najwiekszy doplyw kasy, dlatego ustawia sie radary albo policjantow z
suszarkami na drogach, gdzie nawet emeryt jedzie 30 km/h za szybko, a nie na
waskich ulicach w scisłym centrum lub w malych miastach, gdzie koles w 15
letnim BMW jedzie 100. Mieszkam pod Wawa i były tu rok temu 2 wypadki: kolesie
jechali z wiaduktu 160 ( za 300 metrow jest szkola i 2 przejscia dla
pieszych! ), nie zmiescili sie w łuk drogi i walneli czilowo w busa... nie
pamietam ile osob zgineło... ale duzo; drudzy wpierniczyli sie 120 w stojaca
koparke, bte 120 mieli na ciasnym łuku i jak zobaczyli kopare to mogli juz
najw3yzej k...e zrobic, zgineli!

Ten znak jest niebieski. W nocy swieci swiatlem odbitym, ale w dzien moze ujsc uwadze...

"Moja" teoria spiskowa nie jest. Posluchaj kiedys wypowiedzi jakiegokolwiek "czynnika" nt. fotoradarow. W prawie kazdym wypadku gadajaca glowa cieszy sie jak szybko "inwestycja" sie zwrocila. O REALNYM - mierzonym liczbami - wplywie na bezpieczenstwo zwykle gadajaca glowa nie gada...

Potem czytamy/slyszymy, ze np. na ofotaradarowanej bespjecznej usemce liczba ofiar spadla o iles proc. Tylko, ze musimy w to wierzyc na slowo, bo nawet na oficjalnej stronie "drog zaufania" nie ma zadnego odnosnika do oficjalnych statystyk. Sa za to statystyki na stronie policji. I w ich swietle za dobrze nie jest... Liczba zabitych w Poslce rosnie mimo swiatel, mimo fotoradarow (na niektorych odcinkach co kilometr). Bardzo niewykluczone, ze jedna z przyczyn tego stanu rzeczy jest swoisty eksport wypadkow na drogi bez elektronicznego cerbera. Ja, kilku moich znajomych REPow, w innym watku "przyznal" sie do tego Tiges (ciagle kursuje W-wa - Wroclaw), trase W-wa - Wroclaw pokonujemy innymi drogami niz bespjeczna usemka. I to naturalna reakcja, bo jakby czlowiek przepisowo nie jechal, fotoradary sa jak wrzod na zadku - chocby dlatego, ze KAZDY inaczej reaguje na ich widok i w gestszym ruchu zaczynaja sie jazdy. Jazdy, ktore na tak "zorganizowanych" drogach ciagna sie setkami kilometrow. Jakby i bez tych "udogodnien" jazda po Polsce byla przyjemna...

Fotoradary w Polsce sie buduje (i maskuje!!!) dlatego, ze to jest bardziej oplacalne niz modenizacja drog! (Gdyby budowa nowych drog szla w takim tempie, w jakim przyrasta fotoradarow, to za pare lat bylybysmy drogowa potega). Ale waaadza idzie dalej w wyciaganiu lapy po kase - chce zlikwidowac naliczanie punktow za fotki. Ludzie z odpowiednia kasa (oraz REPy, dla ktorych nawet najwyzszy mandat moze byc malym pikusiem wobec zdarzenia na podpisanie wielomilionowego kontraktu) nabeda swoistej "licencji na zabijanie". Byleby za to ZAPLACILI!!! :-/ Kasa, kasa, kasa, kasa! System punktowy w teorii (bo przeciez PJ daje sie odzyskac po odbyciu PLATNEGO szkolenia i egzaminu) mial eliminowac piratow, ktorzy nagminnie lamia PoRD. I co? I jak widac - widocznie przestraszyli sie, ze zabraknie im "donatorow" finasujacych coraz to nowe inwestycje drogowe (fotoradary) :-/

Atak na WTC widziany z powietrza
A nie macie zdjęć z wnętrza wież? Na pewno jakaś ofiara zamachu (która przeżyła) pstryknęła coś, chociaż komórką, a może nawet filmik się udało nakręcić. To ci dopiero musiała być makabryczna rzeź: ten dym, szok ludzi, ich cieprienie, krew, jęki, krzyki - a do tego pełen realizm.
Przez szacunek dla ofiar tej tragedii może warto byłoby się powstrzymać od takich publikacji.
Uwłaczacie pamięci tych ludzi, również tym, którzy przeżyli to piekło, bliskim tych osób.
Przy każdej okazji - a to rocznica, a to nowe wątki w śledztwie, a to katastrofa budynku, a to telewizji udało się (wielkie brawa !!!!) wreszczie po tylu latach wyszarpać policyjne zdjęcia: dawajże filmy z walącymi się wieżami WTC, a niech widz nacieszy oko raz jeszcze, a przynamniej fotki wrzućmy, a co.
To haniebne, w jakim kontekście umieszono te zdjęcia: popatrzcie pod zdjęciami: "zobacz także": i co my tu mamy:
np. "osobliwości z księgi rekordów "Guinnessa", "najzabawniejsze zdjęcia prezydenta Lecha Kaczyńskiego", "Tak pracowano w NRD".
Konsumenci tej "rozrywki" - miejcie trochę wstydu.
Ta tragedia nie jest właśnością mediów (tabloidów, tabloidalnych tworów itd.). Nie służy nakręceniu oglądalności, sprzedaży reklam.
To bolesne wspomnienie dla dziesiątków tysięcy bliskich ofiar, dla milionów Nowojorczyków, dla wszystkich, którzy widzą w tym coś więcej niż tanią sensację, niezdrową podnietę między "śmiesznym prezydentem" a "rekordami Guinnessa".
Nawet padlonożerstwo ma swoje granice.
Opamiętajcie się. Nie dajcie sobie wmówić, że to jest OK. Nie kupujcie tego.
Jutro czy za rok w tabloidzie mogą być zdjęcia waszych bliskich - ofiar "widowiskowego" wypadku drogowego. Już teraz wyrażacie na to zgodę, bierzecie w tym udział. Powodzenia. I gratulacje.

Przemieszczanie się w Egipcie-środki transpor
Pc_maniac: post z humorem i zwadą, ale dodam moje uwagi. I nie dlatego, że
jestem taka mądra lecz to co usłyszałam w odpowiedzi na moje pytania.

Czemu w Egipcie są tak cholernie wysokie krawężniki?
>
> Oj tutaj nie ma powodów do żartów. Poprostu w tym kraju pomiędzy
temperaturami
> dnia i nocy jest tak spora rózżnica, że najczęstszym pwodem wypadków
> jest "strzelanie" opon. A dzięki wysokim krawężnikom, mamy większe
> prawdopodobieństwo, że pojazd , który złapał "gumę" nie wtoczy się na chodnik.
> Moim zdaniem, jest to jeden z mądrzejszych patentów Egiptu.

Otóż, na moje pytanie o wysokość krawężników (mam zdjęcie, gdzie siedzę jak na
krześle), kolega Egipcjanin odpowiedział:
- Przede wszystkim, aby nie jeździli jak chcą, ale naprawdę są to kanały wodne.
W 96 lub 97 w Hrg była ulewa i ulicami przez 3 dni płynęła "rzeka" (tak mówił -
nie widziałam, ale gdzieś na forum są zdjęcia tej ulewy - i te fotki
widziałam.
Jeśli przyjrzymy się dobrze - drzwi sklepów nie mają progów itp. Gdyby było
inaczej - sklepy, knajpki, restauracje byłyby zalane.
W ostatni "lany poniedziałek" w Safadze dużymi kroplami "kropił" deszcz.

> P.S. Wiecie po co są w egiskich samochodach światła?
> Nie przejmujcie się, oni też nie wiedzą.
> Nie ma to jak emocje z nocnej jazdy z Kairu do Hurghady bez świateł, przecież
> nie będziemy oślepiać jaszczurek, które mogłyby przez to wpaść pod samochód!?

O to również zapytałam.
- Dlaczego kierowcy nie włączają choćiaż świateł mijania na drogach, a w
miastach jeżdżą "po ciemaku"?
Podobno, podkreślam "podobno" w Egipcie jest przepis, że jeśli droga jest
oświetlona to nie trzeba włączać świateł bo i tak samochód widać.
Cóż - bez komentarza...
I jeszcze bardziej bez komentarza: Czytać nie muszę..., pisać nie
muszę... "umiem" kierować kierownicą...
Ale zaufajmy zawodowym kierowcom.
A w Hrg już są TAXI!!!
Pozdrowienia...
J.

Wchodzą mandaty za 500 złotych
Jak długo nie zmieni się radykalnie podjścia drogowców i policji do ruchu drogowego nie będzie lepiej. Głównym sposobem na poprawę bezpieczeństwa maja być ograniczenia prędkości, które powinny być stosowane wyjatkowo i w ostateczności! Dlaczego? ano dlatego, iż zupełnie inna jest bezpieczna prędkość dla Hołowczyca jadącego jaguarem, a zupełnie inna dla "niedzielnego kierowcy" w maluchu. Oczywiście nalezy ścigac piratów drogowych: wyprzedzających pod górkę, czy na zakręcie, zajeżdząjących drogę itd. ale akurat takimi wyczynami mało kto sie zajmuje - bo dużo łatwiej stanąć z suszarką, czy postawic fotoradar, a w przyczynach wypadku wpisać "nadmierna prędkość", no bo nawet jeśli kretyn wyjechał z podporządkowanej prosto pod maskę, to zawsze można twierdzić, iż "gdyby kierowca jechał wolniej" (ciekawe jak wolno musiałby jechać 10km/h?) to do wypadku by nie doszło... A jak jakiś debil na gołoledzi wypadnie z zakrętu, no to panowie postawią ograniczenie prędkości do 30 km/h, na zekręcie który mozna spoko w dobrych warunkach przejechać 60km/h, potem jeszcze fotoradar... Doprawdy trudno się dziwić, że gdy dobrym kierowcą przepisy każą jeździć na 30% ich możliwości, to je łamią... Już widzę te głosy, iż to ja jestem pirat drogowy, który przecenia swoje możliwości i stanowi potencjalne zagrożenia dla innych. Cóż prawko mam od 16 lat, przejechałem ponad 200 000 km i poza kilkoma stłuczkami na początku kariery nawet nie uczestniczyłem w wypadku, o spowodowaniu go nie wspominając. Teraz fotoradar ma robić zdjęcia z tyłu, to dopiero będzie! jeden jadąc 120 przy dopuszczalnej 90 na widok fotoradaru wychamuje tak, że ten obok jadący przepisowe 90 wyprzedzi go i zainkasuje fotkę za niego! Gratuluję pomysłu! A i jeszcze mają punkty zlikwidować, więc ograniczenia w ruchu tylko dla biednych, kogo stać na mandaty może jeździć do woli!

> To tylko przykład. Chodzi mi o to by szkolenie nie polegało na bezsensownym jeż
> dżeniu po ustalonych trasach, parkingach i placach a egzamin nie polegał na mie
> rzeniu linijką centymetrów od pachołka czy krawężnika tylko przygotowywało przy
> szłego kierowcę do realnych warunków na drodze i ocenie jak sobie na niej radzi
> w różnych sytuacjach w ramach obowiązujących przepisów ruchu drogowego.

Owszem głupota jest sprawdzanie umiejętności jeżdżenia na podstawie parkowania
prostopadłego. W praktyce jak chcę zaparkować, to mogę składać się i 3 razy i
też wjadę. Ale jest i druga strona medalu. Wyobraź sobie, że ktoś łamie się 10
razy bo chce zaparkować na Sienkiewicza, a za nim zdążył zrobić się korek na 30
aut. Niby pakowanie to prosta sprawa, a potrafi napsuć krwi. Zatem warto aby
kursanci umieli parkować.

Lepiej byłoby gdyby na kursie uczono np. wyprzedzania. Nie ma tego teraz
nigdzie. Sądzę, że żeby uczyć wyprzedzania to trzeba byłoby budować specjalne
tory lub symulatory. Jaki instruktor chciałbym bowiem uczyć wyprzedzania
kursanta w realnych warunkach?

Moim pomysłem jest to, aby po zdaniu prawka po np. roku skierować taka osobę do
auto szkoły, gdzie są maty poślizgowe, wprowadzanie kontrolowane auta w poślizg,
hamowanie, itd. Ktoś kto jeździ już rok ma już jakąś wprawę, bo z taki
kompletnym żółtodziobem to autoszkoła nic nie zdziała.
Problem jest jeden: koszt.

> Dlaczego nie a jak ja jadę w obce miasto to jakoś sobie radze i nawet na mnie n
> ie trąbią :) A tak przybędzie nam na drogach tylko idiotów którzy staną na środ
> ku skrzyżowania bo gps pokazał skręt w akurat wyłączoną z ruchu ulicę.

Ale Ty nie jedziesz podczas egzaminu, jesteś bardziej wprawiony w samej jeździe.
Nie oszukujmy się, nikt nie będzie jeździł bardzo pewnie na egzaminie. Faktyczna
nauka dopiero się zacznie, dopiero zacznie się łapanie wprawy.

> Cześć teoretyczna ma być z tym że nieobowiązkowa dla ludzi z wykształceniem od
> średniego w górę.
Wg. mnie niesłusznie. Ja do zajęć teoretycznych dodałbym drastyczne fotki z
wypadków. Z denatami z wyciekającym mózgiem włącznie.

Może to nawet i dobrze, że władza dokrada za pomocą fotoradarów
jednocześnie dając nam spokój na drogach (policji drogowej nie widać).
Można robić, co się komu żywnie podoba, byleby nie przekroczyć
administracyjnego przepisiku o prędkości. Niedawno widziałem dwóch
takich bystrych, co to nie przekroczyli, ale się spotkali czołowo, bo
jeden nie umiał jeździć a drugi, zamiast na drogę, to uważał na
szybkościomierz. Mieli po 60 km/h ale wynik ich spotkania to masakra.

Wystarczy krótka kwerenda, żeby się przekonać, że poukrywane
fotoradary nie tylko, że nie zmniejszyły "problemu", to jeszcze
towarzysząca im zasada "zero tolerancji" doprowadziła do wzrostu
liczby wypadków z powodu odciągania przez wskazówkę prędkościomierza
uwagi od sytuacji na drodze. Jest zupełnie jasne i niepodważalne, że
rządowa walka z prędkością nie jest niczym innym, jak wsadzaniem ludzi
do więzienia bez krat. Masz słuchać i nie myśleć, bo pan urzędnik
kazał. Nie wolno ci tego i tamtego, bo my tak ci każemy. A ludzie
pozwalają, żeby ich rozsądek zastąpiono przepisami, zamieniają wolność
na złudę "bezpieczeństwa".

"Bezpieczeństwo" oferowane przez fotoradary przypomina to, oferowane
przez policję: "nie wolno ci nosić broni, bezbronny możesz łatwo
zostać zabity przez każdego bandziora, ale my, władza, obiecujemu
tobie, że będziemy go ścigać za zabójstwo na twojej osobie". Dla mnie
martwego to jest strasznie pocieszające. Takie prawo nie ma absolutnie
żadnego znaczenia!Podobnie fotoradary - jak pędzący samochód cię
przejedzie, to w grobie miej pociechę, że prócz wyroku, kierowca
dostanie jeszcze fotkę z fotoradaru. Fotoradary to terror i
złodziejstwo, bez znaczenia dla bezpieczeństwa.

Gość portalu: Poll napisał(a):

> > Radar nie usuwa przyczyny wypadków, bo w każdej sytuacji
> > przekraczający prędkość może byc sprawcą śmierci niewinnych
> > ludzi.
>
> Ależ jak najbardziej radar usuwa przyczyne wypadków

JAK?!?!?!?!

> bo albo zmusza do zwolnienia

KOGO?!?!?!? JAK?!?!?!?! Kladzie sie na droge przed pedzacym autem?

> albo usuwa kierowce na dłuższy urlop .

Wyobraz sobie, ze dosc krotki. Tak krotki, z wiekszosc go nie
zauwaza... Kilku mioch znajomych odbylo wysokoplatny kursik (bo w
temacie radaro i fotoradarow o kase chodzi) i skasowano im punkty.
Co ciekawe na kurs, mimo utraty PJ, jezdzili SWOIMI autami, siedzac
za ich kierownica :-P

> Wyobraź sobie że zlekceważyłeś te cztery znaki które tam stały i
> radar cyknał fotke . Teraz masz dwie możliwości : albo
> zaczniesz wolniej jeździć widząc znaki zakazu i radar spełni
> swoja "naukową" funkcje albo dalej pojedziesz łamiąc przepisy ale
> wtedy radar spełni funkcjie wymiaru sprawiedliwości wiążąc kolejne
> zdjecia w łańcuch dowodów i wyeliminuje Cię z świata kierowców na
> dłuższy okres .

FANTASTO!!!! Jest jeszcze trzecie wyjscie i o nim pisze Twoj
przedmowca - WYPADEK! WYPADEK, ktoremu fotoradar nie zapobiegl, bo
nie mogl!

Z tego, co napisales wynika, ze jedyna konsekwencja za szybkiej
jazdy na tym zakrecie ma byc mandat, a nie wypadek. To znaczy, ze
fotoradar i ograniczenie sa tam po to, zeby byly :-P

> Radar spełnia bardzo pożyteczną role a dowodem niech bedzie
> zaciekłość z jaką ludzie o nim piszą i złorzeczą tym którzy te
> radary ustawiają .

Uwazasz, ze fotoradar blyskajacy w nocy zaskoczonemu kierowcy
podnosi bezpieczenstwo? Nie pisz mi, ze kierowca ma jechac
przepisowo, bo STALO SIE - pojechal nieprzepisowo. I to sie juz nie
odstanie. Czy zatem LOGICZNE z punktu widzenia bezpieczenstwa jest
blyskanie mu fleszem w oczy jak probuje opanowac samochod? Dobra!
Niech "przestepca drogowy" ginie! A jak wyjedzie na przeciwny pas
ruchu i cos z przeciwka bedzie jechalo...?

Ile ofiar tego typu jestes wstanie zaakceptowac na drodze ku
swietlaniej przyszlosci zniewolonego kierowcy? Ja zadnego i TEN
KONKRETNIE fotoradar uwazam za potencjana przyczyne tragicznych
wypadkow!

Tragiczna noc na drogach - 8 osób zginęło
Info totalnie nierzetelne! Auto wjechało pod pociag w Lubelskiem, a
nie w Białostockiem..I nie w nocy tylko w samo poludnie..Wypadek na
Białostocczyznie był we wtorek...(z niego pochodzi fotka)

>Mieszkam na Drukarskiej już ponad rok i było dla mnie szokiem, że
>tu jest strefa. Tu praktycznie nikt nie jeździ z dozwoloną
>prędkością.
Obódź się , w całym Mieście nikt nie respektuje stref uspokojonego
ruchu.
W cąłym mieście nikt nie respektuje ograniczenia do 50km/ h to
dlaczego mieliby jeździc 30km/h na Drukarskiej ?
Uratowałem pewnie co najmniej jedno życie bo namówiłem Zdik do
zalepienia asfaltem głębokich dziur w przejsćiach dla pieszych bo ci
przewracali się tam uciekajac przed rozpędfzonymi autami.

> Zresztą przydałyby się tu też światła, albo zmiana organizacji
>ruchu na skrzyżowaniu z Kamienną.
Przydałoby sia karac kierowców to by miasto zarobiło zamiast wydawać
kasę na światła.
Na Kamiennej przed tym skrzyżowaniem jest ograniczenie do 40km/h i
znak Uwaga droga dzieci do szkoły. Na drukarskiej jest 30km/h i co z
tego ?

> Sam widziałem ze 3 stłuczki w tym miejscu, a bynajmniej nie stoją
>na tej krzyżówce po 5 godzin dziennie.
3 stuczki ?
Bywają dni ze są tu 3 stłuczki dzienie ( byc moze więcej , 3 to ja
widziale).
Trudno to nazywać stłuczkami , mam foty z dachowań .Mam foty ze
skrzyżowania usłanego wrakami z różnych wypadkow.Zanim usuną jedne
wraki to są już następne. Ostanio jedno auto leżało tu 2 miesiące bo
włascicielowi nie oplacalo się go zabierać. To nie stuczki.
A spowolnienie jazdy ma sens. Przed laty gdy zywopłot byl wyższy a
jeździlo się szybciej trup tu scielił się gesto (szczególnie piesi).
Zresztą niedlugo znow będa trupy bo ostanio kierowcy zaczęli
parkowac na przejściach lub tuż przed nimi.
Zatem prosimy o więcej progow. Światła spowalniaja jazdę i zabierają
czas pieszym . W efekcie i piesi i kierowcy wjeżdżają na czerwonym .
Koszt świateł jednej nitki na Kamiennej założonych kilka miesięcy
temu to chyba 350 000 zł a nikt ich nie wzbudza przyciskiem.
Przepisy zabraniają na głównych drogach zakladac progi ale
prawdopodobnie one bardzo by zmniejszyly wypadkowość.

jane14 napisał:

> No a szykany na podpożadkowanych to nie wiem jakie byś chciał ale z
> reguły jest tam normą "STOP" a dopuszcalna predkosć na dojeżdzie
> napewno mniej niż 70/h.

Sadzac ze statystyk wypadkow z udzialem ruchu poprzecznego, ZNAK (pojecie magiczne) nie daje zamierzonych rezultatow...

Pytasz o szykany. Niech beda IDENTYCZNE jak te, ktore pochylajac sie nad problemami ruchu poprzecznego, waaadza chce instalowac na tranzytowkach (o tym jest ten watek!) - progi, zwezki czy znane z wyscigow F1 "szykany". Instalowanie tego na tranzytowkach jest az surrealistycznie nieracjonalne - utrudnienie WTARGNIECIA na tranzytowke racjonalne jest. Zmniejsza szanse na wypadek zamiast zmniejszac predkosc nieuniknionego wypadku.

> A co do mojego bagaznika. Mam swiadomość że po drogach jeżdza
> ludzie ignorujący przepisy w tym np zakaz wyprzedzania przed
> skrzyżowaniem czy dopuszczalną predkość. Dlatego w trosce o
> bagażnik popieram kazde działanie policji eliminujące ich z ruchu w
> tym i fotoradary na "70".

A czy pas do skretu w lewo nie zapewni przypadkiem wiekszego bezpieczenstwa niz fotoradar na ograniczeniu...? Odwazne...

> Fotoradar w tym miejscu, ma duża wydajnośc w punk./zdjecie
> a wiec działa szybko i uniwersalnie.

Szybko i uniwersalnie... No tak...

Jade sobie przez Pierdziuchowice Wielkie, bialej tablicy brak (komus byla potrzebna), fotoradar jest, ale, jako, ze jest zamaskowany, nawet go nie zauwazam, po kilku miesiacach dostaje zdjecie i jestem szalenie wydajnie ukarany za przekroczenie predkosci GDZIES w swiecie. Edukacja jak sie masz! Czy ten fotoradar powstrzymal mnie od za szybkiej jazdy...? Tak tylko pytam :-P

> W tym kontekscie WIWAT foto i inne radary. Dziekuję im i policji za
> troske o mój bagażnik!!!

Wiwat! Jak juz ktos zabije Cie wjezdzajac Ci w bagaznik, to do pudla dosla mu rowniez fotke za przekroczenie predkosci. Mandat odpracuje jak wyjdzie :-P

edek40 napisał:

> Argumentow brakuje i zaczynasz osobiste wycieczki?

Nie zaczynam, jak juz to jedynie odpowiadam na zaczepki...

> Habudzik sie mniej udziela,
> wiec przejmujesz paleczke?

No jak np. ta...

> Powiedz mi kolego, jaki problem z interpretowaniem tych zakazow
moze miec czlowiek, ktory ma oczy i widzial juz kiedy pokazane na
zdjeciu znaki?

Nie wiem, bo mnie się to też wydaje dziwne ale jak widzisz (nawet po
sobie i jeszcze kilku innych ) o tym że wystarcza linia ciagła
dowiedziałeś się dopiero ode mnie. Do tej pory krytykowano zgodnym
chórem tylko niepotrzebnie powtórzony srodkowy znak.

>Skoro przy syglanizatorze s-3 nie stawia sie znaku zakazu
zawracania, bo sam s-3 jest nim, to po diabla sa postawione znaki
zakazu skoro jest linia ciagla?

Odczep sie od tego przykładu, bo już ci wyjaśniłem że zakaz
zawracania przy S-3 to nie to samo co samo S-3. Nie posądzam cie o
brak inteligiencji wiec może zrozumiesz wreszcie że zakaz zawracania
ma szerszy zakres działania niż S-3 oznacza wiec zupełnie co
innego , w przeciwieństwie do twego przykładu gdzie mamy do
czynienia tylko z wielokrotnym powtórzeniem ale ciagle tej samej
informacji.

> Po diabla jest
> ten srodkowy znak? Wyjasnij mi logike oznakowywania i
niedoznakowywania drog w oparciu o moja fotke i nie uciekaj sie do
domnieman, ze nie wiem co oznaczaja tabliczki pod znakami

Nie sugerowałem, że nie wiesz sugerowałem, że wielu nie wie, dlatego
czasem na drodze jak i w życiu jak jedno ostrzezenie nie wystarcza
powtarza się je aż do skutku...
Krotko mówiac gdyby kierowcy respektowali linię ciągła moze nikby
nie postawił tych znaków. Podobnie gdyby kierowcy respektowali
ograniczenie nikby nie budował progów na drogach itd.
To jest właśnie ta logika o która sie upominasz i prawdziwa
przyczyna wielokrotnie powtarzanych zakazów i ograniczeń -
ignorancja kierowców.
Gdyby kierowcy mieli rozum to ktoś rozsadny postawiłby auto pod
linia WN. Wiesz, że np. pole elekromagnetyczne generowane przez taka
linie, może spowodowac nawet uszkodzenie elektroniki auta ? A w
karoseri umieszczonej w takim polu może powodować przepływ prądu i w
rezultacie nawet "kopnąć" boleśnie jak ją dotkniesz.
Pewnie nie skoro jedyne zagrożenie widzisz w spadajacym
przewodzie...?

> ...albo ze nie wiem jak dziala s-3...

No to to sam stwierdziłeś, żadajac uzupełnienia go dodatkowym
znakiem, który w tym wypadku spowoduje rozszerzenie zakresu zakazu
także na czas gdy sygnalizacja nie działa.

kontik_71 napisał:

> skoro uwazasz, ze to co sie dzieje na polskich drogach jest normalne
> i nie nalezy nic z tym zrobic..

Hmmm, skąd znam tę technikę. Wkłada się w usta przeciwnika
kontrowersyjną kwestię, której on nigdy nie wypowiedział i już można
tak ustawionego osobnika obijać do woli. Tylko ...dość plugawa to
technika, rodem z ambony.

> Szalenstwa niektorych kierowcow nie
> maja NIC wspolnego z autostradami lub ich brakiem.

Tak, możliwe, ale to dotyczy tak niewielkiej ich liczby, że nakłady na
zwalczanie tej grupki są jakieś kosmiczne! Prędkość jako przyczyna
wypadków pewnie i występuje, ale na tyle rzadko, że oburza zapał do
walki z nią, kiedy prawdziwe przyczyny leżą nietknięte. I o to chodzi.

> Normalni kierowcy
> nawet nie zauwaza istnienia tego systemu (...)

Taaak? W kraju tysięcy znaków, setek ograniczeń na każdej trasie? Ja
jeżdżę spokojnie i nie szybko, ale i tak mi strzeliło fotkę, bo
podczas trawersowania pustego pola zagadałem się i wjechałem pod radar
ustawiony na strategicznym skrzyżowaniu z wiejską dróżką. Jechałem
poniżej przepisowych 90 km/h, bo generalnie tak jeżdżę, ale tam był
znak z 60-tką i zaraz za nim radarek. P A R A N O J A. Na pustym polu!
Ja wiem dlaczego. Długa prosta aż prosi o pociśnięcie i radarek nie
jest wyrazem troski o bezpieczeństwo, tylko poborcą podatkowym.
Zresztą co to za troska o bezpieczeństwo, kiedy fotka i mandat
przychodzą (niech im będzie) po dniu czy dwóch? Gdyby prędkość była
przyczyną wypadków, to wypadek byłby zaraz i fakt, że był radarek
NICZEGO na drodze nie zmieni. No i po statystykach wiemy, że nie
zmienia. Mimo kretynizmów w rodzaju światełek w dzień, liczba wypadków
rośnie, choć przez wiele lat malała. Nowe radarki, coraz to ostrzejsze
przepisy a liczba ofiar rośnie i nikomu to nie uruchamia procesów
myślowych?

A autostrady? Tam gdzie są, wypadkowość zmalała znacznie. Główny ruch
idzie po autostradzie a tam praktycznie wcale nie ma wypadków, ruch
lokalny też ma spokojniej i wypadków jest sporo mniej. A przecież po
autostradzie jeździ się szybko... Te fakty nic nie mówią? Betonowe
wnioski są ciągle te same: kierowcy to wariaci i trzeba im zabronić
"szybkości". Może i wariaci, ale nie wszyscy. Ja nie. Ale ty jesteś
też kierowcą. Jak tam z tobą?

edgar22 napisał:

> emes-nju napisał:

> > Czyli o kase idzie...
>
> Albo o to, by kierowcy jeździli z dopuszczalną na tym odcinku prędkością.

To tez.

To czy dopuszczalna predkosc ma jakies zaczepienie w rzeczywistosci jest oddzielnym problemem. Bo fotoradary i radary zwykle stoja tam, gdzie ograniczenie jest takie... no... nie teges. O co zatem chodzi? O bezpieczenstwo czy o kase? Wedlug WIEKSZOSCI (i czesto slusznie) o kase... Gdyby ktos jeszcze potrafil (i chcial! Bez solidnego POZYTYWNEGO PR nic sie na drogach nie zmieni!) wytlumaczyc ludziom dlaczego dany znak gdzies stoi (ale raczej nie motywem Matki Waszej ;-P ). Podac statystyki z uwzglednieniem FAKTYCZNEJ (u nas jest to zdecydowanie zawyzone) liczby wypadkow spowodowanych przez predkosc. Nie. Nikt tego nie robi! Bolszewicka waaaadza uwaza, ze lepiej ciasniej docisnac znakologiczno-mandatowy kaganiec niz doprowadzic do realnej i wymiernej wspolpracy. No bo jaka moze byc wspolpraca z przypadkowym spoleczenstwem? :-/

> Po co stawiać radar tam, gdzie nikt (lub prawie nikt) jej nie przekracza?

Wyraznie napisalem po co! Jazda 100 km/h na 70-tce w szczerym polu nie stwarza prawie zadnego zagrozenia. A jezeli nawet, to o bardzo ograniczonych skutkach. Jazda "tylko" 70 km/h na waskiej uliczce z gestym ruchem pieszych, rowerow, samochodow stwarza realne duze zagrozenie. Ale nawet Ty sadzisz, ze nie oplaca sie scigac dosc rzadkiego (rzadszego niz za szybka jazda w szczerym polu, ale, jak popatrzy sie na jezdnie w miastach, wcale nie odosobnionego!) zagrozenia, skoro skutecznie mozna loic na zagrozeniu "wirtualnym".

Dlaczego wirtulanym? Otoz KAZDY, kto otrzymuje zdjecie z fotoradaru UDOWADNIA, ze kara jest za przekroczenie przepisu, a nie za spowodowanie niebezpieczenstwa. W czasie robienia fotki auto jedzie szybko i nic. Potem, zanim kierowca otrzyma mandat, zapewne jezdzi tak samo i nic. Skoro odbiera zdjecie, znaczy, ze zyje, nie siedzi w wiezieniu za zabicie Matki Waszej... Nic sie nie stalo dlatego, ze jechal za szybko! Zapewne dlatego, ze wedlug rzetelnych i oderwanych od kasy z mandatow badan, predkosc jest przyczyna jednocyfrowego odsetka wypadkow.

Jezeli waaaadza chce, zeby przepisy byly respektowane, musi cos z siebie dac. Wspolprace - jakas marchewke (niech ta marchewka bedzie solidne i rzeczowe wyjasnienie o co chodzi i dostosowanie rzeczywistosci do tych wyjasnien - nie moze byc wtedy nagminnych ograniczen "na wyrost" i robienia w lapanki na ograniczeniach zbednych czy zapomnianych!). Nie bat! To nie dziala! Nigdzie.

Pan również kłamie i manipuluje Ryszrdzie!
"Już sam tytuł
> nawet nie sugeruje, ale wręcz stwierdza, że obie panie kłamią. Od stwierdzenia
> czy tak jest czy nie jest sąd a nie dziennikarz."

Sąd orzeka o winie i karze. A dziennikarz opisuje fakty. Jeśli Józefa Pawlus
zeznała, że Jarosława Romańskiego zobaczyła w telewizji i dlatego zgłosiła się
na świadka, a w istocie jej wniosek wpłynął do sądu przed emisją programu, to
ewidentnie kłamie. Stosując Pana rozumowanie należałoby o niczym nie pisać. Ot,
choćby relacja z wypadku drogowego. Czy odnajdując wrak samochodu i ciało ktoś
widział, że kierowca śmiertelnie najechał na drzewo? A może ten samochód spadł z
pokładu jakiegoś samolotu i roztrzaskał się u podnóża drzewa. Jakim prawem
dziennikarz pisze więc, że auto jechało z nadmierną prędkością?

"Piotrek nie powinien też
> wykorzystywać w tekście opinii osoby postronnej, a tym bardziej słynnego
> Sławomira, którego poglądy są powszechnie znane."

A co w tym złego, że wykorzystał moją wypowiedź? Rozprawę śledzę na żywo. Pana
poglądy - po mieczu PZPR, po kądzieli MO, plus wuj partyjny sekretarz - też "są
powszechnie znane".

"Sam Sławomir dopuszcza się też
> manipulacji podając link do jakiegoś zdjęcia sugerując tym samym, że świadek
> Król powoływała się na tę fotkę co jest nieprawdą (wystarczy poczytać zeznania
> tej pani)."

To Pan Ryszard dopuszcza się manipulacji. Świadek Czesława Król zeznała w
sądzie, że przeglądając prasę w MPiK-u ("nie stać mnie na kupno gazet")
rozpoznała na tym zdjęciu Jarosława Romańskiego. Identyczne zdjęcie zamieszczone
było również w wersji papierowej "GW".

"Fakt, że kilka lat temu działała w jakimś komitecie wyborczym
> związanym z oskarżonym nie oznacza, że zna numer telefonu tego pana."

Numer telefonu tego pana był oficjalnym numerem kontaktowym jego komitetu
wyborczego dostępnym w komunikatach Okręgowej Komisji Wyborczej.

"Chcę jedynie
> wskazać na FAKTY, na które musi powołać się sąd wydając wyrok."

Przytoczyłem nowe FAKTY dla otrzeźwienia!

Polska armia potrzebuje czystki.
Oczywiście nie w rozumieniu stalinowskim, chodzi mi raczej o badania
psychiatryczne, nie tylko szeregowców, ale przede wszystkim oficerów, także
generałów. Wątpię czy wielu by się ostało, ale jest to konieczne:
wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80273,5555098,Szokujacy_portal_polskich_zolnierzy.html

Twórców Kolegówzwojska.pl broni jednak gen. Sławomir Petelicki, pierwszy
dowódca jednostki specjalnej GROM. Wojskowy przywołuje sprawę oskarżonych z
Nagar Khel: - Redaktorzy portalu nie mieli złych intencji. Chcieli tylko
pokazać, że mamy do czynienia z prawdziwą wojną. A nasi żołnierze za to, że
tam byli, potem trafiają przed sąd.

Ergo, sposobem na uniewinnienie pijaka który zmasakrowałby w wypadku drogowym
innych ludzi, w tym kobiety i dzieci, byłoby pokazanie fotek ofiar tego
wypadku z komentarzem "wypadek jak wypadek, nie ważcie się mnie osądzać!"

wyborcza.pl/1,75478,5496221,Nangar_Khel___tak_bylo.html
Prokuratura boi się o żołnierzy, którzy byli przeciw ostrzelaniu wioski. Ma
sygnał, że jednemu, który zeznał przeciw kolegom, ktoś poluzował koła w
prywatnym samochodzie, już w Polsce.

I o to Polska - morderców którzy splamili polski mundur chroni się,
usprawiedliwia się w sposób typu "przecież to wojna"(hitlerowcy się podobnie
usprawiedliwiali, też im miało zostać darowane?) co wskazuje na poważne
schorzenia psychiczne człowieka używającego takiego argumentu(kwalifikujące
minimalnie do zabrania broni i wydalenia z wojska, a najlepiej do leczenia w
zamkniętym zakładzie psychiatrycznym), a prawdziwych bohaterów którzy
próbowali uratować honor polskiej armii prześladuje się, gdy tymczasem powinny
im zostać przyznane wysokie odznaczenia państwowe przez prezydenta.
Potencjalnie mogliby wkrótce zostać z nich wyłonieni zdrowi psychicznie
dowódcy nowej, oczyszczonej z psychopatów, polskiej armii.

___Pso-Kot oraz Oprzyrzadowanie do Mlotka__

>
> > ptwo napisał:
> >
Witam

> > > Po tak zachęcającej reklamie nie chce mi się sięgać do artykułu JKM.
Ale o ile udało mi się zorientowac, to chodzi mu zdaje się o system szkolenia
przyszlych kierowców. Brat z Kanady opowiadal mi, że tam odbywa się to w ten spo
sób, że najpierw zdaje się egzamin z przepisów ruchu drogowego, potem można p
rowadzić samochód w towarzystwie osobnika już poisadającego prawo jazdy, po
czym zdaje się egzamin praktyczny w towarzystwie po prostu policjanta. Nie ma
obowiązku kończenia żadnego kursu, które wszakże są, bo mnóstwo jest róznych
Driving Schools. Taki kurs można sobie ukończyć juz po uzyskaniu prawa jazdy,
co jest premiowane w ten sposób, że otrzymuje się stosowną zniżkę przy ubezpi
eczeniu (pod warunkiem, że kurs był w licencjonowanej szkole). Ot i wszystko.
> > > Pzdr.
> > > P.W.
..
..
Wiesz PTWO, mozna nadmuchac tresc do niebotycznych rozmiarow by moc w oczach
wielbicieli uchodzic za geniusza. Mozna tez zamknac w dwoch zdaniach taki
postulat usprawnienia wymiany czy tez wydawania praw jazdy. Ale ten balwan musi
te swoje zmylki i slalomy... Zupelnie jak pewien proboszcz ktory przez pol
godziny pieprzyl, iz "nie rok i nie dwa, ale tez nie trzy".....(i tak rok po
roku)..."ale trzydziesci trzy lata mial Pan Jezus gdy go ukrzyzowali". Ten
facet jest straszny, co nie jest zadnym problemem oczywiscie ale on tylko
dodaje do glupoty narodowej (wide Kretyn Banialuka).
....Wspomnialem "oprzyrzadowanie do mlotka" albowiem tu nie ma co wymyslac
prochu - jak zauwazyles zreszta. Oczywiscie gdyby najpierw zdecydowal sie
Glenda, ze jednak o te prawa jazdy mu idzie. Ale nie mogl bo to jest ponad
niego.
....Powiem ci jak te sprawy wygladaja w stanie Oregon. Zatem gdy masz te 16 lat
i snisz o prawie jazdy, wowczas prosisz mame czy tate albo sasiada (ponad 21
lat i prawo posiadane od roku) aby pojezdzili z tobai poasystowali. Gdy
myslisz, ze umiesz - idziesz do urzedu i (zazwyczaj w drugim podejsciu) zdajesz
komputerowy egzamin ze znakow, przepisow, oraz komputerowo animowanych sytuacji
w ruchu. W sumie nie wiecej niz 45 minut. W tych urzedach widoczna jest wysoka
sprawnosc personelu.
....Prawo jazdy wymagac bedzie uaktualnienia (nowa fotka) co piec lat. Bez
zadnych egzaminow. Przed swoimi urodzinami dostaniesz powiadomienie o
czekajacej Cie wizycie. Podobnie z nalepka na tablice rejestracyjna (co dwa
lata) po sprawdzeniu silnika na czystosc spalin. I to by bylo.
....Jesli idzie o premiowanie za jazde to zalatwia te sprawe Twoje
ubezpieczenie (prywatne oczywiscie). Zarobiles mandat, miales wypadek - mozesz
spodziewac sie wyzszej stawki. Twoj wniosek - "trzeba uwazac". Przy czym bez
samochodu nie idzie tu zyc. A wiec to firma ubezpieczeniowa uczy Cie kultury
jazdy. Z tym, ze i ona jest firma specjalizujaca sie w przypadkach
(poczatkowych badz powaznych). Po jezdzie po pijaku wylatuje sie z normalnej
Firmy a po ubezpieczenie mozna sie zglosic do Firmy specjalistycznej. Za
skladke dwukrotnej lub trzykrotnej wysokosci. Jednym slowem nie oplaca sie byc
zlym kierowca. Efektem powyzszego jest chocby nieznajomosc zjawiska wymuszania
pierwszenstwa na stopie. Nie oplaca sie. Wrecz przeciwnie - oplaca sie byc
uprzejmym. Bo bez samochodu zyc sie nie da.
....Jest jeszcze premiowanie za bezproblemowa jazde. Takze w firmie
ubezpieczeniowej ale niekoniecznie. Wielu pracodawcow zwraca uwage na
prowadzenie sie za kolkiem zarowno pracownikow jak i zglaszajacych sie po
zatrudnienie.
..
Ale teraz, po przeczytaniu tamtego korwiszonskiego gniota, wiesz juz, ze to nie
o prawa jazy chdzilo tylko...o cos innego )
..
Pzdr
K.P.

Widzę, że jednak miałeś przed snem znów atak...

Podsumowując, to co do tej pory ustaliliśmy, to Twoje argumenty są takie: Hej
pajace i pedały, wynocha z ulic z tymi waszymi rowerkami, a gdzie to wasz
problem i tylko mi tu nie marudźcie, bo nie wy jesteście najważniejsi, tylko ja,
bo nie kupiłem samochodu na raty. Zgadza się? Zajeżdza mi to trochę prymitywnym
sobotnio-wieczornym dresiarstwem bo nie wyobrażam sobie, żeby jakkolwiek
wykształcony człowiek prezentował podobny poziom. Zrozum zatem, że jak do tej
pory, jedyną osobą, która Cię ośmiesza, jesteś Ty sam. Tych Twoich 50 odpowiedzi
nie sposób po prostu komentować.

Teraz z kolei my:
1) Stwórzmy sieć ścieżek rowerowych w mieście, na podobieństwo tych, które od
wielu lat działają w setkach miast na świecie. Jest to pomysł sprawdzony! Nie
musimy niczego wymyślać. Cudze błędy jak i pomysły dobre mamy jak na dłoni. I to
za darmo.
2) Budujmy tanio! Dwa razy taniej i n-razy lepiej niż buduje nam w tej chwili
magistrat.
3) Oznaczmy skrzyżowania w profesjonalny sposób tak żeby było bezpiecznie!

Twoje rozwiązanie: wojna. Rezultat: co jakiś czas dowiemy się z gazet, że zginał
rowerzysta, że zginęła rowerzystka. Może przeżyją, ale wylądują na wózku. W
najlepszym wypadku będą oni nosić gips przez jakiś czas. Rowerzyści z kolei będą
celowo wjeżdżać wam w błotniki na przejazdach rowerowych. Będziemy Wam sypać
ziarno na karoserie, ptaki dokończą dzieła. Jedym słowem będą szkody,
zniszczenia i co najgorsze, ofiary w ludziach.

Nasze rozwiązanie: system funkcjonalnych ścieżek rowerowych w mieście, które do
tego się idealnie nadaje. Z każdego krańca miasta można dostać się rowerem do
centrum w 20-30 min. Rezultat: rowerzyści znikną z dróg bo będą jeździć po
ścieżkach (sic! nie wpadłeś na to wcześniej??). Kierowcy na drogach nie będą sie
denerwować bo jakiś rowerzysta spowalnia ruch. Ruch drogowy będzie się odbywał
płynnie! Jeśli rowerzyści będą na ścieżkach to nie będzie ich na chodnikach. I
jeśli to będzie działać to piesi też to zauważa i nie będą łazili po ścieżkach.
Rezulat: sytuacja ulegnie poprawie dla każdej z trzech stron. Jest to zatem ,
jak mówią ekonomiści, działanie efektywne w sensie Pareto: polepszamy obecną
sytuację, nie pogarszając sytuacji żadnej ze stron.

Czy widziałeś już fotki z wiochy Amsterdam, do których link podał ktoś w tym
wątku? Nie wiem czy wiesz, ale to jest tylko jeden z przykładów miast
"bike-friendly". Powiedz szczerze, czy to Cię nie przekonuje? Czy nie potrafisz
tego pojąć, że jeśli większość będzie rozumować tak jak Ty to te miasto się po
prostu wkrótce zwyczajnie zakorkuje? Tak, zapcha się, bo każdy będzie próbował
dostać się do centrum autem, a tam dwie ulice przelotowe. Tylko dwie, bo władze
oprócz scieżek nie potrafią budować także sieci dróg.

Jeśli powyższe mimo wszystko Cię nie przekona, to nie odpisuj proszę. Bo
będziemy tracić tylko czas.

Niestety ja więcej pomóc Ci nie mogę. Nie chcę Ci źle życzyć, ale jeśli będziesz
walczył z rowerzystami za pomocą auta na drodze, to nie pozostanie mi nic
innego, jak tylko trzymać kciuki, żebyś w swym zaściankowym zacietrzewieniu
wpadł na drzewo albo TIRa. Będzie mi autentycznie szkoda Twojej
matki/żony/córki, które będą Cię opłakiwać. Ale bez jednego pirata będzie za to
bezpieczniej na drogach.

Mimo wszystko wierzę, że w Twoim obejdzie się bez specjalisty z kliniki.
Pamietaj jednak, że nieleczone choroby prowadzą w przyszłości do bardzo
poważnych komplikacji i powikłań.

Pozdrower!
G.

ps.
Nie wiem co Ty tak z tymi pedałami powtarzasz się w co trzecim zdaniu, ale
przypominam, że masz ich w samochodzie o jednego więcej.
ps2.
Piszesz, że tracisz pół dnia na przebieranie się. Nie szkoda Ci codziennie
czasu, żeby zakładać do snu piżamę? Sorry, miałem nie być złośliwy...

O wywlaszczaniu ogolniej
Z jednej strony denrwuje sytuacja, ze inwestycja bedzie sie ciagnac latami.
Z drugiej rozumiem wlascicieli Komisu, ze dbaja w wlasny interes.

Spec ustawa wywlaszczeniowa, powinna zostac uzupelniona przez jakas instytucje w typie sad arbitrazowego, ktory by ocenial wartosc naliczonego odszkodowania za utracony grunt na rzecz skarbu panstwa, proponowanego przez wywlaszczajacego i wywlaszczonego, i w oparciu o te wylicznia podal sposbo zakonczenia sporu (czyli konkretna kwote i sposob jej przekzania). Takie a takie konkretne argumenty, warte to jest tyle i tyle, jedno odwolanie od wyroku i do widzenia. Pieniazki do raczki i inwestor wchodiz na plac budowy.
Inaczej takie sprawy beda sie ciagnac latami, bo w sprawe sa zaangazowane dwie strony - wywlaszczajacy inwestor i wywlasczany wlasciciel - ktorzy maja zupelnie sprzeczne interesy. Jedni chca tanio uzyskac teren pod inwestycej, drudzy cos na tym jeszcze zarobic.
A powinno chodzi tylko i wylacznie o faktyczne zadoscuczynienie za utracona wlasnosc, straty osobiste (np strata osobiscie wypielegnowanego ogrodu) oraz trudy przeprwdzki i urzadzania sie w nowym miejscu.

Jesli chodzi o proponowane grunta lub nieruchosci zastepcze, w ogole nie powinno miec cos takiego miejsca, w przypadkach kiedy wlasciel posiada akt wlasnosci lokalu/gruntu.
W takiej sytuacji inwstor moglby zaproponowac zakup gruntów/lokalu, do których ma pełne prawo, i oczywiscie z pelnym przeniesiem praw wlasnosci (po cenach rynkowych, lub z jakims upustem wliczonym do zadoscuczynienia wywlaszczanemu).

W miare proste i miare skuteczne. Takie rozwiazanie i zapewnialoby ochrone wlasnosci prywatnej i godziwe odszkodowanie za nie. Jesli strony nie moga sie dogadac to ida do rozjemcy, czy sadu, a ten ich rozsadza.

Spec ustawa wywlaszczeniowa powinna tylko byc stosoawana w przypadkach, kiedy wlascicel nie chce opuscic posiadanago terenu za odszkodowaniem. Tylko w takich wypadkach jakis sad powinien orzec o "wyzszej koniecznosci spolecznej". A potem ustalic, ile ma wyniesc to odszkodowanie.

Z innej beczki.
Nie znam sie na prowadzeniu duzych inwestycji. Ale podstawa sa: plan zagospodarownia, posiadane tereny itp. Jesli nie mamy terenu, to wiadomym jest to ze trzeba go kupic. Jesli nas nie stac, to trzeba bylo myslec zawczasu, na etapie projektu.

W innych panstwach jesli nie mozna dogadac sie wlascicielem terenu, do sie taki kawalek omija. I potem mozna ogladac fotki z kuriozami: np domek pomiedzy dwoma pasaki autostrady z bezkolizyjnym don dojazdem, albo slimak widauktu ponad innym domkiem. Albo domek otoczony 10-pietrowymi blokami. T oczemu by nie mogl byc komis pod estakada ronda? Czas to tez pieniadze, warto by przeliczy co sie bardziej oplaca.

Niestety, mam wrazenie, ze nasi kochani urzednicy czesto mysla nie o tym zeby cos bylo dobrze zrobione, tylko zeby moc sie pochwalic przed wyborcami. Most, droga, wiadukt - sztuka sie liczy, a jak sie zacznie sypac, albo ze ma jak do tego mostu dojechac to nie moj problem. Za to mam sie czym pochwalic.

I tak jest z TS. Trasa kuriozum, planowana od dawna, i bardzo potrzebna. Ale nie rozwiaze problemow tej czesci miasta. Beda korki na Marsa, dopoki nie poszerzy sie odcinka od torów do Rekruckiej. Beda korki na Czecha, dopoki skrzyzowanie z Kajki/Kosciuszkowcow bedzie kolizyjne (a potem jeszcze skrzyzowania w Wesolej).
A tak naprawde to dopiero budowa trasy przez Wesola na ponocy i przez Miedzeszyn na poludniu odciazy ten wezel drogowy. Bo jak na razei jet to jedyny duzy wyjazd z Warszawy na wschod.

Pozdrawiam
3cia Nerka

kawa3603 napisała:

> fantastic_normalnosc napisała:
>
> > Nareszcie napisałaś coś z czym się zgadzam. "Prawa z którym się
nie
> > zgadzam należy próbowac zmieniac". To spróbuj zmienić regulamin
> > blogów. Napisz coś na ten temat. Póki co regulamin jest, jaki
jest.
> > Podobnie jak kodeks drogowy jest, jaki jest.
>
> Ja popieram każdy przejaw walki o zmianę tego regulaminu. Właśnie
tutaj coś
> takiego się dzieje. Nie rozumiesz tego? A Ty tego nie popierasz w
żaden sposób,
> poprzez swoje wystąpienie.

A czy każdy musi popierać zmanę regulaminu? Wyobraź sobie, że są
tacy, którym ten, który jest odpowiada.
>
> > Generalnie masz rację, tyle, że są pewne granice. Niezapisane,
> > nieokreślone. Widzisz jakiś życzliwy internauta, na nieznanym mi
> > loginie podesłał mi wczoraj kilka fotek z podpisem "kto jest
kto". O
> > części tych osób nigdy nie słyszałem. Pytanie do Ciebie: jeżeli
na
> > zdjęciu jest faktycznie kawa3603 to mogę to umieścić w blogu i
> > ironicznie skomentować np. Twój ewentualny wygląd? Będzie Ci
miło?
>
> Nie twierdzę, że byłoby mi miło. Jednak gdym sama zamieściła swoje
zdjęcie u
> siebie na blogu, a ktoś by je skopiował, miałabym pretensje
jedynie do siebie.
> Taka jest prawda. A już możliwości wygrania jakiegoś procesu...
pfff Wstyd by m
> i
> było komukolwiek o tym powiedzieć.

Nie rozróżniasz tych kwestii. Jeżeli zamieścisz swoje zdjęcie na
blogu, jest ono Twoją własnością i bez Twojej zgody nie wolno go
kopiować.
>
> > Nie obawiaj się nigdy takich fotek w obojętnie jaki sposób
> > otrzymanych nie opublikowałbym.
>
> Nie mam się czego obawiać. Możesz publikować i pisać co chcesz.
Możesz napisać
> pod zdjęcie swojego pieska, że to kawa3603. Jest mi to OBOJĘTNE.
>
> > Proces robi inaczej. Znalezione,
> > otrzymane foty publikuje z komentarzem delikatnie mówiąc
> > niegrzecznym. Niech opublikuje swoją fotę, niech da możliwość
> > innym podobnych kometrzy.
>
> Znalezione w sieci z podaniem źródła publikuje i uważam, że miał w
tym wypadku
> wiele racji /w tym co pisał/. Natomiast nie znam przypadku, aby
proces7
> opublikował otrzymaną od kogoś fotkę. Znowu POMÓWIENIE.

Żadne pomówienie. Zdjęć znalezionych w necie NIE WOLNO kopiować bez
zgody autora. Podanie źródła jest eleganckie, ale niewystarczające.
>
> > Wybacz kawo3603, ale naigrywanie się z cudzego
> > wyglądu to mówiąc wprost chamówa.
>
> Uhm, masz rację.
Ufff choć tu jesteśmy zgodni:)
> > Jak czuje się kobieta, która w necie kreuje się na
> > gwiazdę, w awatarze umieszcza okrojone zdjęcie twarzy, a w
> > rzeczywistości (sorry) spora nadwaga. Dziś jesteś po jednej
> > stronie barykady, ale pamiętaj któregoś dnia możesz być po
drugiej >
> stronie.
> Wtedy sama będziesz pisać do adminów portali, blogów o
> > zablokowanie takich wpisów.
>
> Wybacz, ale NIGDY nie będę po drugiej stronie barykady. :)

Nigdy, nie pisze (mówi) się nigdy.

No i trafiliśmy na powódź:(
witam!
właśnie moje wczasy dobiegły końca, udało nam się szczęśliwie
powrócić do domu, i mimo, że rumunia piękna, to dała nam na wjazd
niezłą dawkę adrenaliny.
jechaliśmy przez sygiet do borsy i za sygietem wiedzieliśmy już
ludzi przy drogach, najwięcej przy mostach. widać było pełne rzeki
ale jeszcze nie zawracaliśmy, bo wydawało się to tylko stanem
alarmowym, ale za sapantą było już fatalnie, drogi już lekko
płynęły, potem stanęlismy za wisu de sus. wiedzieliśmy że nie możemy
już wracać, bo tam wylało a przed nami wielka niewiadoma, w borsy w
hotelu o powodzi nie słyszeli, w/g nich nie ma problemu z dojazdem,
nie ma powodzi. tylko że hotel był na pięknej górce, a wioska
płynęła, cudem udało nam się zdążyć przed główną falą powodziową,
choć ulice cały czas były lekko zalane(czujnik wskazywał nam zalany
silnik:(

straż i policja oczywiście czuwały, ale stracha mieliśy porządnego,
szczególnie gdy na drodze wybuchła panika i jedni kierowcy z
pierzynami na dachu uciekali w kierunku visu, a my uciekaliśmy do
borsy, bo liczyliśmy, że tam wyżej i nie potopimy się.
mieliśmy tak ogromnego stracha, że nawet nie pomyślałam, by robić
fotki powodzi, patrzyłam głównie, czy rzeczki - bo miałam je od
swojej strony, nas nie zaatakują.
gdy zobaczyłam niemców jak w samochodzie mają rozstawione aparaty i
kamery, to się nieco uspokoiłam, ale nei byłam w stanie sama ich
robic.

ale wyprawy w góry się nam udały, codziennie niemal mokliśmy ale i
codziennie smażyliśmy się na połoninach.
monastyry w znacznym stopniu okroiliśmy, do suczawy się nie
wybraliśmy - tam bylo chyba najgorzej.

przeżyliśmy też atak owczarków pilnująchych stada, na szczęście nas
nie pożarły, zapolowały na pieska, który się z nami podstępnie
wybrał na cudzy teren. mieliśmy ze sobą małe dzieci i one najwięcej
strachu przeżyły - na następne dni szliśmy w góry z nożami i
petardami na wypadek ataku - ale już się nam taka groźna sytuacja
nie przytrafiła.
w sumie w rumunii to przyroda potraktowała nas z buta, ludzie
znacznie bardziej przyjaźni, choć nie tak, jak się spodziewałam.

wąskotorówka w visu de sus zatopiona, więc uciekła nam zapewne
piękna wycieczka, ale grunt to górki podeptane.
na połoninach spotkaliśmy trójkę turystów plecakowych - oczywiście
polacy. na pietrosulu też polki. przez powódź zapewne było bardzo
malo turystów. zostali tylko ci, co nie mogli wyjechać, i ci jak my,
którzy ostrzeżenia zignorowali.

w dolinie wodospadów orłowicza byłyśmy zupełnie samiuteńkie - żywej
duszy nie było.

co do hotelu w borsy, codziennie apartament sprzątany, codziennie
dawali nam świeże ręczniki - wilgoć w powietrzu była duża i nic nie
schło - może dlatego?
usługami turystycznymi w rumunii jestem pozytywnie zaskoczona,
spaliśmy w przydrożnym motelu, też czyściutko i miłe pokoje.
cenowo - dokładnie jak u nas. może restauracje nieco tańsze.

jakby były jakieś pytania, to oczywiście odpowiem:)
sama korzysatałam z doświadczenia forumowiczów, to i chętnie się
teraz podzielę swoimi:)

bite auto... a co to znaczy bite? każde ma jakieś uszkodzenia karoserii. moje ma
wymienioną klapę po cofaniu w krzoki i wgniecione boczne drzwi po cofaniu
jakiegoś łosia który wgiął i pojechał... Ale czy było bite? Żadnego wypadku,
stłuczki itp nie miało.
Szyby... jak ci radio przez okno wyniosą to kto bedzie szukał szyby z kodami od
kompletu?
Kłopot w polsce jest taki ze kazdy chce mieć auto jak z obrazka. Klient nasz pan
to i handlarze robią ze szrotów "Nówkie sztukie bezwypadkowom"... Zrobią jeden z
dwóch egzemplarzy i samochód nowy właściwie. No kto się bedzie sprzeczał ze
niebity? No panie niebity - dopiero co z warsztatu wyjechał a ze się rozkraczy
po dzwonie z murkiem ogrodowym to inna sprawa.
mierniki lakieru to o kant d... potłuc tak samo jak przebiegi liczników, ksiazki
serwisowe kupowane na allegro itd... Nie szukaj samochodu tylko dobrego
sprzedawcy. Nikt dobrego auta nie sprzeda za śmieszne pieniądze i taka jest prawda.
mozesz znaleźć jakieś dobre foty w necie samochodu o którym wiesz że jest
bezwypadkowy. Przypatrz się jak wyglada wnętrze pod maską takiego auta, nalepki,
śruby, gdzie jest lakierowane a gdzie nie.... detale. spójrz jak spasowane są
częsci karoserii w takim niebitym aucie... Recepty idealnej na to nie ma.
jak już upatrzysz i sprawdzisz model co do stanu blacharki i technicznego to
mozna skontrolowac przebieg. jest to trudne ale nie niemożliwe. Auta ze szwecji,
belgii i zdaje się holandii maja internetową możliwosc sprawdzenia ostatniego
przebiegu z kontroli technicznej czy jakos tak... ale to po ichniejszym numerze
rej neistety. w każdym badź razie sprawdzałem szwedzkie. polacy mają w zwyczaju
cofac licznik o okrągłe oczko. 100000km. drobnostka
Dalej jak bedziesz miała pecha to trafisz na klienta który dorobił ksiażkę
serwisową do takiego auta. Możesz sama sobie kupic taką na allegro, zamówić na
allegro pieczątki jakie chcesz i wpisac do takiej knigi co ci tam się zywnie
podoba. Duzo takich aut juz jeźdiz po drogach ale ostatnio ponoć panowie z CBŚ
zamknęli "drukarnię" i chwilowo na rynku są "zapasy magazynowe". Ale ksiażeczki
jak ta lala. przebiegi to 20% realnych, serwisowane co pół roku.... LOL!!!
Ludzie nei zdaja sobie sprawy ze niemiec czy holender dojeżdża do roboty po
kilkadziesiat a czasem kilkaset km dziennie i łapią sie na przebiegi jakie ma
auto emeryta.
jak dobrze władasz jezykami to można zadzwonić do ASO gdzie był serwisowany i
jak umiesz wciskac kit to ci jakoś tam podadzą kiedy był i czy by i w jakim
stanie u nich ale to nie zawsze się udaje.
Jak Cie to jeszcze nie zniechęciło to powodzenia... Jak widac "walniete" auto to
jeszcze nie worek nieszczęść który możesz kupić wraz z wymarzonym parowozem.
Moze być o wiele gorzej jak widać bo pomysłowość polskich klepaczy jest obawiam
sie nieograniczona niestety.
> A gdzie takiego fachowca znajde?
Idź do jakiegoś klepacza, handlarza właśnie i powiedz tak. Idziesz pan ze mną
kupowac auto. ja panu zapłacę . pan się znasz bo sam pan klepiesz lewe auta.
Dobrze zapłacę a pan mi wybierze dobre auto a jak si pan pomylisz to tym autem
zrobie Panu z d..y airbaga.
któz nie oparłby się takiej sile perswazji :-)
Poważnie mówie - jakbys miała znajomego który robi w tym interesie to oceniłby
auto lepiej niz superkomputery panów w firmowych ciuszkach z ASO. Sama niestety
bardzo prawdopodobne nadziejesz sie na 'okazję" . No chyba że masz wujka,
ciocię, mamę, tatę co swoje auto sprzedają.

Gość portalu: jery napisał(a):

> I daj Boże, żeby tych radaraów było jak najwięcej.
Daj też zdrowie, bo na rozum trochę za późno.

> Przynajmniej tyle co w Anglii, czyli 3,5 tys.
Mieszkałem w Anglii dwa lata, dużo jeździłem też po Anglii
samochodem, nie zarobiłem ani jednej "fotki". A to dlatego, że w
Anglii radary są doskonale oznaczone (przynajmniej 2-3 znaki
ostrzegawcze przed każdym, radary są pomalowane na jaskrawożółty
kolor i do tego robią zdjęcia tylko i wyłącznie tyłom samochodów
[tak, tak, wszystkie są ustawione tak, by fotografować auta które je
już minęły!!!]).
Brytyjska drogówka należy do najmilszych na świecie, gdy już zechce
jej się stanąć z "suszareczką" na poboczu, to rozstawiają na pół mili
przed miejscem pomiaru znaki ostrzegające przed kontrolą radarową
(potem są ostrzeżenia "300" "200" i "100" jardów do kontroli).
Inna sprawa, to to, że:
1. W Anglii, gdy chce człowiek dojechać z "A" do "B" a to pierwsze
dzieli od drugiego więcej jak 30 mil, to może to najczęściej zrobić
jadąc bezkolizyjną autostradą lub przynajmniej dwujezdniową drogą
ekspresową. Na drodze takiej wolno jechać 70mil na godzinę (ok
112km/h), lecz istnieje milczące przyzwolenie policji (która ustawia
np. fotoradary autostradowe) na jazdę 80 mil na godzinę... z tą
prędkością z południa Anglii (np. Londyn) na północ Anglii (np.
Liverpool lub Manchester) jedzie się jakieś 3,5 godziny (dystans do
pokonania to jakieś 420km). Wszyscy kierowcy jadą równo 75-80 mil na
godzinę, czasem trafi się jakiś szalejący ponad 100 wariat... którym
nikt się nie przejmuje, bo i tak szybko straci prawo jazdy.
W Polsce A i B dzieli zazwyczaj "C", "D", "E" , "F" i "G" przez które
prowadzi kręta, jednojezdniowa droga krajowa/wojewódzka/powiatowa o
nawierzchni przypominającej ser szwajcarski (lub jak kto woli- tuż po
"łataniu" - patchwork) zagniecony w 4 miejscach rowkami kolein. Na
drodze jedzie się 90-110km/h i co 5-6 kilometrów jest "teren
zabudowany", niekoniecznie zabudowany, ale administracyjnie z
prędkości 90km/h zmuszający kierowcę do zwolnienia do 50-60 (zależne
od pory dnia/nocy). Wszyscy jadą 100-120 (poza wariatami, ale to
osobny rozdział), zwalniając do 70-80 w terenie zabudowanym. Nie to,
że nie chcą przestrzegać przepisów... po prostu nie da się ich
przestrzegać. Po tych drogach z Lublina do Wrocławia jedzie się 7
godzin... chociaż dystans jest taki sam jak z południowego Londynu do
Manchesteru.

> Głównie w
> miasteczkach, przy szkołach, tam gdzie jest niebepiecznie.
To dlaczego 6 z 14 nowych radarów stoi tuż przy kładkach dla
pieszych, na dwujezdniowych drogach, co do dwóch z których nie ma
przeszkód, żeby podnieść na nich dopuszczalną prędkość?
> A że radary to przy okazji maszynka do robienia pieniędzy? I bardzo
> dobrze, będzie kasa na leczenie ofiar wypadków spowodowanych przez
> tych, którzy zap. w mieście 100 km/h.
Jeśli łudzisz się, że leczenie tych ofiar jest finansowane z
mandatów, to chyba słusznie życzyłem Tobie zdrowia na początku.
Trzeba zacząć od tego, że najczęściej w wypadku radarów ustawianych
przez gminy, większość kasy z mandatów zgarnia firma która radar
ustawiła, resztę w postaci rocznego czynszu przekazując gminie... z
tego co pamiętam, służba zdrowia podlega powiatom a nie gminom.
Co do mandatów z "policyjnych" fotoradarów - te trafiają do kasy
MSWiA by stamtąd zasilić budżet państwa. Nie idą ani na drogi ani na
leczenie... tylko na wszystko po trochu (tzn. statystycznie rzecz
biorąc 45% trafi na dotacje celowe dla różnych "KRUS-ów", Stoczni,
Kopalni i innych darmozjadów).